Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 007 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Komputerowy Zombie...

wtorek, 04 grudnia 2012 1:41

     Pokłóciłam się dziś z… Syniem. Ba, pokłóciłam to mało powiedziane, awantura była na całego a wszystko poszło o karate… Zapisałam Młodego zgodnie z wieloma sugestiami na początku roku szkolnego na sztuki walki, by tam mógł rozładowywać siedzącą w nim agresje i energię. Niestety Młodemu, który nie jest przyzwyczajony do wysiłku fizycznego zajęcia nie przypadły do gustu, jak tłumaczy „zbyt się męczy”.

Z kolei ja w tym „męczeniu się” widzę same plusy i postanowiłam mu nie popuścić – ma chodzić i już, nie ma dyskusji, ma to traktować na równi z obowiązkiem chodzenia do szkoły i przy okazji też się uczyć, że życie nie polega jedynie na robieniu tego „co się lubi”… ktoś by powiedział, że „z niewolnika nie ma robotnika…” i skoro dzieciak nie chce to bez sensu go do tego zmuszać ale zbyt wiele widzę „za” w chodzeniu na karate, by go do tego typu zajęć pozalekcyjnych nie przymuszać… Przede wszystkim Nati jest uzależniony od komputera, większość czasu wolnego spędza w pozycji siedzącej, w bezruchu, wpatrując się w ekran monitora… Jeśli przyjmiemy, że zgodnie jak ustaliliśmy, powinno to być max. 1,5 godz. dziennie, plus w weekend dodatkowo 3 godz. daje to w sumie w ciągu tygodnia 12 godz. Z tym, że tak naprawdę spędzał w ten sposób o wiele więcej czasu, może nawet do 40 (?!), bo wystarczyło, że był sam w domu a wtedy „hulaj dusza piekła nie ma” – na nic zdało się zakładanie hasła na konta, gówniarz nauczył się je łamać przez wchodzenie w tryb awaryjny… (próbowałam założyć hasło na komputer ale niestety nie jestem informatykiem, więc mi się to nie udało, pozostanie więc gdy wychodzę zabierać ze sobą kabel zasilający…) A jeśli dodać do tego jeszcze czas spędzony w szkole, na lekcjach w ławkach… Cóż wobec tylu godzin jest te 3 godz. w-f w ciągu tygodnia - tyle co nic, zważywszy jeszcze na to, że w tym wydaniu jaki oni mają, w-f niewiele ma wspólnego z ogólnosprawnościowym treningiem, najczęściej dzieciaki dostają po prostu piłkę i sobie grają dla rozrywki… Nic więc dziwnego, że wśród pokolenia „komputerowych zombie” tak szybko rozwijają się wady postawy, otyłość, problemy z układem trawiennym czy koordynacją ruchową. Uprawianie dodatkowo jakiegoś sportu uznałam więc dla Młodego za sprawę priorytetową a karate najbardziej mi się spośród dostępnych dyscyplin sportowych spodobało, bo: 1) Jest to dyscyplina, którą może uprawiać każdy bez względu na wiek i nie trzeba do niej posiadać jakichś predyspozycji fizycznych czy sprawnościowych 2) Wpływa na rozwój aparatu ruchowego i oddechowego, a także na pozbycie się wad postawy oraz zahamowań psychiczno - charakterologicznych. Uprawianie karate wpływa wszechstronnie na kondycję fizyczną: podnosi siłę i elastyczność, poprawia szybkość, zwinność, koordynację ruchową i wydolność krążenia 3) Uczy panowania nad sobą, samodyscypliny, analitycznego myślenia, dążenia do wyznaczonych celów, otwartości i zdecydowania, racjonalnego podejmowania decyzji w sytuacjach stresowych oraz szacunku dla innych a najważniejszą prawdą, którą poznają młodzi adepci tej dyscypliny, jest wartość zdrowia i życia drugiego człowieka  4) Trwający 1,5 godz. trening w ciągłym ruchu, ćwiczenia połączone z okrzykami rozładowuje siedzącą w Młodym agresję i napięcie dzięki czemu po przyjściu do domu jest cichy, spokojny i jedyne o czym myśli to jak najszybciej pójść spać 4) Jest to też okazja by chłopak poznał co to znaczy być mężczyzną, bo chociaż na zajęcia chodzą również dziewczynki to trener-facet staje się dla niego autorytetem, od niego uczy się właściwej postawy, naśladuje jego zachowanie …  

