Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 008 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Nowela sierpniowa

poniedziałek, 29 sierpnia 2011 2:36

 

     Czas leci nieubłaganie. Zaraz koniec wakacji i znowu szkoła a wraz z końcem lata koniec błogostanu. Już jakoś ciężko mi się jest przyzwyczaić do tego, że o 2000 robi się ciemno, jeszcze niedawno o tej porze był dzień, szarówka robiła się ok. 2100 a świtać zaczynało o 300... Nie nadążam za tymi porami roku a tu jesień za progiem i znów bedzie zimno i łyso…

     W ogóle nie jestem zadowolona z tegorocznych wakacji. Miałam nadzieję, że uda mi się zabrać dzieciaki w jakieś ciekawe miejsce, wyjechać gdzieś choć na kilka dni, zafundować im coś co będą mogły kiedyś wspominać - marzyły mi się góry, morze, wyjazd za wschodnia granicę... Niestety finanse nie pozwoliły na realizację planów wypadowych a poza tym nie ma we mnie dość odwagi bym mogła zupełnie sama zapakować dzieciaki w samochód i wyruszyć z nimi w nieznane – szczerze to nawet mi coś takiego nie przyszło do głowy, ale ostatnio zakiełkowała we mnie taka myśl po tym, jak podczas kursu, jedna z wykładowczyń opowiadała o swoich samotnych, spontanicznych wypadach z córką w Bieszczady. Pomyślałam sobie wtedy: „kurcze, dlaczego ja miałabym gdzieś sama nie wyjechać tylko zawsze uzależniam się od innych?”. Chociaż z drugiej strony, co innego jechać z dzieckiem 12 letnim a co innego z 9 i 7 latkiem, no i jednak jak jest zgrana ekipa to jakoś tak razem weselej i pewniej… Dobrze, że przynajmniej mamy M – przyjaciela siostry i korzystając z zaproszenia możemy przyjeżdżać na jego działkę nad jezioro.

Miałam też ciche marzenie, że może w tym roku uda mi się wycyklinować podłogę w jednym pokoju ale musiałabym zdobyć na ten cel jakieś dodatkowe 1300 zł a tyle samo miał kosztować aparat na zęby dla Małej, więc z dwojga wolałam wydać na aparat, (który i tak sfinansował w całości R, zarabiając w szpitalu na handlu golonkami z pacjentami) podłoga może poczekać jeszcze kolejny rok… R zaofiarował się także zdobyć pieniądze na zakup mebli dla dzieci. Potrzebuję biurka dla Małej i przydałoby się im również już oddzielne łóżko, bo ile będą razem spać. Upatrzyłam w sklepie taki fajny zestaw: biurko, szafa, szafka z półkami a na górze łóżko – coś takiego byłoby w sam raz, bo nie zagracałoby pokoju ale niestety, kosztuje ponad 2000 więc mnie nie stać. I znów podczas jednej z rozmów wspomniałam o tym R, i znów poczuł misję do spełnienia i postanowił zdobyć te pieniądze. W zasadzie nie wiem tak do końca czy dobrze robię biorąc kasę od niego, z drugiej strony jestem nauczona, że jak dają to trzeba brać a poza tym nie wydaję tego na siebie tylko na dzieci (na wszelki wypadek zbieram rachunki i paragony) ale R może w ten sposób robić sobie jakieś głupie nadzieje na wspólną przyszłość skoro pozwalam sobie pomagać. W zasadzie wyjściem byłoby nie mówić mu o tym, jakie mamy potrzeby ale ja jestem na tyle głupia, że zawsze muszę wypaplać za wiele i w końcu zaczynam w tym wszystkim się gubić. Zresztą teraz i tak nie wiem co z tego wyjdzie, bo ostatnio się z nim znowu pożarłam przez telefon. R miał fazę i zaczął mnie zadręczać telefonami i błagać by „dać mu szansę”. Przenieśli go w nowe miejsce na oddział podstawowy. Liczył, że tam będzie już miał luz, że będzie mógł swobodnie się poruszać, wychodzić na miasto z opiekunem (a z tego co mówi) nie może nawet otworzyć okna w pokoju a wychodzić na zewnątrz z budynku będzie mógł dopiero po miesiącu, „bo muszą go poznać, bo się boją że ucieknie” no więc z tego powodu dopada go depresja i szlag go trafia, że my się byczymy u M na działce kiedy on siedzi tam zamknięty bez nadziei na rychłe wyjście i - jak mówi - trzyma go jedynie nadzieja, że będziemy kiedyś razem. Twierdzi, że się zmienił, że jest innym człowiekiem, że nie pożałuję jak zgodzę się z nim być itp. Tylko, że nie potrafi zrozumieć, że JA SIĘ ZMIENIŁAM !  Że nie jestem już tą sama osobą jaką byłam 3 lata temu, a tym bardziej 12 lat temu kiedy sie poznawaliśmym, że gdybym go w tym momencie spotkała n swej drodze to w ogóle nie zwróciłabym na niego uwagi i za nic nie chciałabym za niego wychodzić. Oprócz dzieci nie czuję by cokolwiek nas ze sobą łączyło, równie dobrze mógłby być gościem, z którym spłodziłabym przypadkiem potomstwo w narkotycznym amoku na jakiejś LoveParade, kimś z kim trudno cokolwiek wspominać a tym bardziej trudno budować swoją przyszłość. Wzdrygam się na sama myśl, że oto zjawia się w naszym mieszkaniu - nie wiem co bym wtedy zrobiła… Zresztą tak naprawdę R wcale się nie zmienił. Dalej próbuje mną manipulować; wmówić mi, że jestem zła, bez uczuć, bez empatii. Jestem rozpustna, zepsuta, bo spotkałam się z X a przecież wciąż jestem jego żoną, swoim postępowaniem robię krzywdę dzieciom… Oskarża mnie także o „totalny brak gustu”, bo kupiłam sobie jakąś „tandetną” bransoletkę – widział ją, gdy byłam ponad rok temu u niego na widzeniu i teraz nagle mi z tym wyjeżdża – stara się zachwiać we mnie poczucie własnej wartości, chce mnie wyprowadzić z równowagi bym czuła się źle, chce wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia bym czuła się nic nie warta a nie mogąc znaleźć u nikogo zrozumienia i pocieszenia zwróciła się do niego… tylko, on nie wie, że ja już nikogo nie potrzebuję, bo świetnie potrafię sobie radzić sama bez niczyjej pomocy! Nie potrzebuję już nikomu się wyżalać ze swoich problemów, nie potrzebuję już obcego ramienia, nie pogrążam się w beznadziejności - ja już nawet nie płaczę! O tym, co się dzieje w moim życiu nie mówię po to by ktoś mnie pocieszał, służył radą czy się nedemną litował tylko, jako zwykły pozbawiony emocji komunikat. Nie, nie pozbyłam się wrażliwości ona ciągle jest we mnie, ale przywdziałam niewidzialną skorupę, która ma mnie chronić, która pozwala mi nie czuć zadawanych ciosów, która niczym przyciemnione okulary wyłapuje niebezpieczne promieniowanie ludzkich złośliwości, by do mnie nie dotarły i nie zrobiły krzywdy mojej duszy.  

