Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 008 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Się kręci..

poniedziałek, 11 czerwca 2012 2:41

 

      Remont w domu dobiegł końca. W sumie została mi do wytapetowania jeszcze kuchnia i przedpokój (tapety są zamówione i czekam na dostawę) ale to już drobnostka - robota na któreś jedno popołudnie. Cieszy mnie „nowy” parkiet – wygląda piękniej niż zaraz po położeniu! „Nasz” pan cykliniarz okazał się fachowcem na 6 +. Widać, że zna się na rzeczy, doradził najlepsze lakiery a przede wszystkim wykonał swoją pracę bardzo starannie. Dumna też jestem z pokoju dzieci. Początkowo marzyło mi się, by stworzyć im dwa oddzielne pokoiki. Planowałam w zajmowanym przez nich teraz pokoju, stworzyć aneks kuchenny a obecną kuchnię przerobić na pokoik ale gdy sobie wszystko rozrysowałam okazało się, że wszędzie byłoby zbyt ciasno i nieustawnie. Zrezygnowałam więc z tych planów i wymieniliśmy im tylko w pokoju meble. Mała dostała oddzielne łóżko i urządziliśmy wszystko tak, że w efekcie powstał podział na strefę dziewczęcą i chłopięcą. Poprzednie meble, chociaż w stanie wciąż dobrym, miały już 15 lat, były jeszcze moje, panieńskie i utrzymane w typowo „babskim” nostalgicznym stylu. Teraz pokój, przedstawia się młodzieżowo, nowocześnie i designersko. Kosztowało niemało – limit jaki wyznaczyliśmy sobie na remont został znacznie przekroczony – ale rezultat wart jest wyłożonych pieniędzy. Zresztą, kieruję się w życiu regułą, że „cierpiących na deficyt pieniędzy nie stać na gorszą jakość”, dlatego jeśli mam zamiar kupić coś, co z założenia ma mi służyć na dłużej, a ze względów finansowych akurat nie mogę sobie na to pozwolić, to wolę wcale tego nie kupować lub poczekać, aż będzie mnie na to stać, niż z oszczędności szukać tańszych lecz gorszych jakościowo zamienników.

Cały ten remont, chociaż wymógł sporo prac domowych i pogrążył w chaosie finansowym, wpłynął na mnie bardzo pozytywnie. Poczułam taki przypływ energii i dobrego samopoczucia, że nawet wpadający do nas z wizytą znajomy zauważył we mnie zmianę i podejrzewał nawet, że musi to być wynik „zakochania się” a najpewniej poprawa stosunków z R. Cóż, dla niektórych najwidoczniej niepojęte jest, że kobieta może „kwitnąć” z powodów czysto materialnych jakim jest odnowienie parkietu czy zakup nowych mebli, tylko zawsze musi być to zasługa faceta…

