Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 008 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wrześniowy kryzysu ciąg dalszy :((

wtorek, 20 września 2011 0:46

     Wrzesień mamy wyjątkowo piękny tego roku a ja zamiast się cieszyć wpadam w dołek, który pomału zamienia się w coraz większy dół i nie wiem jak szybko dam radę się z niego wygrzebać.

     Na początku miesiąca zdołował mnie brak gotówki, żyłam tylko myślą; „aby do 15-tego”. Ale kiedy upragniony 15-ty nadszedł okazało się, że na konto wpłynęły tylko alimenty. Ponad 40% z tego poszło na prąd (ostateczny termin zapłaty miałam do 15-tego i bałam się, że już mi odetną, jeśli pieniądze przyjdą wieczorem albo dzień później, ale uff – zdążyłam), zapłaciłam też w końcu zaległy rachunek za telefon, ale niestety nie włączyli mi go, bo w międzyczasie wszedł już kolejny… Zrobiłam niezbędne zakupy z chemii, zaopatrzyłam się w prowiant, zatankowałam auto, oddałam Małej dług, do tego doszła jeszcze jedna składka w szkole na jakieś tam sprawdziany dla Młodego i koniec tygodnia a u mnie już po pieniądzach! A do opłacenia został jeszcze gaz, telewizja, internet, ubezpieczenie samochodu (wygasło już 12-tego), wrześniowy rachunek za telefon, szkolne ubezpieczenie dzieci i jeszcze kilka składek (to na ślubowanie, to na xero, na identyfikator, zdjęcia do legitymacji, jakieś dodatkowe książki, rada rodziców, wyjście do teatru – trochę tego w sumie będzie), spłata karty kredytowej, ortodonta i zaległy od 2 miesięcy mandat za przekroczenie prędkości! W sumie nie wiem czy mi na wszystko starczy, ale jeżeli prawdą jest, że nie będę musiała płacić w tym miesiącu za mieszkanie (R dzwonił z taką informacją) to może jeszcze udałoby mi się zrobić amortyzatory w samochodzie (nie zapłacę np. za gaz i telefon – trudno nie będę dzwonić w tym miesiącu), ale wątpię czy to ostatnie marzenie mi się spełni…

Teraz się wkurzam, bo jest już 19-ty a reszty kasy na koncie nie ma! Pojechałam więc dziś do MOPR-u dowiedzieć się co się dzieje? Okazało się, że nie dostali jeszcze pieniędzy z Urzędu Marszałkowskiego, obiecano im to na jutro, więc jest nadzieja, że może w końcu również jutro pieniądze zostaną przesłane.

     Jak na złość, popsuł się jeszcze rower Małej (rozwalił się jakiś wianek w piaście osi układu korbowego - czy coś takiego), więc musiałam zawieźć go do naprawy, bo póki mamy ładną pogodę niechby dziecko sobie jeszcze pojeździło. Z kolei w rowerze Młodego złamała się stopka a, że jeździ rowerem do szkoły to też dla wygody dobrze żeby była – zaciskam zęby i dopisuję kolejny dodatkowy wydatek…

