Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 008 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Autoportret

wtorek, 20 grudnia 2011 2:54


     Tydzień temu byliśmy z R w szkole, na zebraniu dla rodziców zorganizowanym przez panią reedukator. Było to pierwsze ze spotkań w ramach warsztatów dla rodziców dzieci korzystających na terenie szkoły z terapii pedagogicznej. Głównym celem spotkania było zaznajomienie rodziców z mnemotechnikami ułatwiającymi zapamiętywanie i strategiami pomagającymi dzieciom koncentrować się na zadaniach. Rodzice mogli też wymienić się między sobą doświadczeniami jak sobie radzić z dyscypliną, co pomaga dziecku się skupić podczas odrabiania lekcji i jakie mają sposoby na to by je zachęcić do zdobywania wiedzy. Pani reedukator podkreślała również jak bardzo ważne jest budowanie w dziecku pozytywnej samooceny, jak ważna jest rozmowa i okazywanie akceptacji ze strony rodzica a także, z jakimi problemami borykają się często dzieci  (szczegolnie trakie jak nasze, posiadające jakieś deficyty) w szkole. Zamiast np. mówić do dziecka  "Co dzisiaj dostałeś" powinniśmy pytać "Czego się dziś nauczyłeś?" Powinniśmy zachęcać dzieci do wyznaczania sobie konkretnego celu w życiu, zachęcać do przemyśleń, co traci, jeśli go nie osiągnie a co zyska realizując go.

Na koniec dostaliśmy do domu materiały opisujące: Zabawy i działania uczące pokonywania trudności i wyrabiające odporność na stres np. zabawa w Zaczarowane lustro (dziecko przechodzi przez ramę z kartonu w "magiczny" sposób przenosząc się do miejsc i sytuacji, które się wydarzyły (np. złe zachowanie przy stole) lub mogą wydarzyć (np. wizyta u stomatologa). Bawiąc się z dzieckiem "przemieniamy się" w postaci, których role odgrywamy w danej sytuacji. Jest to doskonały sposób na oswojenie nieznanego i rozładowanie niedobrych napięć. Łatwiej omówić problem i przećwiczyć właściwe zachowanie oraz kwestie do wypowiedzenia. Gdy dziecko już opowie jak się czuło w danej sytuacji i roli, jak mogli się czuć inni a także jakie są właściwe i niewłaściwe postawy lub zachowania powracamy bezpiecznie do rzeczywistości, przechodząc z powrotem przez ramę "lustra"). Inną zabawą jest Drama czy Zamienianie się rolami (inscenizacja np. lekcji historii podczas której dziecko boi się ustnie odpowiadać. Dziecko odgrywa rolę samego siebie stojącego przed nauczycielem a potem gra rolę nauczyciela, co pozwala mu lepiej zrozumieć jego intencje, nie zawsze właściwie odczytywane przez uczniów. Gry pozwalają odreagować przykre przeżycia i poradzić sobie, gdy podobna sytuacja się powtórzy)

Zabawy pozwalające niwelować napięcia emocjonalne np. Humor artysty (dziecko przeżywające silne emocje rysuje to, co je przeraziło czy rozgniewało a potem niszczy rysunek, zachęcamy przy tym dziecko do opowiedzenia nam o swoich problemach i przeżyciach)

Zabawy uczące dziecko przestrzegania reguł, obowiązkowości, motywacji do wysiłku, pozytywnej postawy wobec pracy np. Planowanie z kalendarzem – dzieci mające problemy z koncentracją uwagi muszą wiedzieć jak przebiega dzień, musza mieć wyznaczone w miarę stałe pory posiłków, odrabiania zajęć domowych, zabawy, zajęć pozalekcyjnych i spotkań, aby nie były nimi zaskoczone, lecz wiedziały o nich wcześniej i mogły realizować czynności ujęte w planie; zostaliśmy zachęceni do założenia Organizera ucznia, w którym dziecko będzie mogło zapisać zaplanowane zadania i obowiązki i je kontrolować.

