Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 007 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Stabilnie

piątek, 21 czerwca 2013 9:57

DSC_0931.jpg   

     Wyprawiłam dzieciaki do szkoły, wzięłam prysznic, przespacerowałam się z psem i siedzę sobie przy balkonie popijając na śniadanie pyszny koktajl z truskawkami… Nade mną czyste niebo, drzewa delikatnie kołyszą konarami, słychać rozćwierkane wróble, jaskółki, gruchające gołębie w oddali i oczywiście skrzekot „naszej” osiedlowej papugi, która jak zwykle z rana musi zrobić sobie rundkę wokół bloków oznajmiając, że żyje i ma się dobrze. Kwiaty się chyboczą w donicach a mnie otula delikatny wietrzyk – jest tak leniwie i tak cudownie… Ludzie narzekają na upały a dla mnie jest super. W ogóle jestem już od dłuższego czasu jakaś nakręcona. Pomimo, że dni są długie doba jest dla mnie stanowczo za krótka. Ciągle coś mam do zrobienia i ciągle się nie wyrabiam, nie mam zupełnie czasu na mojego bloga ale w ogóle, jak już tylko ten czas znajdę, przymierzam się do ucieczki z wp, bo powstałe zmiany w blogowym świecie zupełnie mi nie odpowiadają.

 

Zaraz ogarnę z lekka dom, przygotuję coś lekkiego do zjedzenia i uciekam do dziadka.

W zeszłym tygodniu dziadek wyszedł ze szpitala po stwierdzonym lekkim udarze. Kurcze, pluję sobie w brodę, bo zlekceważyłam objawy. Skarżył się na zawroty głowy i, że „plączą” mu się nogi ale w sumie nieraz już tak miał, gdy sobie popracował na dworze (wbrew naszym zakazom, mimo kłopotów ze wzrokiem, koordynacją ruchową i ciśnieniem, nie patrząc na pogodę, znajduje sobie jakieś zajęcie jak np. kopanie ogrodu czy rąbanie drzewa) więc  pomyślałam sobie, że i tym razem po prostu się przepracował i musi odpocząć. Zmierzyłam ciśnienie – wysokie, podałam leki, poleżał, ciśnienie spadło, zasnął… Na drugi dzień już przed 600 R był u dziadka. Zawiadomił mnie, że „dziadek dalej ma kłopoty z chodzeniem i mówi, że drętwieją mu palce u dłoni”. Nie mogłam jeszcze sama do niego jechać więc zadzwoniłam do mamy, żeby się wybrała do dziadka z ojcem (tato rano przyjeżdża wypuścić swoje kury) i zobaczyła co się z nim dzieje. Mama wezwała pogotowie a pani doktor dla pewności postanowiła zabrać dziadka na SOR, „bo tam przebadają go neurologicznie, gdyż może to być lekki udar”…

Około południa dziadek był już do odebrania. Pojechałam po niego i się bardzo zdziwiłam. Okazało się, że pomimo podejrzeń udaru dostał leki na zbicie ciśnienia i tyle! Kiedy go odbierałam przyszła pielęgniarka, nie mogła mi udzielić żadnych informacji tylko kazała czekać na lekarza, po chwili jednak sama wróciła z kartą informacyjną a w karcie żadnych zaleceń, żadnych wyników badań, nawet morfologii (pomimo, że ponoć krew była pobierana)… Nosz @wa! Przecież dziadek miał być przebadany neurologicznie! Skoro przywieźli go z podejrzeniem udaru to dlaczego nie wysłali go na tomograf, nawet EKG nie zrobili a przecież jeśli faktycznie miał udar to liczy się jak najszybsza diagnoza i podanie leków rozpuszczających skrzep! Wygląda na to, że jak człowiek ma skończone 90 lat to w szpitalach machają już sobie na niego ręką… Pielęgniarka powiedziała tylko, że może być konieczność zmiany lekarstw więc trzeba się będzie zgłosić do lekarza rodzinnego, lekarza na SOR-ze się nie doczekaliśmy…

Nic, wróciliśmy do domu, „nafaszerowałam” dziadka Omegą-3 i szybko zarejestrowaliśmy do doktorki  rodzinnej a wieczorem po skierowaniu trafił na oddział neurologiczny, gdzie udzielono mu właściwej pomocy. Na szczęście udar nie był poważny i już na następny dzień objawy zaczęły się cofać. Dziadek, by pokazać jak dobrze się czuje, wstał i w szybkim tempie samodzielnie zaczął maszerować korytarzem a ja z siostrą goniłyśmy tuż za nim z obawą, by się nie zachwiał i nie upadł, ale on „dobiegł” do końca korytarza, oparł się o parapet, odpoczął i dawaj z powrotem…

Po tygodniowym pobycie wrócił do domu, po tym jednak co się stało jeszcze bardziej musimy czuwać  nad jego zdrowiem.