     Na domiar złego zaginął mi jeszcze dywan… Z końcem sierpnia oddałam dywan z pokoju dzieci do prania, do myjni samochodowej. Niestety, nie przewidziałam, że zrobi się tak krucho z finansami i pojechałam po niego dopiero po 3 tygodniach jak dostałam kasę, a tu niespodzianka – mój dywan zaginął! Na drugi dzień przyjechałam ze zdjęciem, bo po moim opisie żaden z pracowników nie mógł sobie przypomnieć czy taki dywan w ogóle tam był. Z kolei ja nie jestem już w stanie dokładnie nawet sobie przypomnieć, którego dnia i komu go tam zostawiłam, ale jak pokazałam zdjęcie to jedna z pracownic przypomniała sobie, że faktycznie przy końcu sierpnia go ode mnie brała, bo oczywiście nikt nigdy nikomu nie daje tutaj żadnego pokwitowania przyjęcia dywanów do prania tylko wszystko załatwia się „na gębę”. Na niewiele to się jednak zdało, bo chociaż przeszukali wszystkie miejsca gdzie mógłby być złożony to nigdzie go nie znaleźli, żaden też z pracowników nawet się nie przyznawał do tego żeby pamiętał, iż go prał a potem gdzieś odkładał! Szef tego całego bajzlu poszedł sprawdzić monitoring. Niestety okazało się, że na miejscu ma zarejestrowany tylko wrzesień, kazał więc mi przyjechać na drugi dzień obiecując, że na spokojnie przejrzy sierpniowe nagrania i może uda się tym sposobem dojść co się stało z moim dywanem. Dzisiaj znowu więc tam pojechałam ale dowiedziałam się tylko, że nic nie ustalono, bo „nagrań sierpniowych jednak nie ma”! I totalna olewka… Pracownicy zajęci swoją pracą a szef gdzieś lata, co chwila z kimś rozmawiając przez telefon mając mnie jak widzę w dupie! No i całkowicie nie wiem co mam dalej z tym robić. W sumie nie pierwszy raz zostawałam tutaj dywan do prania (tak samo z ich usług korzystała np. moja mama) i nigdy nie było żadnych problemów! Najprawdopodobniej tym razem komuś się spodobał i go sobie przywłaszczył, pytanie tylko czy to ktoś z pracowników czy któryś z klientów, bo w zasadzie każdy, kto tam przyjechał mógł wskazać na mój dywan i powiedzieć, że to jego, ale skoro nie wydają żadnych pokwitowań przyjęcia/odbioru to też ja nie mogę się od nich nawet teraz dopominać rekompensaty, bo nie mam żadnego dowodu, że zleciłam im usługę. Jedyna nadzieja była w tym monitoringu, ale odnoszę wrażenie, że właścicielowi myjni wcale tak naprawdę nie zależy na wyjaśnieniu tej sprawy i mnie zbywa, jakoś nie chce mi się wierzyć, że już nie mają zapisu sierpniowego monitoringu. Rozumiem sprzed pół roku ale sprzed miesiąca?? Mama radzi zgłosić sprawę na policję, tylko czy jest sens? Czy oni będą chcieli zawracać sobie głowę takimi „błahostkami”? Owszem dywan był ładny, oryginalny we wzorze, przywieziony przez teściową z Belgii ale trudno powiedzieć jaką miał wartość. Tutaj za coś podobnego najmniej trzeba by było dać z 1000zł z tym, że ten nie był już nowy, miał z 8 lat i nadszarpnął go ząb czasu. Nie potrafię jednak machnąć na całą sprawę ręką i powiedzieć „trudno”, bo teraz mam łysą podłogę w pokoju a na nowy nawet byle jaki dywan mnie nie stać!

     Kolejna sprawa, która nie daje mi spokoju to znowu R! Jak wspomniałam wyżej zadzwonił któregoś dnia i oznajmił mi „radosną” nowinę, że spłacił całe zadłużenie za mieszkanie wraz z czynszem wrześniowym. Ktoś inny na moim miejscu byłby w takim przypadku szczęśliwy, ale mi ta sprawa nie daje spokoju, bo: ja przecież z nim się ciągle rozwodzę, wystąpiłam z pozwem o jego eksmisję, której jednak jak mi wyjaśniono wsadzie nie można przeprowadzić skoro on w tym momencie i tak tu nie mieszka a w dodatku jest chory… Podpowiadano mi, że aby usunąć go z prawa do najmu mogłabym się ewentualnie posiłkować tym, że nie łoży na utrzymanie mieszkania, chociaż też nie do końca byłby to argument brany tak pod uwagę, bo skoro nie mamy rozwodu to ciągle jesteśmy we wspólnocie małżeńskiej… ale teraz, skoro on robi przelew i płaci to wytrąca mi z rąk wszelkie argumenty! Niedawno w sms-ie napisał mi, że prawdopodobnie w przyszłym roku już wyjdzie. Kiedyś mówił, że zamieszka u rodziców albo sobie coś wynajmie, ostatecznie jeśli szybko nie znajdzie pracy wyjedzie do brata do Antwerpii ale nie będzie mi się na siłę narzucać skoro ja nie chcę z nim mieszkać, „da mi czas do namysłu, będzie odwiedzać a wprowadzi się dopiero gdy ja tego zechcę”… Teraz zmiana frontu – oznajmił, że jak wyjdzie, „przez pięć lat będzie musiał mieszkać w miejscu zameldowania, dostanie też kuratora i w wyznaczonym czasie będzie się musiał też stawiać na badania u psychiatry”… Wiem, nie powinnam się zamartwiać na zaś, zanim wyjdzie minie jeszcze trochę czasu ale wizja jego powrotu wytrąciła już mnie z równowagi.

