Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 007 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

And the award goes to...

sobota, 30 marca 2013 1:04

    Niby łańcuszek szczęścia krąży przyznawana między blogerami  nagroda „Liebster Blog Awards” .

 

 

 

Raczę więc oświadczyć, że mi też się dostało… Blog „Pani na zamku” został powyższą nagrodą uhonorowany przez Nirvanę, za co w tym miejscu oficjalnie jej z całego serca dziękuję.

 

Zgodnie z zasadami, które obowiązują w przypadku tego wyróżnienia:

- powinno się oficjalnie podziękować osobie, która nas nagrodziła,

- trzeba odpowiedzieć na zadane pytania,

- należy samemu wyróżnić swoich faworytów ,

- trzeba sformułować listę własnych pytań dla nagrodzonych blogerów.

 

Podziękowania  już złożyłam a zatem przystępuję do odpowiedzi na zadane mi pytania przez Nirvanę:

 

1. Co byś zrobiła z wygranym przez siebie milionem złotych?

To jedno z łatwiejszych pytań, bo odpowiedź na nie mam obcykaną już od lat, tylko nie wiem, czy milion złotych na to by wystarczył, lepszy byłby milion dolarów…

A więc:

  • Pospłacałabym wreszcie ciągnące się od lat za mną długi i w tym samym pomogłabym mamie i siostrze,

Z racji, że mam zapędy architektoniczno - budowlane

  • Siostrze pomogłabym wykończyć i umeblować dom tak, by mogła w końcu zamieszkać na swoim,
  • Wyremontowałabym również dom dziadkowi – chociaż wbrew jego woli  - bo zasługuje na bardziej komfortowe warunki,
  • Kupiłabym też sobie i dzieciom wypasione mieszkanie oraz pobudowała wg. własnego projektu dom z bali nad jeziorem,
  • Potem, z siostrą, mamą i kuzynkami wybrałybyśmy się do spa i na zakupy,
  • Kupiłabym też nowe auto oraz jakiegoś busa lub Hymer Liner’a, by móc realizować marzenia o podróżach a nie ma to jak wesołe podróżowanie w gronie najbliższych przyjaciół…

Zaczęłabym w końcu robić to, co mnie najbardziej interesuje

  • Kupiłabym sobie porządnego Nikona i skończyła kurs fotografowania, by nauczyć się robić profesjonalne zdjęcia,
  • Kupiłabym drukarkę TYRUS TEX ROBO, by robić własne nadruki na tkaninach, bo w ten sposób chciałabym zarabiać na życie albo skończyłabym jeszcze architekturę…
  • Chciałabym też otworzyć w okolicy świetlicę i klub fitness dla dzieci,
  • No i zasponsorowałabym różne organizacje pożytku publicznego i wsparła finansowo osoby, które znalazły się w bardzo trudnej życiowo sytuacji, „szlachetne paczki” bym robiła, tylko znając realia nie starczyłoby milionów żeby obdzielić wszystkich …

 

2.  Jakie jest Twoje życiowe motto?

Motto jakie sobie sama stworzyłam brzmi: „Tylko głupiec nie zmienia nigdy poglądów”.

Nie oznacza to, że jestem niczym „chorągiewka” ale dopuszczam do siebie obcą argumentację i gotowa jestem z pokorą ją przyjąć jeśli wyda mi się przekonująca i słuszna i ma racjonalne podstawy.

 

3. O co byś poprosiła złotą rybkę, gdyby mogła spełnić Twoje trzy życzenia?

W takiej sytuacji niczym Miss Świata wyraziłabym pragnienie:

•       Żeby był pokój na świecie (bo wtedy zniknie głód, obozy dla uchodźców i wiele innych związanych z tym rzeczy)

•   Żeby zniknęli ci, którzy nastawiają się na wyzysk (zniknie też handel ludźmi, niegodziwe płace a także degradacja środowiska naturalnego)

•       Żeby wszelkie kalectwo było uleczalne

 

4. Gdybyś mogła cofnąć czas, co zmieniłbyś w swym życiu?

Nie zgodziłabym się na danie „drugiej szansy” mojemu mężowi, gdy 6 lat temu złożyłam pierwszy raz pozew o rozwód – on uniknąłby traumy związanej z ponad dwuletnim pobytem w areszcie a ja wielu nerwów i frustracji z powodu tego, że moje życie zatrzymało się w jednym punkcie…

 

5. Gdybyś wiedziała, że potop spowoduje koniec świata, a Ty możesz uratować tylko jedną osobę zabierając ją do swojej arki, kto by to był?