     W związku z wejściem od stycznia nowej ustawy dotyczącej przyznawania świadczeń pielęgnacyjnych musiałam złożyćw MOPSie nowy wniosek na przyznanie specjalnego zasiłku opiekuńczego. Z tą ustawą to w ogóle są cyrki. Nie dość, że jest niekonstytucyjna, pozbawi tysiące opiekunów osób niepełnosprawnych i starszych jedynego nieraz źródła dochodu to wprowadza wielki zamęt w MOPSach. Urzędnicy sami nie wiedzą jak należy interpretować nowe przepisy i wygląda na to, że na wszelki wypadek (a może nawet mają taki odgórny nakaz) starają się uwalić jak największa liczbę petentów. Ja szczerze mówiąc sama też już nie wiem jak się powinnam zachować, zmarnowałam tyle czasu na forach internetowych i co innegotam radzą a co innego mówią w MOPSie… Wczoraj np. pojechałam złożyć wniosek, ale z drugiej strony sobie myślę, po co mam składać nowy jeśli starą decyzję mam bezterminową? Ale pani w MOPSie mi mówi, że tamte decyzje wygasają po 30.06 i trzeba nowy wniosek składać ale na nowym wniosku czytam adnotację, że zasiłek nie należy się osobom, które pobierają świadczenie pielęgnacyjne, więc pytam czy mam składać wniosek o wydanie decyzji, stwierdzającej wygaśnięcie poprzedniej decyzji? Pani odpowiada, że nie ma takiej potrzeby, aby oni mi wydawali taką decyzję, bo już przesłali informację, że decyzje ustawodawczo wygasają i wystarczy, że dopiszę, iż składam wniosek o zasiłek od lipca… Druga sprawa, że teraz przyznawać chcą te świadczenia jedynie tym, którzy faktycznie zrezygnowali z pracy żeby się opiekować najbliższymi i będą sprawdzać wstecz (!) czy osoba taka przypadkiem nie była zarejestrowana przedtem w Urzędzie Pracy (chociaż wypełnia się również  oświadczenie, ze nie jest się zarejestrowanym w PUP i nie pracuje ze względu na opiekę nad osobą niepełnosprawną) aczkolwiek ten przepis też można różnie interpretować, bo w ustawie szczegółowo ten punkt nie jest wyjaśniony a tylko jest napisane, że zasiłek przysługuje tym, którzy „rezygnują z zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej w związku z koniecznością sprawowania stałej opieki” ale przecież jeśli ktoś jest nawet zarejestrowany w PUP isię z niego wyrejestrowuje to tym samym również rezygnuje z zatrudnienia, bo będąc zarejestrowanym jako bezrobotny czy poszukujący pracy wykazuje swoją gotowość do podjęcia pracy – „jestem na coś gotowa ale z tego rezygnuję, bo coś mi tam wypadło...” Co innego, gdyby w ustawie było napisane „zrezygnowały” – oznaczałoby to czas przeszły, dokonany – pracowałam ale zrezygnowałam… U mnie też się dopatrzyli, że byłam zarejestrowana w PUP, tłumaczę więc, że owszem, byłam ale nie jako osoba bezrobotna tylko poszukująca pracy, bo jako rolnik (posiadam hektar ziemi) miałam dochód i nie byłam osobą niepracującą! Niemniej pole oddałam w międzyczasie w dzierżawę więc tym samym zrezygnowałam z zatrudnienia na roli – no tak czy nie?! Panie nie mają pojęcia jak mnie traktować… Nic, ja i tak wniosek składam, jak uwalą to uwalą, będę miała od czego się odwoływać a, że uwalą to już wiem na pewno, bo przecież dochód przekroczyłam! Wezmą bowiem pod uwagę dochód dziadka, alimenty jakie dostaję na dzieci i dochód z ziemi za 2011 rok i kryterium będzie przekroczone, bo przecież chociaż ziemi już nie mam to tego dochodu nie mogę sobie wpisać jako utraconego! Ci co gdzieś tam pracowali mogą ale rolników to nie dotyczy chociaż z tego co jest we wniosku napisane małym druczkiem zrozumiałam, że nie dotyczy to tych co pozbyli się gospodarstwa, by przejść na rentę ale panie urzędniczki uważają, że dotyczy wszystkich!