     A na dodatek jeszcze mi się dom „sypie”: spłuczka się popsuła, drzwi w kuchennej szafce odpadły a z sufitu powyłaziły kołki mocujące górną listwę, w której osadzone są drzwi przesuwne od szafy. Zgłosiłam to dziś do wykonawcy ale kiedy przyjdą coś z tym zrobić i czy w ogóle zrobią nie wiem?

   Na koniec dodam, że już od tygodnia męczy mnie zapalenie zatok czołowych i przynosowych i już z tego mnie cała twarz boli, co dodatkowo powoduje we mnie apatię. Próbowałam się leczyć sama, ale jutro daję za wygraną i idę do lekarza, bo nie mam już siły.

Eh, i tak oto szykuje się kolejny wydatek! Kiedy się to do cholery skończy?…



komentarze (12) | dodaj komentarz

Jak przetrwać kryzys

czwartek, 08 września 2011 11:31

     Wybrałyśmy się tydzień temu z siostrą i mamą do Nałęczowa. Alice wykupiła nam na Grouponie zabiegi kosmetyczne i zafundowała wejście na basen Aquatonic. Najpierw więc relaksowałyśmy się na łóżkach bąbelkowych, gejzerach i dyszach masujących oraz w jacuzzi i w saunie a potem udałyśmy się na zabieg Oxybrazji czyli peelingu tlenowego. Zabieg ten opiera się na intensywnym złuszczaniu martwych komórek naskórka. Jednakże jest on znacznie łagodniejszy i przyjemny, gdyż nie dochodzi tu do mechanicznego ścierania martwych komórek, wywołującego podrażnienia i zaczerwienienia. Skóra zostaje zbombardowana sprężonym tlenem, zawierającym między swymi cząsteczkami rozdrobnione kropelki soli fizjologicznej, która rozprasza się na powierzchni skóry, powodując intensywne tarcie, bez podrażniania jej. Strumień płynu fizjologicznego i powietrza z prędkością 200 m/s złuszcza naskórek z odległości 5-10mm. Aby zabieg wywoływał efektywniejsze wrażenia może być połączony z wprowadzaniem silnego przeciwutleniacza w postaci witaminy C lub innych substancji czynnych, łączy się go również z mezoterapią kwasem hialuronowym, co rozjaśnia i dotlenia skórę.

Istotną zaletą tego procesu jest funkcja Oxygen, umożliwiająca nasycenie skóry skondensowanym tlenem. Tlen powoduje regenerację skóry starzejącej się poprzez stymulację produkcji kolagenu. W konsekwencji efekt dermabrazji naskórka jest uzupełniony doskonałym dotlenieniem skóry, co przynosi rewelacyjne rezultaty, ale jeśli chciałoby się poprawić fakturę skóry na stałe, (czyli zwęzić pory, rozjaśnić cerę, zmniejszyć ilość przebarwień) to potrzebna jest cała seria zabiegów, czyli nawet do 10, trwających 30 – 40 minut a normalna cena jednego zabiegu to niestety ok. 200 zł (na Grouponie był za 50zł), więc poza zasięgiem moich marzeń, ale już po jednym zabiegu skóra jest gładka, wypoczęta i bardziej promienna i puki co widzę, że stan ten nadal jeszcze się utrzymuje.