Po przeczytaniu tego pytania w pierwszej chwili pomyślałam sobie, że nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć, wizja takiej sytuacji jest dla mnie tak przerażająca, że nie chce mi się nawet o niej myśleć…

Jako matka kogo chciałabym przede wszystkim ratować jak nie dzieci… ale mam dwoje… i  od razu przypomina mi się scena z „Wyboru Zofii”…  Tylko jak dalej żyć mając świadomość, że się dokonało takiego wyboru… Kocham życie i mam w sobie ogromnie zakorzenione pragnienie wieczności ale wydaje mi się, że w takiej sytuacji, skoro to ja decyduję kto zajmuje miejsce w arce, dla dzieci byłabym je w stanie poświecić chociaż jestem pewna na 100%, że mój syn za wszelką cenę starałby się upchnąć mnie w niej  z powrotem…

 

 6. Co jest dla Ciebie ważniejsze: miłość czy przyjaźń?

Czym jest miłość bez przyjaźni a przyjaźń bez miłości? Nie wyobrażam sobie aby te rzeczy istniały osobno, niezależnie od siebie. Przyjaźń to zaufanie, lojalność, gotowość do poświęceń i wzajemnej pomocy, wspieranie się w potrzebie, porozumienie dusz – ale prawdziwa miłość bez tego też nie istnieje… Czy można kochać nie będąc jednocześnie przyjacielem? Ale jeśli miłość to też pożądanie to można się przyjaźnić nie kochając… Więc chociaż przyjaźń jest szlachetniejsza, miłość wartość ma większą.

 

7. Jakie jest Twoje największe osiągnięcie w życiu?

Hmm, nie mam w tym momencie jeszcze poczucia spełnienia i osiągnięcia w życiu czegoś, co by mnie szczególnie zachwyciło i z czego mogłabym być dumna. Owszem, jest sporo „mniejszych” osiągnięć które są dla mnie ważne (dumą mnie np. napawa gdy widzę ukończony dom, który powstał głównie wg. mojego projektu… uwolniłam się też od ślepej wiary i bycia trybikiem w kościelnej machinie dzięki potrzebie dociekania prawdy i szukania odpowiedzi na pojawiające się pytania) ale bym mgła wymienić coś co jest moim największym osiągnięciem musi upłynąć trochę więcej czasu.

 

8. Czego nie zrobiłabyś za żadne pieniądze?

Nie zostałabym katem, nie skoczyłabym z stratosfery i nie sprzedałabym dziecka.

 

9. Czy wierzysz w przeznaczenie?

Jeśli przeznaczenie oznacza, że bogowie spisują scenariusz naszego życia i z tym scenariuszem przychodzimy na świat to w taką wizję nie wierzę. Z drugiej strony skoro można odczytać przyszłość to czy teraźniejszość nie jest zapisem na taśmie puszczonej wstecz?…  Wg. mitologii każdej istocie na ziemi z chwilą narodzin towarzyszy Mojra, której bezwiednie wg. praw rządzących tym światem wszyscy są poddani: rodzimy się by umrzeć – to jest nasze jedyne przeznaczenie i los wspólny wszystkim bez wyjątku. O tym jaką drogę wybierzemy z punktu A do B, jakimi drogami w tym labiryncie życia będziemy podążać, a nawet jak długo, zależy głównie od naszych decyzji ale ma na nie także wpływ splot różnych zdarzeń i przypadków, w ktore nie da się ingerować, lecz których moglibyśmy uniknąć mając możliwość modyfikacji przeszłości… Sami przecież, nie przechodzimy przez życie lecz od początku narodzin drogi innych przecinają się z naszymi drogami, wpływając tym samym na nasze życie.

Chociaż i ta teoria ma swoje wady…

 

10. Co potrafi najbardziej Cię uszczęśliwić?

Wafelek Prince Polo w rozmiarze XXL

 

 

Uff...