No żeby ten rząd coś pokręciło, Tusk udaru dostał a jego Małgorzata musiała zrezygnować z pracy, by mu pieluchy zmieniać  @@mać… Takiego bubla jak ta nowa ustawa dawno już chyba w Polsce nie było! Widać naszemu rządowi w ramach "oszczędności" bardziej się opłaca utrzymywanie seniorów w domach opieki za ponad 2000zł/ mies. niż płacenie po 520 zł ich opiekunom...

Nic, nie będę się denerwować przed czasem. Złożyłam wniosek - chociaż nie wiem czy dobrze, że już złożyłam - i będę czekać a potem zobaczę co dalej…

     Tydzień temu mój Synio zaliczył swój pierwszy egzamin na "prawo jazdy" - zdał na Kartę Rowerową z czego jestem ogromnie dumna a R w nagrodę kupił mu nowy rower robiąc mu tym wielka niespodziankę. Niestety, Synio też znowu dał czadu... Byłam z dzieciakami na Święcie Rodziny organizowanym w Świetlicy Socjoterapii do której uczęszcza Młody. Dzieci przygotowały mały pokaz artystyczny, był słodki poczęstunek i wspólne zabawy na świeżym powietrzu… ale dla Młodego to nudy! Jemu śpieszy się oczywiście do domu, do komputera, a że mi specjalnie się nie śpieszyło, a córcia bawiła się w najlepsze z koleżanką z którą uczęszczała jeszcze do przedszkola, to zaczął się wściekać. Najpierw jęczał, potem klął pod nosem, potem zaczął mnie deptać, kopać a w końcu rzucać krzesłami! Jednak tutaj wszyscy przyzwyczajeni są do takich zachowań i na nikim nie zrobił zamierzonego wrażenia, co nie znaczy, że się na niego porządnie nie wkurzyłam. 

Wczoraj z kolei znów nie chciał iść na świetlicę i wchodząc do środka w nerwach rzucił butelką z wodą o ścianę a potem nie chciał jej podnieść. Pani psycholog od razu wzięła go na stronę i dała mu odpowiedni wykład na temat jego zachowania, stosunku do mnie i tego co było tydzień temu. Nie wiem jak to poskutkowało, czy coś do niego dotarło, ale do wieczora się uspokoił.

Martwię się co będzie w wakacje, żeby znów nie było powtórki z zeszłego roku. Muszę koniecznie wymyślić mu jakieś zajęcia. Dobrze, że świetlica będzie czynna ale wiem, że z dowiezieniem go tam będę bez samochodu mieć duży problem, bo nie będzie chciał tam jeździć i znając go będzie z nim dużo szarpaniny.

Moglibyśmy jeździć nad wodę. Dla dzieciaków to duża frajda. Już dwa razy zaliczyliśmy w tym roku wyjazd rowerami na glinianki i zalew za miastem. Dzieciakom taka rozrywka, by odpowiadała, tylko, że samych przecież ich nie puszczę a ja muszę też się zajmować dziadkiem i jak to pogodzić? Coś będę koniecznie musiała wymyślić byleby tylko Młody nie spędzał całego czasu przed komputerem i telewizorem.Na jakieś wczasy, kolonie nas nie stać chociaż bardzo bym chciała gdzieś wyjechać, zabrać dzieci choć na parę dni… Marzy mi się wyjazd w góry albo nad morze albo chociaż taka wycieczka rowerami, spanie po drodze w namiotach, prysznice na stacjach benzynowych – fajna przygoda…