Na koniec naszego pobytu w Spa zafundowałyśmy sobie jeszcze deser w Pijalni Czekolady.

     Kurcze, dobrze mam z tą siostrą, gdyby nie ona to nigdzie bym się nie ruszyła, bo po 1) nie byłoby z kim a po 2) sama nie mogłabym sobie pozwolić na takie wyjazdy. Dzięki specyfice wykonywanej pracy przez Alice możemy nieraz wyjechać w fajne miejsca, bo zabiera nas w podróż służbową jako pasażerów. Paliwo nic nas wtedy nie kosztuje a jej też raźniej gdy obok ktoś siedzi. Niestety, co dobre zawsze kiedyś się kończy i w związku z kryzysem, i cięciami firma siostry likwiduje jej departament. Alice straci pracę a tym samym skończą się nasze darmowe „okazjonalne” wypady w Polskę. Zanim jednak zabiorą jej samochód służbowy czeka ją jeszcze parę wyjazdów min. wyjazd do Krakowa, na który już się „zapisałam” z dzieciakami, bo następna taka wycieczka szybko się nie powtórzy.

     Mnie też dopadł kryzys finansowy – w sumie mniejszy czy większy zawsze dopada na 2 tygodnie przed „wypłatą”. Musiałam przełożyć dzisiejszą wizytę Małej u ortodonty, bo nie mam już kasy. Zatankowałam samochód za 20 zł, kupiłam mleko, pół chleba, trochę wędliny, serki dla dzieciaków na jutrzejsze śniadanie do szkoły i po pieniądzach. Od ponad tygodnia ledwo zipię i jadę na zapomogach od rodziców i dziadka. Jutro znowu będę musiała iść „na żebry”. W sumie dobrze, że jeszcze mam do kogo wyciągnąć rękę - aż boję się pomyśleć, co by było gdyby ich nie było - ale mam też dyskomfort psychiczny z tego powodu, bo czuję się jak nic niewarty śmieć przez to, że nie potrafię sama się utrzymać, że nie mogę być niezależna tylko zdana na jałmużnę od rodziny czy państwa.

Wszystkiemu winna szkoła... Po dokonaniu opłat i zakupie wyprawki szkolnej niewiele już zostało na życie. Zresztą i tak na książki dla Małego dołożyła się mama a Małej podręczniki udało mi się kupić taniej przez allegro i zapłaciłam ostatnimi zaskórniakami, które miałam jeszcze na karcie kredytowej, ale zakup plecaka, obuwie, przybory szkolne, kilka ciuchów i budżet został wyczerpany. Na zwrot za wyprawkę nie mam co liczyć, bo przekraczam kryterium dochodowe, to samo z obiadami z MOPRU. Na szczęście podpowiedziano mi, że mogę się ubiegać o dofinansowanie do obiadów dla dzieci z tzw. „puli dyrektorskiej”. Wystosowałam więc odpowiednio umotywowane pismo do dyrekcji szkoły i jest nadzieja, że od następnego tygodnia dzieciaki będą już jadły darmowe obiady w szkole. Pedagog szkolna zaproponowała też, abym spróbowała złożyć wniosek o przyznanie zasiłku szkolnego, bo cóż z tego, że kryterium dochodowe jest przekroczone, kiedy faktycznie po zrobieniu podstawowych opłat niewiele pozostaje „na życie”. Swoją drogą zastanawiam się, kto był taki „mądry” i wyznaczył, aby kryterium dochodowe wynosiło 351 zł / osobę? Czy w ogóle jest ktoś w tym kraju, kto potrafi utrzymać się za takie pieniądze? No chyba, że nie musi płacić za mieszkanie, prąd, gaz, nie choruje, nie ma telefonu, telewizji i dzieci…