Pytania do łatwych nie należaly - muszę to przyznać - bo często wymagały, by spojrzec w głąb własnej duszy a nie jest to łatwe...

Pozostało mi teraz jeszcze nominować moich faworytów i pogłowić się nad stworzeniem  dla nich pytań ale z racji późnej pory zrobię to w bardziej dogodnym czasie...

 



komentarze (11) | dodaj komentarz

O nowej epoce lodowcowej, zielonej papudze, czy warto zobaczyć "Życie Pi" i dlaczego Zima wciaż nie odpuszcza czyli moja "Baśń o wiośnie" - bo nazbierało się tego trochę przez ostatni miesiąc...

poniedziałek, 25 marca 2013 3:26

   Jakiś miesiąc temu przeczytałam na wp. notkę o tym, iż pewien rosyjski naukowiec wieścił nadejście w przeciągu najbliższego roku nowej epoki lodowcowej. Przypominając sobie jednak śnieżycę sprzed tygodnia, która prawie zablokowała na dwa dni ruch w naszym mieście (chodnik przy parkingu przed blokiem nadal jest nie do przebycia) a obecnie obserwując skarpy zlodowaciałego śniegu przy drogach i temperaturę na termometrze daleko poniżej zera stwierdzam, że Abdusamatow pomylił się o rok!

Jeszcze miesiąc temu cieszyłam się widokiem przebiśniegów w ogródku u dziadka zwiastujących rychłe nadejście wiosny, wypatrywałam więc tychże kwiatków (zasadzonych swego czasu przeze mnie) również na trawniku przy naszej klatce a tymczasem klops – „moich” kwiatków chyba w tym roku już nie zobaczę… chyba, że w czerwcu, bo może dopiero do tego czasu da radę stopnieć półtora metrowa czapa śniegu zepchnięta z chodnika na trawnik.

Dziwna ta dzisiejsza „niedziela palmowa” i dziwna zapewne będzie Wielkanoc z lanym poniedziałkiem  na sople i śnieżki…  Takiej jeszcze nie pamiętam, chociaż bywały lekko mroźne i prószące śniegiem z deszczem ale takiej jak teraz nie przypominam sobie.

 

     Obserwuję też, że z mojej stołówki na balkonie korzysta coraz więcej ptaków. Najpierw przylatywały  same sikorki bogatki i modraszki, potem wróble, raz widziałam gila… Czasami coś „ukradła” jakaś wrona, kawka czy gołębie a ostatnio coraz więcej mam… dzwońców, które jak czytam w Polsce są pod ścisłą ochroną gatunkową! Pewnie gdybym nie miała karmnika na balkonie nie wiedziałabym nawet ile różnych gatunków ptaków mamy zimą w okolicy. Wczoraj np. u dziadka na podwórku widziałam szpaka (podobnie jak gołębie karmi się chyba tym co nie zjedzą kury) w ogródku srokę a przy drodze drzewo obsiadły jemiołuszki.  Jednak „najdziwniejszy” i najgłośniejszy ptak lata u nas na osiedlu – zielona papuga…  Pierwszy raz zobaczyłam ją jeszcze w sierpniu, latała między blokami robiąc mnóstwo hałasu. Nie wróżyłam jej długiego żywota, bo słyszałam, że wrony potrafią zadziobać kolorowego „odmieńca”… Jakie więc było moje zdziwienie, gdy któregoś jesiennego już dnia zobaczyłam skrzeczącą papugę latającą razem z wronami! I wcale nie wyglądało na to, by ją atakowały. Czasami widać też jak lata samotnie obok parku, w koło i nad blokami i przytwierdza się niczym kawka do ścian pazurkami. Trzyma się swojego rewiru, nigdy nie widziałam, by zapuszczała się na „nasze” tereny, na koniec osiedla przy łąkach. Zanim jesień zrzuciła liście z drzew trudno było ją dostrzec miedzy gałęziami ale teraz zieleń jej piórek intensywnie kontrastuje z zimową monochromią.  Odkąd nadeszły mrozy tym bardziej każdego ranka wsłuchuję się w odgłosy papuzie – Czy wciąż żyje? Czy mróz jej nie zabił? I na szczęście codziennie oddycham z ulgą i byle do wiosny…