Na początku miesiąca załapałam się na Kurs Księgowości Komputerowej zorganizowany przez MOPR. W ramach kursu mieliśmy spotkania z doradcami zawodowymi i psychologiem, musiałam wypełniać różnie testy sprawdzające min.  moje reakcje na stres. Musiałam oczywiście trochę opowiedzieć o sobie, o swojej sytuacji, o tym jak się znalazłam w tym miejscu, o problemach ze znalezieniem pracy itp. Ci, z którymi o tym rozmawiałam byli zdziwieni, że w zasadzie nie czuję się przytłoczona problemami, że tak dobrze wypadam w tych testach, że nie zachowuję się jak ofiara o postawie roszczeniowej, która stara się na sobie skupić uwagę innych, ale że realnie potrafię ocenić wszystkie swoje za i przeciw. Pani psycholog też raczej nie ma, w czym mi pomóc. Wspomniałam mimochodem, że mam czasami problem z synem, więc przygotowała mi zestaw porad, w jaki sposób postępować z dzieckiem z ADHD. I w sumie podbudowałam się, bo okazało się, że większość z tych rzeczy samoczynnie robię. Poddała mi też jeszcze parę ciekawych pomysłów do zrealizowania, dlatego nie uważam że spotkania z nią są taką wielką startą czasu, bo zawsze czegoś ciekawego można się jednak dowiedzieć, wszystko tylko zależy od tego, jakie mamy nastawianie do innych. Nie bardzo więc rozumiałam dlaczego koleżanki z mojej grupy tak bardzo narzekały na te spotkania...

Z racji tego kursu nie miałam ostatnio czasu na pisanie. Nazbierało mi sie tez trochę zaległosci w pracach domowych. Dobrze, że na ten czas dzieciaki mogły pojechać na trochę do teściów a przy okazji odwiedzić ojca...

Oczywiście nadziei na znalezienie pracy pomimo nabycia nowych umiejętności jakichś większych nie mam, ale zawsze warto pogłębiać swoją wiedzę i zdobywać nowe doświadczenia chociażby tylko dla siebie.


     Dzisiaj z kolei wybraliśmy się z dzieciakami na wycieczkę do Zamościa. Objedliśmy się na rynku lodami, goframi i czekoladą. Obeszliśmy fortyfikacje i chcieliśmy zwiedzić zoo ale niestety kolejka była na ponad godzinę czekania więc odłożyliśmy ten punkt programu na „następny raz” i ruszyliśmy w drogę powrotną zahaczając po drodze o „nasz” (z racji zbieżności nazwisk założyciela zamku i naszej babci) zamek w Krupem, dzieciaki przynajmniej miały frajdę z deptania po ruinach. A jutro wybieramy się na jednodniową przejażdżkę do Sandomierza. Pojutrze jeszcze tylko kupić książki dla Małej i w czwartek do szkoły...

Cóż, plany na wyjazdy w dalsze trasy trzeba będzie przełożyć na przyszły rok, chociaż w sumie przed nami jeszcze Złota Polska Jesień, więc kto wie?

darmowy hosting obrazków

 

darmowy hosting obrazków

darmowy hosting obrazków

darmowy hosting obrazków



komentarze (8) | dodaj komentarz

niedziela, 18 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  261 047  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

bo całe życie się uczymy...jak żyć

O moim bloogu

wspominki, wypominki, kroniki dnia codziennego i takie tam różne...

Statystyki

Odwiedziny: 261047
Wpisy
  • komentarze: 1960
Bloog istnieje od: 2814 dni