Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 007 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wspomnienia świąteczne czyli wiosennie :)

piątek, 25 kwietnia 2014 13:50

Nie mam czasu ani też ochoty na rozpisywanie się więc tym razem w formie obrazkowej oddam swój nastrój z ostatniego tygodnia...

Wszystkie fotki autorstwa Pani na zamku per Nutella, kopiowanie i powielanie bez zgody właścicielki bloga zabronione :)

 

Wiosna na balkonie...

DSC07762.JPG

DSC07767.JPG

 

DSC07766.JPG

 I w sadzie...

DSC07801.JPG

 

DSC07818.JPG

DSC08095.JPG

DSC08096.JPG

Zapylacz nie ma lekko

DSC08098.JPG

 

Niedzielne wędrówki po lesie...

 

 DSC07850.JPG

Chwila zadumy...

DSC07854.JPG

 

DSC07860.JPG

 

DSC07863.JPG

 

DSC07864.JPG

Uwaga na wyskakujące Trolle :)

DSC07903.JPG

 

 DSC07988.JPG             DSC07995.JPG

 

DSC08003.JPG

 

I świąteczno wiosenny poniedziałek - zabawa dla dzieciaków...

DSC08049.JPG

 

DSC08054.JPG

I migawki z popołudniowej pieszej wyprawy za miasto...

Kopia DSC08062.JPG

 

DSC08064.JPG

 

DSC08078.JPG

DSC08090.JPG

DSC08104.JPG

 

Inny świat...

DSC08110.JPG

 

DSC08113.JPG

 

Takie widoki wkurzają mnie najbardziej, chociaż niestety dość częste wciąż tego nie ogarniam - WHY??!! A ponoć ustawa śmieciowa miała coś zmienić...

DSC08114.JPG

 

Co w trawie piszczy...

DSC08121.JPG

 

DSC08125.JPG

Każde miejsce jest dobre na wyznanie miłości :)

DSC08132.JPG

DSC08136.JPG

Trudno się dopatrzyć ale poniżej w centrum kadru chowa się lis :)

DSC08176.JPG

 

Na wschód musi być jakaś cywilizacja...

DSC08177.JPG

 

I swojskie klimaty...

DSC08181.JPG

 

Pani na zamku tym razem na moście...

i ściekowisko w odpowiedniej oprawie może wyglądać romantycznie :)

DSC08194.JPG

 

i na koniec uchwycone stado żubrów pasące się na łące... jaka łąka takie żubry :)

DSC08204.JPG

CDN, bo robienie fotek to też moja pasja.



komentarze (5) | dodaj komentarz

Co ma wspólnego mały grzybek z "niegrzecznymi dziećmi"?

piątek, 11 kwietnia 2014 10:52

Tydzień temu zadzwonili do mnie z Fundacji Alpha – zwolniło się miejsce i zamiast czekać do września badania w kierunku autyzmu i zespołu Aspergera mogą zrobić Młodemu już teraz – czyli mniej więcej wypada dokładnie rok odkąd zostaliśmy na to badanie skierowani przez panią doktor. W sumie diagnozę zrobiliśmy już wcześniej, w październiku u nas na miejscu ale, że wyszła dość niejednoznaczna dostaliśmy zalecenie, żeby ją powtórzyć za pół roku a najlepiej poczekać, aż przyjdzie „nasza kolej” w Alphie więc skoro już przyszła to pojechaliśmy z R na wstępny wywiad.

Podczas rozmowy psycholog wypytywał nas o wiele szczegółów dotyczących przebiegu rozwoju Młodego: co nas niepokoiło odnośnie jego zachowania, jakie są jego upodobania żywieniowe, jakie problemy sprawia, co go interesuje, jak wyglądają kontakty z rówieśnikami, jakie ma „dziwactwa” itp. Pod koniec spotkania zasugerował, byśmy bez względu na wynik diagnozy jaka w przypadku Młodego zostanie postawiona, zrobili mu jeszcze dodatkowo badania w kierunku grzyba Candida, bo dość często się zdarza, że objawy, które występują u Młodego, są wynikiem ogólnoustrojowego zakażenia grzybicą… Pierwszy raz o czymś takim usłyszałam ale oczywiście od razu zainteresowaliśmy się tematem i jeszcze w drodze powrotnej sięgnęliśmy po informacje z Internetu.