Co się tyczy R to sama jego osoba stała się mi obojętna, nie ma z mojej strony głębszych uczuć wobec niego, jest mi zatem wszystko jedno, że się z kimś spotyka czy gada przez telefon z jakąś nową przyjaciółką ale irytuje mnie jego emocjonalna natura – to, że w sytuacjach stresowych reaguje w bardzo nerwowy sposób, wścieka się (wg. mnie) z byle powodu, ma skłonność do wyolbrzymiania problemów i posiada wyniesiony z domu rodzinnego poważny problem z komunikacją: nie przywiązuje wagi do tego co się do niego mówi, lecz do tego co mu się wydaje, że ktoś chce powiedzieć, tym samym zbyt szybko wyciąga niekoniecznie słuszne wnioski i nieadekwatne do sytuacji reaguje. Nie potrafi np. rozmawiać normalnie z Natim. Jeśli chce coś na nim wymóc np. zmusić do odrabiania lekcji lub, by ustąpił mu miejsca przy komputerze, od razu podnosi głos i robi wielki zamęt. Młody oczywiście się buntuje i awantura między nimi gotowa! Zaczyna pyskować, wyzywać ojca, krzyczy, że ten nie będzie mu rozkazywać” a R albo bezradnie leci do mnie „na skargę” bym „coś z Młodym zrobiła, bo on powiedział, że słucha w tym domu tylko mamy…” albo zaczyna z dzieciakiem szarpaninę…  Co jakiś czas wybuchają więc między nami kłótnie w kwestiach wychowawczych a dodatkowo jeszcze finansowych. Wkurza mnie bowiem to, że głównie na moich barkach ciąży utrzymanie domu. W zasadzie obowiązuje nas rozdzielność majątkowa. Nie stanowimy już pełnoprawnego małżeństwa i każde jest na swoim własnym „garnuszku” ale ciągle mieszkamy pod jednym dachem. Przy takim stanie rzeczy powinniśmy koszty utrzymania mieszkania dzielić na pół ale i tak opłaty idą z mojego konta, bo R ze swojej renty spłaca zaległy dług za nieopłacane przez lata składki na ubezpieczenie – moje i jego - więc dostaje „grosze” a i ta różnica będzie teraz szła na spłatę kredytu na remont tak więc zostanie „goły i wesoły”. Nie widzi mi się go utrzymywać, bo i z czego – z alimentów na dzieci!? Do „normalnej” pracy nie pójdzie, bo by stracił rentę a w orzeczeniu i tak ma zapisane, że ze względu na swoją chorobę do „normalnej” się nie nadaje. Mógłby pracować w zakładzie pracy chronionej ale takich zakładów u nas też brak. R kombinuje więc żeby znaleźć coś sobie „na czarno”, tylko wbrew pozorom z tym też nie jest za łatwo… ale „dla chcącego nic trudnego”, R „nie leży” tylko stara się coś kombinować… Oprócz tego, że w ostatnim czasie miał dużo roboty w domu z powodu remontu (uprzątnięcie piwnicy, wynoszenie starych mebli, skręcanie nowych, wiercenie, malowanie, przenoszenie itp.) robił też za „szofera” mojej ciotki, woził ją np. do syna, który wymaga ciągłego nadzoru z powodu niepełnosprawności i pomaga w załatwianiu różnych innych spraw, za co ona „odwdzięcza” się zatankowaniem samochodu lub jakąś zapomogą finansową. Pomógł jej również przy wyborze pomnika na grobowiec, wytargował spore zniżki i zaofiarował się, że sam ułoży wokół niego kostkę. Traf chciał, że kostkę chciała w tym samym czasie układać właścicielka grobowca „po sąsiedzku” więc dla R nadarzyła się okazja do zarobku… a podczas pracy zaczęli podchodzić do niego również inni ludzie i brać kontakt telefoniczny. Takim sposobem R ma już na najbliższy czas, kilka zleceń na układanie kostki przy grobach! Przedtem jednak, „w kolejce” miał wymianę u jednego gościa okien i zakładanie nowych parapetów i musi jeszcze zrobić u nas nową wylewkę balkonową. Starą skuł po tym, jak zaczęły odpadać od niej płytki. Okazało się, że była dana zła izolacja, poskąpiono cementu i w rezultacie wszystko zaczęło się od spodu wykruszać. Na szczęście w zamian za samodzielne odremontowanie balkonu spółdzielnia umorzyła nam za jeden miesiąc czynsz.

Nie mogę więc zbytnio marudzić na R, bo widać, że stara się wnieść do tego domu coś od siebie i nie jest nastawiony tylko na branie

    Ja sama też ciągle mam jakieś zlecenia, chociaż remont odciągnął mnie na pewien czas od prac zarobkowych. Nie będę więc teraz miała znowu zbyt wiele czasu dla siebie, bo muszę nadrobić zaległości w mojej „pracy”.  Od czasu do czasu pomagam też w pracy mojej siostrze. Tydzień temu byłam z nią na festynie z okazji „Święta Pszczoły”, na którym promowała zdrowy sposób odżywiania i wykonywała bezpłatne pomiary tkanki tłuszczowej z wskazaniem zagrożeń zdrowotnych a ja zachęcałam ludzi do degustacji produktów odżywczych wspomagających odchudzanie. Byłyśmy pozytywnie zaskoczone zainteresowaniem, które przeszło nasze najśmielsze oczekiwanie. Przy naszym stoisku przez cały czas trwania imprezy (od 10 00 – 17 00)  stała kolejka chętnych na diagnozę! Smutnie jest niestety to, że spośród tych „tłumów” tak mało było osób z wynikami „w normie”. Większość  miała niestety nadwagę i to już dość dużą, w  młodym wieku. Ciekawe było jednak, że większość zainteresowanych badaniami stanowili… mężczyźni. Nie wiem dlaczego. Z reguły to kobiety są bardziej zawsze zainteresowane zdrowym odżywianiem się i im sen z powiek spędza dbalość o ładną, proporcjonalną sylwetkę. Może tym razem panie krępowały się podchodzić, może wstydziły się publicznego ujawnianiem swoich wyników? Pozytywne jednak było, że badane osoby traktowały to na ogół bardzo poważnie, zadawały pytania, umawiały się na wizytę do gabinetu i były gotowe na poczynienie zmian, by zawalczyć o siebie i swoje zdrowie.

Na festyn przybyło też dużo naszych znajomych, którzy co rusz do nas również podchodzili. Oczywiście byli też nasi rodzice, dzieciaki a obok, wraz z Kołem Gospodyń Wiejskich, swoje wypieki i potrawy prezentowała również nasza ciotka. Zostałyśmy więc jeszcze „po znajomości” zaopatrzone w pyszne ciasto i pulpeciki, na których konsumpcję ledwie nam jednak starczyło czasu.

Ogólnie czas zleciał nam szybko w bardzo milej atmosferze, a na koniec właściciele sąsiedniego stoiska obdarowali nas jeszcze kwiatami z dekoracji i ciastem, którego nie zdołali rozsprzedać w trakcie imprezy.