Aczkolwiek, niedawno sama o mało nie przeżyłam takiej przygody i nie nocowaliśmy z R w samochodzie… Pojechaliśmy do M nad jezioro żeby zabrać od niego jedną rzecz. R jeździ samochodem rodziców, którym dostarcza towar do sklepu, taką "cytryną", starym gratem z szybami na kit klejonymi i farbą olejną malowanym, że aż wstyd przy nim stawać ale bardzo mało pali i to główny jego plus. Pojechaliśmy więc tym gratem ale na Stacji paliw coś nie chce "ciągnąć" gazu a R nie jest pewien czy wystarczy nam paliwa na tam i z powrotem. Nic, podejmujemy ryzyko i jedziemy ale w drodze powrotnej samochód nam zwalnia i staje… Jak na złość nie wzięłam swojej komórki a w telefonie R padła bateria i jak my teraz sprowadzimy pomoc? R co raz przekręca kluczykami ale samochód nie odpala, przełączanie na benzynę nic nie daje bo coś jest popsute i samochód tylko na gaz jeździł…  Ale nie panikuję, mam bowiem nadzieję, że R sobie jaja robi i samochód zaraz jednak zapali… no i po 10 min postoju naprawdę zapalił! Ok, jedziemy dalej. Dojeżdżamy do większej miejscowości, zajeżdżamy na stację i samochód znów pada… pod dystrybutor musimy go popchnąć razem ale tutaj też nie chce „ciągnąć” gazu, weszło raptem za złotówkę… mimo to samochód odpalił! Pyrkoli, szarpie ale jedziemy… Jedziemy, jedziemy i po iluś tam kilometrach znowu stajemy przed jakąś wsią! Wiem już, że R sobie jednak jaj ze mną nie robi, że to cytryna coś odwala ale mając już z nią doświadczenie wiemy, że trzeba chwilę poczekać, ładnie do niej przemówić i powinna znów odpalić… może.  Spychamy więc ją na przystanek autobusowy i cierpliwie czekamy a tymczasem znad pól nadchodzi burza… Grzmi, błyska w końcu leje coraz bardziej… Nosz, jeszcze tego brakowało! Dzień wcześniej też mieliśmy przygodę gdy po burzy wjechaliśmy w kałużę a kałuża okazała się półmetrowym bajorem i woda zaczęła nam wlewać się do środka ale auto poszło równo jak amfibia więc może burza też dla niej nie będzie straszna ale nocleg w polu jakoś mi się nie widzi… Na szczęście podjechał jakiś autobus i wysiedli z niego ludzie. R wyskoczył i pożyczył telefon, zawiadomił moich rodziców i już siostra wyruszyła nam na pomoc… Gdy jednak R wrócił do samochodu i znów przekręcił „na próbę” kluczyki samochód zapalił! WTF? Co by nie było jedziemy dalej ku zdziwieniu naszym i pasażerów, od których R pożyczał telefon…

Po paru kilometrach jednak znów to samo, znów samochód szarpie i staje! Znów ktoś się zatrzymuje, spychamy samochód na stację ale stacja zamknięta… Wypychamy go więc na drogę, bo z drogi będzie widziała nas siostra jednak gdy pcham go z górki znów odpala, wskakuję więc w biegu do środka i jedziemy dalej!  W końcu jesteśmy na głównej drodze do miasta. W deszczu mijamy się z siostrą ale nas na szczęście zauważa. Czekamy na nią a samochód znów odmawia posłuszeństwa jednak tym razem Ali bierze już go na hol… a gdy dojeżdżamy na parking przed blokiem auto znów jedzie samo! No cud… Tak to z przygodami ale udało się nam wypełnić misję i szczęśliwie wrócić do domu.

      Cały więc miesiąc mogę podsumować taką puentą, cytatem zasłyszanej rozmowy między moją siostrą a jej 15-letnim synem, który kolejny tydzień, z krótkimi przerwami na sen i szkołę, gra on line na komputerze:

- Jak się czujesz w takiej egzystencji?

- hmm ...powiem Ci tak... chujowo ale stabilnie...

 

 Ps. 1.07.2013

Wczoraj natknęłam się na artykuł dotyczący tego, jakie kolejne "udogodnienia" szykują nam politycy od następnego roku w ramach niby "oszczędności" pod fasadą walki z nieuczciwością...

Jakie jednak mogą być faktyczne konsekwencje wprowadzenia tego typu ustaw każdy odpowiada sobie sam, wg. "własnego sumienia"...

Tymczasem na forach internetowych już zaczynają się dyskusje i nowe spinki wśród narodu o zasadność nowej ustawy.



komentarze (53) | dodaj komentarz

niedziela, 18 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  261 042  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O mnie

bo całe życie się uczymy...jak żyć

O moim bloogu

wspominki, wypominki, kroniki dnia codziennego i takie tam różne...

Statystyki

Odwiedziny: 261042
Wpisy
  • komentarze: 1960
Bloog istnieje od: 2814 dni