Na jednej ze stron wyczytaliśmy, że objawem kandydozy może być m.in.

·         ospałość,

·         brak energii,

·         trudności w przyswajaniu wiedzy i w nauce,

·         senność,

·         obniżony nastrój,

·         nadpobudliwość psychoruchowa,

·         nerwowość,

·         wybuchowość,

·         depresja maniakalna,

·         niepokój i roztargnienie,

·         zmienność nastroju,

·         brak koncentracji i trudności w skupieniu uwagi,,

·         trudności w zapamiętywaniu,

·         zaburzenia snu i bezsenność,

·         autyzm,

·         choroby psychiczne (w tym schizofrenia),

·         nadwrażliwość na kosmetyki, substancje chemiczne, dym tytoniowy, perfumy.

·         niedowaga lub nadwaga,

·         nieokreślone bóle brzucha,

·         rozdrażnienie z równoczesną chęcią jedzenia słodkich rzeczy,

i wiele  innych rzeczy, które pasują jak ulał do naszego Młodego!

W artykule na ten temat napisano ponadto: „Wydaje się prawdopodobne, że znaczna liczba dzieci, u których stwierdzono autyzm, padła ofiarą infekcji drożdżakami.”

No więc może faktycznie Młody jest „zdrowy na umyśle” i „nic mu nie jest” a jego zachowanie i kłopoty z nauką są wynikiem długotrwałego zagrzybienia? Paradoksalnie weszła we mnie nadzieja, bo skoro może mieć tego grzyba i to on „zatruwa mu mózg” to istnieją też przecież sposoby żeby się pozbyć tego cholerstwaa gdy się go już z tego wyleczy to może skończą się jego problemy?!

Poszukaliśmy więc informacji, gdzie i w jaki sposób robi się badania, które pozwalają wykryć zakażenie tym grzybem, żeby jak najszybciej zrobić mu badania. Okazało się, że najlepiej to zdiagnozuje Mikroskopowe Badanie Żywej Kropli Krwi. W środę więc, korzystając z okazji, że znowu musieliśmy być w Alphie – tym razem już z Młodym - pojechaliśmy całą rodzinką, by wcześniej jeszcze się przebadać. I tak jak podejrzewaliśmy okazało się, że grzyb jest! A oprócz tego jeszcze inne różne niepokojące rzeczy, mogące rzutować na ogólny stan i przyszłe kłopoty zdrowotne Młodego których nie można ignorować! Samo badanie wygląda bardzo fajnie, pacjent ma możliwość na własne oczy śledzić na ekranie monitora komputera jak zachowują się jego krwinki i ile życia mieści się w takiej jednej małej kropelce. Nie mogłam wyjść z podziwu ile rzeczy można z tego wyczytać o stanie zdrowia. Zwykła morfologia nie jest w stanie tego wszystkiego wykazać… Bardzo mi się podobało jak człowiek, który robił nam to badanie szczegółowo wszystko tłumaczył Młodemu, dodatkowo pewne rzeczy mu rozrysowując na kartkach używając młodzieżowego slangu, by jak najlepiej zrozumiał co się dzieje w jego organizmie i jakie mogą być tego konsekwencje. Jak np. „rozmawiają” między sobą komórki, jak dochodzi do uszkodzenia jelit, co się dzieje gdy jest za dużo wolnych rodników, do czego to może doprowadzić i dlaczego tak ważna jest zmiana sposobu odżywiania się… Dostaliśmy więc szczegółowe wskazówki odnośnie tego jakie jeszcze spośród szczegółowych badań laboratoryjnych należałoby zrobić i co dalej z „tym fantem” robić.