 

     Zima tydzień temu wyjątkowo nas zaatakowała – w ciągu kilkunastu godzin nadrabiając wszystkie miesiące – nie zraziło nas to jednak, by następnego dnia pojechać do Lublina tym bardziej, że po piątkowej śnieżycy w sobotę przywitało nas piękne słońce. Dawno już jeździłam po Lublinie komunikacją miejską – jakieś 13 lat temu – coś mi się więc pomyliło i wsiedliśmy nie do tego trolejbusu co trzeba w związku z czym nie dotarliśmy na umówioną godzinę do lekarza z Młodym. Byłam prawie załamana, bo mieliśmy w planie zafundować jeszcze dzieciakom kino a od rozpoczęcia seansu dzieliła nas już tylko godzina. Na szczęście pomimo spóźnienia i kolejki do rejestracji nie czekaliśmy zbyt długo na swoją kolej przed gabinetem. Pani doktor okazała się bardzo milą osobą, szybko złapała kontakt z Młodym wzbudzając jego zaufanie. Moje wątpliwości co do rozwoju Młodego zostały rozwiane a wyniki badań tarczycy okazały się prawidłowe. Za pół roku mamy stawić się na następną wizytę z kompletem zleconych badań a Nati… gotowy na „egzamin” z matematyki i angielskiego, na który obiecał się przygotować, bo pani doktor ma go „pytać”.

Jednego lekarza mam więc już z głowy, niestety na wizytę do psychologa i psychiatry w Centrum Neuro – Psycho muszę czekać aż do końca maja.

    Po wizycie u lekarza wzięliśmy taksówkę, by jak najszybciej dojechać do kina. Po zakupieniu biletów okazało się, że zdążymy jeszcze załapać się przed seansem na KFC. Pomimo problemów i nerwówki w rezultacie okazało się, że wszystko udało się nam zgrać w czasie zdążyliśmy z rezerwacją, toaletą i posililiśmy się, by na spokojnie móc zasiąść w fotelu i oglądnąć „Życie Pi”

Nie czytałam książki Yanna Martela ale teraz na pewno po nią sięgnę, bo film  Anga Lee zrobił na mnie wielkie wrażenie i ze względu na fabułę (szczególnie zaskakujące zakończenie dające długo do myślenia i powód do dyskusji po seansie) jak i stronę wizualną. Oglądając wcześniej zapowiedzi zastanawiałam się czy warto zabrać na ten film dzieci (film jest od lat 10) czy nie będzie dla nich zbyt nudny, za ciężki, zbyt straszny, czy cokolwiek będą w stanie z niego zrozumieć. Nie chciałam jednak fundować im kolejnego efektownego gniota lecz coś, co z ochotą oglądniemy wszyscy i co da do myślenia i chociaż Młody powiedział, że jeśli jest to film o katastrofie i giną tam zwierzęta to on nie chce na to patrzeć a Młoda w trakcie seansu w scenie gdy zwierzęta się zabijały prawie zaczęła histeryzować  o mało nie uciekła z sali „Życie Pi” ostatecznie nikogo z nas nie rozczarowało a dzieci symboliczną historię chłopca i tygrysa w szalupie ratunkowej z wielkim zainteresowaniem oglądały do końca opowiadając o niej potem dziadkom i kolegom i mam nadzieję, że zapamiętają ją do końca życia.

 

    Rzadko mam w ostatnim czasie natchnienie do pisania, więc jak już się dorwę to mogę pisać na każdy temat i niekoniecznie z sensem - wszak pora bardzo późna… a w związku z tym czas i na bajkę.

Bajka będzie zimowa lecz tchnąca nadzieją i jak na bajkę przystało pełna symboli, z morałem a powstała na użytek szkolny dla mojego Synia i z jego pomocą...

 

    „U zarania dziejów Matka Ziemia powiła cztery córki. Każda z nich była piękna lecz każda odznaczała się innym rodzajem urody. Ojciec ich - niezwykły czarodziej, mający moc ciągłego odradzania się z postaci starca w małego chłopca - zajmował się doglądaniem 12 krain należących do Matki Ziemi. Gdy panny dorosły, z woli matki zaczęły towarzyszyć swemu ojcu - każda po kolei wędrując przez trzy krainy.