     Zeszły tydzień niezbyt fortunnie zakończył się jednak dla przyjaciela mojej siostry. M miał w piątek na wieczór przyjechać do niej w odwiedziny… i nie dojechał.

    Tak sobie myślę - Jak to kurcze się dzieje…? W zeszły piątek jedno i drugie moje dziecię z okazji Dnia Dziecka  wyjeżdżało na wycieczkę klasową – jedno do Bałtowa, drugie do Lublina i Kozłówki. Mnie "coś" cały dzień cisnęło „w dołku” i chodziła myśl „byleby dojechali i szczęśliwie wrócili” – cały dzień odpędzałam złe myśli i wrócili…

    Wieczorem dzwoni siostra, że M przyjeżdża i obydwoje będą nocować u nas a za jakieś następne 2 godz. dostaję telefon, że M się rozbił, dachował, jest w szpitalu… Wymarzona T(a)T(atka) M nadaje się tylko do kasacji ale na szczęście jemu samemu nic poważnego się nie stało. Patrząc na to co zostało z auta, to, że M nie miał zapiętych pasów i to, że o własnych siłach zdołał się wygrzebać z samochodu przez wybite okno i wyszedł z wypadku tylko z guzem na czole, można uznać za cud a jego samego za szczęściarza. Jeszcze tej nocy mama M zabiera go ze szpitala a wrak ląduje na podwórku u naszego dziadka…

No i kurcze jak to jest, że cały dzień „coś za mną chodziło”, bałam się o dzieci…?

 

Tak wygląda T(akie)T(ycie)autko po dachowaniu.

ale najważniejsze, że kabina cała :)


     A dzisiaj znowu niedziela... Mała od czwartku była u dziadków – wróciła wieczorem – a ja, R, my sister i Nati zrobiliśmy sobie rowerową wycieczkę objazdową po mieście. Chociaż początkowo miałam problem z wyciągnięcia Młodego z domu. Jest już uzależniony od komputera. Może całymi dniami przesiadywać przed monitorem i grać w Minecraft  lub oglądać na YouTube filmiki jak inni grają… To już jest jakieś chore! Przed blokiem chłopaki grają w piłkę od rana do wieczora a on siedzi w domu, przed komputerem i świata oprócz tego nie widzi. Ale żeby, go od tego oderwać nie wystarczy zabronić, odłączyć neta, zabrać kabel itp. – trzeba dać mu coś fajnego w zamian, zapewnić coś równie dla niego atrakcyjnego, a to nie jest łatwe. Nati buntuje się przed wyjściem z domu. Wspólna wycieczka wcale mu się nie uśmiecha ale nie popuszczam chociaż bliska jestem już mu ulec, bo jęczy, skwierczy i zemści przez pół drogi. R prowadzi nas trasą przez las. Jest cudownie ale Nati całą drogę marudzi – nic to, ja jestem cierpliwa, dotrzymuję mu towarzystwa w tyle, nie popędzam tylko wspieram, aż w końcu uspokaja się. Wyjeżdżamy koło cmentarza, wstępujemy po drodze „do babci” – Młody oczywiście jęczy, nie podoba mu się to, nienawidzi takich miejsc… Jedziemy dalej ścieżką rowerową, słońce trochę przypieka, bo godzina wcześnie popołudniowa ale jest i tak przyjemnie. Dziecię w końcu ucichło, chyba się przekonał i wycieczka zaczyna mu się w końcu podobać. Kierujemy się na nowo wybudowany nadrzeczny bulwar. Pierwszy raz jadę tą trasą i bardzo mi się podoba, zresztą nie tylko mi. Dziwię się, że tak dużo mieszkańców naszego miasta jeździ rowerami. Co chwilę mijamy pojedyncze osoby, pary i rodziny na rowerach. Nie jedziemy do końca trasy – za daleko – wracamy więc i kierujemy się w stronę parku miejskiego. Nati próbuje swoich sił na rowerze w skate parku. Odpoczywamy przez chwilę i podpatrujemy chłopaków wykonujących ewolucje na deskorolkach i bmx –ach.

Zły humor jakoś opuścił mojego syna. Już nie zemści, nie klnie pod nosem lecz widzę, że jest nawet zadowolony z przejażdżki. W końcu wyruszamy w drogę powrotną do domu.

Zrobię obiad, wyjdę z psem na spacer, wróci Mała, pomogę jej odrabiać lekcje, przygotuję dzieciom kąpiel, wyprzytulam przed snem, siądę do projektu i zacznę pisać bloga, aż zastanie mnie burza przed świtem…

Nowa doba się zaczyna, czas spać… i tak się to wszystko kręci.



komentarze (15) | dodaj komentarz

niedziela, 18 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  261 028  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O mnie

bo całe życie się uczymy...jak żyć

O moim bloogu

wspominki, wypominki, kroniki dnia codziennego i takie tam różne...

Statystyki

Odwiedziny: 261028
Wpisy
  • komentarze: 1960
Bloog istnieje od: 2814 dni