Przede wszystkim aby się go pozbyć musimy zrewolucjonizować dietę, bo owszem, można przeciw grzybicy wyciągnąć ciężkie działa w postaci leków, ale one często oprócz grzyba uszkadzają również system immunologiczny a zanim on się w pełni odbuduje, odbuduje się również grzyb i w ten sposób dochodzi do nawrotu choroby. Nie jest to łatwa walka… Na początek jednak całkowicie musimy wyeliminować spożywanie cukru, wszystkiego co ma w swoim składzie gluten, drożdże oraz mleko. Wszyscy odkwaszamy organizm, pijemy jak najwięcej wody z cytryną, jemy zieleninę i czosnek oraz duże ilości antyoksydantów i błonnika.

O dziwo dzieciaki z miejsca podłapały temat. Gdy po wszystkich badaniach poszliśmy w końcu na obiado - kolację do restauracji, jak nigdy nie domagały się żadnego spaghetti, pizzy czy hamburgerów tylko ze smakiem zjedli barszcz i drugie danie złożone z kaszy, pulpecików oraz – jak nigdy – spałaszowały calutką surówkę! Dziś z kolei zamiast makaronu z mlekiem zajadali się na śniadanie warzywami, pili zieloną herbatę a Młoda nawet skusiła się na łososia…  Krzywią się jeszcze na wodę z cytryną czy koktajl robiony na bazie jogurtu naturalnego zamiast mleka, ciągnie ich do batoników i ciasteczek ale mam nadzieję, że uda mi się ich jednak przestawić na trochę inne jedzenie.

                W Alphie po rozmowie z Młodym też czekała mnie niespodzianka. Pani doktor wraz z psychologiem orzekli, że Młody nie wykazuje jednak autyzmu ani żadnego zespołu Aspergera, że to zgodnie z wcześniejszą diagnozą „jedynie” ADHD… Ale skoro wcześniej stosowana farmakologia na niego nie działała to nie ma sensu podawać, mu żadnych „wspomagaczy”. Wspomniałam o mojej ostatniej rozmowy ze szkolnymi psychologami gdy Nati poszarpał się - i w jakich okolicznościach - z kolegą. O tym, że zalecali aby go „dokładnie zdiagnozować” i zastosować wobec niego środki uspakajające. Pani psychiatra tylko odpowiedziała - „Co oni znów wymyślają?!”, patrząc porozumiewawczo na pana psychologa, bo z tego co oni razem zaobserwowali Młody wcale nie wykazuje jakichś niekontrolowanych wybuchów złości czy nadmiernej agresji. Można z nim rzeczowo porozmawiać jest w stanie pod wpływem odpowiedniej motywacji przyswoić zadany materiał a to, że się „nudzi na lekcji” i nie pracuje jak należy wynika z zaburzonej koncentracji, obowiązkiem zaś nauczyciela w przypadku takich dzieci jest dopilnowanie (i sprawdzenie) czy zapisał co jest zadane, czy robi notatki z lekcji a nie wstawianie tylko jedynek „za brak pracy na lekcji”! Oczywiście dostanę jeszcze dokładną diagnozę na piśmie odnośnie Młodego i mam potem na jej podstawie napisać wniosek do dyrekcji szkoły o udzielenie Młodemu pomocy dydaktyczno - psychologicznej ze względu na ADHD oraz zażądać od szkoły programu działań jakie w tym kierunku podjęli.

W sumie nie wiem co z tego wyjdzie, bo Młody przecież już jest objęty w szkole pomocą dydaktyczno – psychologiczną i opieką ze strony psychologa klinicznego a zajęcia reedukacyjne prowadzi pani specjalizująca się w terapii neuropsychologicznej, która też ma już pewne doświadczenie z "podobnymi przypadkami" i zapewne znów nie będą zachwycone nową diagnozą, która zdecydowanie odbiega od tego, co one u niego zaobserwowały i podejrzewają.