Starałam się więc jak mogłam przemóc opór Młodego przed chodzeniem na zajęcia. Zgodziłam się nie kupować mu na razie kimona skoro uważa, że będzie w nim wyglądał jak pajac (jest jedynym dzieckiem ćwiczącym w spodenkach i koszulce i o dziwo wcale nie czuje się głupio przy innych dzieciach z tego powodu) i pozwoliłam nawet, by sobie grał w GTA. Wytłumaczyłam, że w porównaniu z tyloma godzinami ile on spędza przed komputerem lub telewizorem te 3 godziny tygodniowo intensywnego wysiłku ruchowego to i tak jest bardzo mało i przez jakiś czas znów miałam spokój, Młody chodził na zajęcia bez dyskusji a ja z radością obserwowałam pozytywne zmiany w jego zachowaniu (nawet pani w szkole pochwaliła, że stał się spokojniejszy)   wyglądzie zewnętrznym – wysmuklał, pojawiły się zarysy mięśni na ramionach, zmniejszyły się boczki i brzuszek… Ale w zeszłym tygodniu znów zaczął się buntować „wypiszcie mnie z tego durnego karate!” – odpuściłam mu jeden dzień… Na drugie zajęcia też nie pojechał, bo akurat zajęci byliśmy remontem u brata a dziś gdy przyszła pora do wyjścia usłyszałam stanowcze veto! Nati zamknął się w łazience i wykrzyczał, że nie idzie!  Na nic zdały się prośby, groźby, tłumaczenia, wyprowadzanie siłą… Szlag mnie trafił, „skoro nie chcesz chodzić to nie będę się z Tobą szarpać i denerwować, ale koniec z komputerem, od dziś zero gier!” i wszystkie mu pousuwałam, łącznie z jego kontem i plikami jakie miał na nim zapisane! Młody wpadł w płacz i szał… Gdy zobaczył, że z mojej strony to nie żarty i po kolei odinstalowuję mu wszystkie gry zaczął rzucać swoimi książkami, zeszytami… Potem rzucił się na siostrę, zaczął ją szarpać, dusić i wywrócił na podłogę, nie reagował na moje krzyki tylko podbiegł i jedną ręką złapał mnie za włosy i zamachnął drugą z zaciśniętą pięścią… złapałam go odruchowo za ta rękę, wygięłam i sprowadziłam do poziomu, wstrząsnęłam parę razy gówniarzem, by sobie przypomniał kto tutaj rządzi i na kogo próbował podnieść rękę! Pomogło, moment oprzytomniał… Chyba się przestraszył, że ta „kochana mama”, która niczym lwica zawsze staje w jego obronie i która cierpliwie pozwala sobie niejednokrotnie wchodzić na głowę tym razem sama „zaryczała”, raptem poczuł, że nie ma przy sobie żadnego wspomożyciela…

Uspokoił się, bez dyskusji odrobił lekcje, przeprosił za swoje zachowanie i przeszliśmy do negocjacji… Ustaliliśmy, że w środę pójdzie jednak na zajęcia a w zamian ja pozwolę mu zainstalować jedną grę… w zamian on będzie ćwiczyć w kimonie…

Hmm, zobaczymy czy coś z tego wyjdzie.


 

Ps. Dla równowagi, że Nati to jednak nie jest takie „złe dziecko” ale potrafi okazać wrażliwość przytoczę taką opowieść:

Tydzień temu jechaliśmy razem autobusem. Na jednym z przystanków wsiadła starsza pani (babcia) z torba na kółkach. Nie zdążyła jeszcze usiąść gdy kierowca szybko ruszył i nagle zahamował z impetem, bo akurat, ktoś niespodziewanie wyszedł na przejście… Usłyszeliśmy potężny łomot – odwracam się do tyłu i widzę babuleńka leży na wznak i jęczy z bólu, obok leży laska i przygniata ją torba - poleciała przy hamowaniu do tyłu i uderzyła głową o schodek… Poderwałam się, Nati mnie przepuścił i podnoszę staruszkę, obok pojawił się jakiś facet i też pomaga… reszta pasażerów, która była bliżej ode mnie, siedzący nawet przodem do całej sytuacji w przeciwieństwie do mnie, dalej siedzi nieruchomo! Ktoś nawet komentuje, że babka się źle trzymała, za śliskie rękawiczki miała a kierowca nawet się nie zatrzymał żeby sprawdzić co się stało! Podprowadziłam kobietę do siedzenia, sprawdziłam, czy nie krwawi, postałam chwilę, aż się nie uspokoi… Pojechaliśmy dalej…

W domu Nati zdaję relacje z całej sytuacji babci i mówi na koniec:

- Tak bardzo szkoda mi tej pani, bardzo mocno… taka biedna ta pani była… gdyby mama nie wzięła ode mnie drobnych, żeby kupić bilet to dałbym tej pani złotówkę…

- Ale po co tej pani złotówka? - pyta babcia

- Dałbym, jej na pocieszenie, że upadła, bo mi jej baaardzo szkoda… :-)

 




komentarze (22) | dodaj komentarz

niedziela, 18 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  261 008  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

bo całe życie się uczymy...jak żyć

O moim bloogu

wspominki, wypominki, kroniki dnia codziennego i takie tam różne...

Statystyki

Odwiedziny: 261008
Wpisy
  • komentarze: 1960
Bloog istnieje od: 2814 dni