W sumie tak naprawdę to Ja nie mam na szczęście jeszcze tak wielkich powodów do narzekania, bo przynajmniej w krytycznej sytuacji mogę liczyć na pomoc rodziny. Poza tym u dziadka mamy swoje kaczki, kury, jajka i warzywa z działki, więc na razie głód nam w oczy nie zagląda. Przynajmniej w okresie letnim można trochę zaoszczędzić w wydatkach na jedzenie. Teraz akurat mamy sezon na cukinię, dlatego ostatnimi tygodniami zajmuje ona główne miejsce w naszym menu. Mi szczególnie zasmakowały 3 dania z cukinii: zupa, pasztet i gulasz z cukinią do makaronu. Chociaż pomału zaczyna mi już to brzydnąć – organizm najwidoczniej domaga się urozmaicenia dostarczanych składników odżywczych – dlatego dla odmiany wczoraj na kolację były omlety z dżemem z mirabelek. Dżem oczywiście też własnej roboty, a mirabelki zebrane z dziko rosnącego drzewa gdzieś przy łące. Mniam, pycha!

A teraz 3 przepisy na potrawy z cukinia w roli głównej:

 

I. ZUPA Z CUKINII

3 ziemniaki, 1 cukinia (pomarańczowa), 4 pomidory, 1 marchew, bulion w kostce, 2 ząbki czosnku, pół łyżeczki kminku, ser żółty do posypania, łyżka oleju

Ziemniaki i marchew obrać, pokroić w kostkę. Zalać ok. 1,5 l zimnej wody, ugotowac na półmiękko.Cukinię obrać, pokroić w kostkę. Pomidory sparzyć, zdjąć skórkę, pokroić na kawałki. Cukinię i pomidory przesmażyc na oleju, dodac do wywaru wraz z posiekanym czosnkiem i bulionem.

Całość gotować aż warzywa będą miękkie.Zmiksować, przyprawić do smaku solą i kminkiem. Nalać do talerzy, posypać wiórkami sera. Można podawać też z grzankami.

 

II. PASZTET Z CUKINI

Dodać:

3 szklanki startej na tarce cukini (tarka o dużych oczkach),

2 cebule posiekane drobno i zeszklone na bardzo małej ilości oleju

3 duże marchwie starte na tarce o dużych oczkach

20 dkg żółtego sera startego na tarce

1/2 szklanki oleju

1 szklanka kaszy mannej

1 szklanka bułki tartej

3 zółtka jajek + na koniec dodać ubitą pianę z białek

sól, pieprz, zioła prowansalskie

Można dodac pieczarki ok. 30 dkg pokrojone w kostkę i usmażone aby woda z nich odparowała.

Wszystko wymieszać, napełniać blaszki keksowe wyścielone pergaminem lub folią, nagrzać piekarnik i piec ok 1,5 godz. w temp. 180 st.

 

III. GULASZ Z CUKINIĄ DO MAKARONU.

Pierś z kurczaka pokroić w kostkę i usmażyć na małej ilości oleju.

Dodać pokrojoną w kostkę cukinię, paprykę i pomidory (wcześniej można sparzyć i zdjąć skórkę). Wszystko dusic pod przykryciem, do miękkości we własnym sosie. Doprawić do smaku według uznania, można dodać rosołek, przyprawę do grzanek, bazylię lub co kto lubi.

Podawać z makaronem - najlepiej pełnoziarnistym. Na koniec danie można polać do smaku odrobiną sosu sojowego.

SMACZNEGO :)


 



komentarze (6) | dodaj komentarz

niedziela, 18 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  261 003  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O mnie

bo całe życie się uczymy...jak żyć

O moim bloogu

wspominki, wypominki, kroniki dnia codziennego i takie tam różne...

Statystyki

Odwiedziny: 261003
Wpisy
  • komentarze: 1960
Bloog istnieje od: 2814 dni