Ja sama mam już dość latania po tych wszystkich poradniach i szukania „odpowiedniej dla Młodego terapii”. Ostatnio np. pani reedukator pyta mnie „co zrobiłam i ile czasu poświęciłam na to, by Młody nauczył się materiału, który miał opanować żeby zaliczyć jeden z działów z matematyki, bo ona z nim to wałkowała do znudzenia a za każdym razem gdy Młody się u niej pojawiał nic nie pamiętał więc trzeba było powtarzać wszystko na nowo… A tutaj nagle przychodzi i samodzielnie, bez żadnego problemu rozwiązuje wszystkie zadania…” Przyznałam się, że obiecałam mu kupno gry na punkcie której się zafiksował JEŚLI ZALICZY MATEMATYKĘ… W sumie może to nie jest dobre, bo przecież Młodego trzeba od gier odciągać ale z drugiej strony na niego TYLKO TO W TEJ SYTUACJI MIAŁO DZIAŁANIE MOTYWUJĄCE!  Chociaż oczywiście i tak trudno go zaciągnąć do nauki gdy akurat w coś gra. Na nic się zdaje wyznaczanie mu czasu, bo jak może będzie to przeciągał i się licytował. Odbieranie pada, wyłączanie telewizora czy zastraszanie „konsekwencjami” kończy się z kolei awanturą – najczęściej dochodzi do tego gdy zaczyna interweniować R, pokazując „kto tu rządzi”… W niedzielę było podobnie. Młody gdy tylko wstał od razu włączył PlayStation i zaczął grać. Około południa każę mu kończyć, bo przecież miał powtórzyć materiał żeby w poniedziałek podejść do zaliczenia. Młody – jak to on – ociąga się: „Tylko jeszcze jedna misja do końca…” R przed wyjściem z domu wkracza jeszcze do akcji – bo „trzeba być konsekwentnym i nie dyskutować z gówniarzem” – i wyrywa Młodemu pada, wyłączając Playkę… Oczywiście Młody się wścieka, padają wyzwiska – norma. R wychodzi oddając pada w moje ręce – mam być konsekwentna i mu go nie dawać, więc nie daję. Młody zapowiada, że wobec tego W OGÓLE NIE BĘDZIE ODRABIAŁ LEKCJI ANI SIĘ UCZYŁ! Spokojnie mu więc tłumaczę:

- Nati a co to dla mnie za różnica? Jeśli nie oddam ci pada to nie siądziesz do nauki ale prawda jest taka, że jeśli przecież ci go oddam TO RÓWNIEŻ NIE BĘDZIESZ SIĘ UCZYĆ, BO BĘDZIESZ CAŁY DZIEŃ GRAĆ! Musimy więc dojść do jakiegoś porozumienia… Ja muszę jeszcze zrobić parę rzeczy zanim z tobą siądę do lekcji, mogłabym ci oddać pada i pozwolić grać ale jedynie pod warunkiem, że jeśli skończę i ciebie zawołam to ty bez żadnej dyskusji kończysz grać i przychodzisz się uczyć…

- Uhm… - Młody wyraża zgodę

- W takim razie naszą umowę musimy spisać…

Dałam więc Młodemu kartkę i długopis, podyktowałam treść „umowy” a na końcu złożyliśmy swoje podpisy wraz z Młodą jako świadkiem… Następnie skończyłam ogarnianie mieszkania a gdy zbliżałam się do końca z moją pracą oznajmiłam Młodemu, że za 10 min kończę… Potem zawołałam go, że „już” – Młody bez gadania skończył grę a potem z minimalną moją pomocą rozwiązał wszystkie zadania! Spokojnie, szybko, bez zbędnych nerwów! A więc da się? Da się! I da się go czegoś nauczyć tylko potrzeba odpowiednio silnej motywacji – niestety szkoła mu tego nie da…

 

Nie wiem jak to wszystko będzie wyglądać dalej. Na dzień dzisiejszy to, że tak „ganiam po tych psychologach” ma jeden zasadniczy plus - dowiedziałam się o jeszcze jednej możliwej przyczynie problemów mojego dziecka i trafiłam na badanie, które pozwoliło zdiagnozować u niego infekcję grzybiczną, która nieleczona może prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji zdrowotnych, łącznie z pojawieniem się nowotworu... Może to był ten „palec boży” pozwalający nam tych konsekwencji w przyszłości uniknąć?

Przy tej okazji zastanawiać może jedno: Dlaczego o możliwości tego typu zakażenia nie powiadomił mnie żaden lekarz chociaż wg. różnych szacunków na kandydozę może cierpieć co piąty Polak? Przecież rodzinna doktor Młodego wie z jakimi problemami natury psychicznej się boryka, wie też jakie fizyczne dolegliwości go nękają a mimo to nigdy nie powiązała tego w całość…

Dlaczego w tak wielu przypadkach lekarze leczą nasze dolegliwości "w ciemno", nie szukając i nie walcząc z ich przyczyną?