 Najstarsza i najsilniejsza była Zima, dlatego to ona dostała zadanie prowadzić ojca przez świat, gdy był najsłabszy – najpierw jako niemowlę i u kresu drogi jako starzec… Z tego powodu Zima czuła się najważniejsza i najpotężniejsza a chcąc być jak najdłużej przy ukochanym ojcu często albo ociągała się z opuszczeniem go lub wracała do niego zbyt wcześnie wchodząc na terytorium krain, przeznaczonych na wędrówkę dla pozostałych sióstr odstraszając je lodowatym podmuchem. 

Tak było i tym razem. Chociaż Zima przekroczyła już granice krainy marcowej - co było znakiem, że niebawem ojcem powinna zająć się Wiosna - planowała wędrować mimo wszystko dalej. Miała nadzieję, że gdy użyje fortelu uda jej się łatwo przechytrzyć siostrę, która uchodziła za bardzo delikatną. Widząc więc Wiosnę na horyzoncie udała słabą i zaczęła się potykać, by ta wyszła jej naprzeciw. Tak jak przepuszczała, Wiosna – najłagodniejsza z wszystkich sióstr, przynosząca życie i nadzieję - szybko ruszyła siostrze na pomoc, a z każdym jej krokiem przebiśniegi, krokusy i żonkile wychylały swoje główki spod rozgrzanej od jej stóp ziemi, ciesząc swe oczy widokiem unoszącego się wysoko nad nimi słońca. Kiedy się zbliżała ptaki zaczęły śpiewać radośnie a gałązki drzew nabrzmiewać od pąków. Ojciec uśmiechnął się dostrzegając zbliżającą się radośnie, na zielno odzianą córkę, której delikatnie słodki zapach już z daleka unosił się nad  okolicą. Lecz oto zazdrosna Zima powstała znienacka i z wielką złością dmuchnęła lodowatym powietrzem w stronę siostry. Wiosna upadła. Widząc to Zima zaśmiała się srogo a rozkwitające kwiaty zabiła śnieżna zamieć. Zdawało się, że Wiosna została pokonana a Zima przejdzie przez kolejne krainy. Jednak sprawiedliwa Matka Ziemia nie mogła znieść widoku krzywdy swej córki. Wysłała na pomoc Słońce. Słońce pomogło powstać Wiośnie i prowadziło ją w ślad za złą siostrą, oświetlając jej drogę coraz dłużej, by nie zgubiła jej w ciemności. Wiosna wezwała Zefira, by ile sił w płucach dmuchał w stronę Zimy ciepłym powietrzem, Słońce zaś przypiekało coraz mocniej topiąc lód z rzek, śnieg z ulic i sople z dachów. Na nic się zdało sypanie śniegiem, Zima traciła coraz bardziej siły. W końcu musiała przysiąść i zmęczona zapadła w sen... Wiosna tymczasem wyprzedziła siostrę i triumfowała obsypując mijane lasy jasnozielonymi listkami i mchami, budząc kwiaty, niedźwiedzie, wiewiórki, borsuki, jeże, jaszczurki i żaby. Przechodząc przez  następne krainy mijała łąki aby zazielenić je trawą, zwoływała na nie skowronki, jaskółki i bociany. Wnet zakwitły wiśnie i jabłonie a ptaki pozakładały w ich konarach gniazda. Nastał czas radości a ulice rozbrzmiewały śmiechem bawiących się dzieci.

Chociaż w porównaniu ze swoją poprzedniczką Wiosna krótko towarzyszyła ojcu, szybko zmęczyła się wędrówką. Wyczerpał ją ogrom wykonanych po drodze prac. Uradowała się więc gdy w oddali zobaczyła swoją siostrę Lato…”

 

KONIEC

CDN... kiedyś 

 



komentarze (14) | dodaj komentarz

niedziela, 18 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  261 046  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O mnie

bo całe życie się uczymy...jak żyć

O moim bloogu

wspominki, wypominki, kroniki dnia codziennego i takie tam różne...

Statystyki

Odwiedziny: 261046
Wpisy
  • komentarze: 1960
Bloog istnieje od: 2814 dni