Na koniec zacytuję myśli z jednego z portali, gdzie stwierdzono, że podstawową przyczyną tego stanu rzeczy może być to, iż „Akademicki program nauczania lekarzy nie ujmuje wiedzy dotyczącej rozpoznawania chorób wywołanych przez grzyby Candida, więc lekarze nie są przygotowani do przeprowadzania diagnostyki i leczenia schorzeń, które one wywołują. W podręcznikach dla studentów medycyny brak jest wiadomości na temat grzybic wywołanych przez drożdżaki Candida lub są one bardzo enigmatyczne.

Ponieważ lekarze nie rozpoznają grzybic Candida, laboratoria też nie są przygotowane do diagnostyki tych chorób. Pomimo licznych badań i publikacji naukowych, wiedza na temat masowego rozprzestrzeniania się chorób grzybiczych nie jest upowszechniana nawet w środowisku lekarskim. Skoro lekarze nie rozpoznają grzybic Candida, tym bardziej społeczeństwo jest dalej nieświadome wielkiego niebezpieczeństwa, jakie niosą ze sobą tego typu infekcje.”

I jak czytamy dalej: „(…) wiedza ta jest ukrywana celowo, z tego powodu, że najczęściej bezpośrednią przyczyną pojawienia się grzybic Candida w tak masowej skali są zaburzenia w składzie mikroflory jelitowej spowodowane powszechnym stosowaniem antybiotyków. Producentów antybiotyków nie interesuje zdrowie społeczeństwa ale zasada – zysk za wszelką cenę. Zastanowić należałoby się jedynie nad tym, dlaczego lekarze, którzy mają chronić nasze zdrowie – biernie przyglądają się temu zjawisku i aprobują postępowanie koncernów farmaceutycznych.”

 

Warto więc sobie samemu zafundować takie badanie i zobaczyć „co w nas siedzi”, szczególnie jeśli od dłuższego czasu trapią nas dolegliwości, z którymi w żaden sposób nie potrafimy sobie poradzić…

 

 Ps. Młody w poniedziałek miał zaliczenia II działu ale nie był w stanie dowiedzieć się od pani czy go zaliczył czy nie oraz nie udało mu się umówić na zaliczenia działu III. W piątek pofatygowałam się więc osobiście do szkoły porozmawiać z matematyczką i zdziwiłam się bardzo, bo chociaż wydawało się, że chłopak materiał ma już obcykany i sam był pewien, że wszystkie zadania rozwiązał prawidłowo (oprócz jednego, bo nie zdążył zrobić go do końca) okazało się, że go jednak nie zaliczył! Nauczycielka twierdzi, że narobił tam jakichś błędów ale oczywiście nie ma teraz tej kartki, żeby mi pokazać... Najgorzej, że do 16.04 miał mieć już wszystko zaliczone, jednak pani zgodziła się mu przesunąć termin na "po świętach", teraz jeszcze raz podejdzie do działu II a za dwa tygodnie zaliczy resztę. W dodatku z techniki dostał jedynkę, "za nieprzygotowanie się do lekcji" - mieli przyszywać guziki a on "zapomniał", że potrzebne przybory ma spakowane w piórniku (poprzedniego wieczora jeszcze razem wszystko kompletowaliśmy), jak powiedział -"Zapomniał, że ma w piórniku dwie komory"...

Nie mam już sił, płakać mi się chce nade mną i jednocześnie szkoda mi jego... W poniedziałek znów zapierdzielam rano do szkoły, bo muszę sama zobaczyć co on takiego natworzył w tym sprawdzianie!

 



komentarze (13) | dodaj komentarz

niedziela, 18 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  260 978  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O mnie

bo całe życie się uczymy...jak żyć

O moim bloogu

wspominki, wypominki, kroniki dnia codziennego i takie tam różne...

Statystyki

Odwiedziny: 260978
Wpisy
  • komentarze: 1960
Bloog istnieje od: 2814 dni