Inną zabawą, którą mam też zamiar wprowadzić to Zdobywanie różnych sprawności zachęcające do prac domowych i uczące czynności samoobsługowych: Sprawność Kuchcik (np. lepienie pierogów, wałkowanie ciasta…), Sprawność Czyścioszek (układanie w pary skarpetek, segregowanie prania wg. koloru, czynności samoobsługowe…) Sprawność Pracuś (układanie zabawek, przeliczanie książek, segregowanie wg, wielkości…) Sprawność Ekolog (segregowanie papieru, plastiku, szkła, odkręcanie zakrątek…), Sprawność Zaradna Gospodyni (sprawdzamy przed wyjściem, które zakupy należy kupić, spisywanie listy zakupow, liczenie pieniędzy…), Sprawność Matematyk (przeliczanie przedmiotów, pieniędzy, produktów, rachunków do opłaty).

Za każdą zdobytą sprawność przygotowujemy dyplom dla dziecka, który potem uroczyście wręczamy.

     W niedzielę udało mi się zrealizować z Małą (Synio niestety nie dał się przekonać do zabawy, bo zbyt bardzo był zaabsorbowany grą na komputerze…) jedną z zabaw wzmacniających samoocenę. Zabawa Autoportret polegała na tym, że na arkuszu szarego papieru obrysowujemy sylwetkę leżącego na nim dziecka. Następnie w powstałym obrysie wpisujemy (lub dziecko wpisuje samo) wszystkie jego zdolności, umiejętności, zainteresowania. Gotowy autoportret wycinamy i wieszamy w widocznym miejscu, aby w chwilach obniżonego nastroju przypominał dziecku, jakie jest nieprzeciętne. Naszą zabawę trochę zmodyfikowaliśmy - obok posiadanych zdolności, Mała miała wymienić jeszcze dodatkowo pozytywne cechy swojego charakteru i to co lubi (bo zazwyczaj lubimy robić to w czym jestesmy dobrzy) a kiedy już brakowało jej słów razem z R podpowiadaliśmy, co dobrego my w niej dostrzegamy. I tak okazało się, że naszą córkę można określić, jako dziewczynkę inteligentną i pomysłową, uprzejmą, grzeczną (ale bez przesady, mającą swoje zdanie i potrafiącą postawić na swoim), ambitną, sumienną i obowiązkową, posiadającą swój gust, szyk, klasę i elegancję. Można ją określić, jako czyścioszka, jest zadbana, dystyngowana, bystra ale trochę też kokietka i przylepa. Mała sama siebie określiła jako: ładną, miłą, pomocną, zabawną, koleżeńską, wrażliwą i o dobrym sercu, spostrzegawczą, uważną. Lubi gotować, lubi przyrodę i rysować kwiaty, śpiewać, tańczyć i słuchać piosenek, lubi książki i robić miłe niespodzianki innym, lubi też dokarmiać ptaki w zimie i częstować innych słodyczami…

Następnie (ze względu, że Nati się zbuntował i nie chciał brać udziału w zabawie) przyszła kolej… na mnie. Mała i R obrysowali zarys mojej postaci na papierze a następnie zaczęłam wypisywać moje mocne strony. Na początku trochę było mi ciężko, ale jak się rozkręciłam z podpowiedziami od córci i R wyszła mi z tego całkiem długa lista! Okazuje się więc, że dzieci (i mąż) mnie kochają, że jestem dobrą mamą, ładna, higieniczna, pachnąca, zadbana. Jestem zaradna, dokładna, spostrzegawcza, szczera, prawdomówna, dociekliwa, taktowna, wyrozumiała, tolerancyjna i potrafię słuchać… Jestem też dobrym człowiekiem, wrażliwa, trochę ekolożka i altruistka (ale bez przesady), sumienna, powściągliwa, z poczuciem moralności i przyzwoitości, oszczędna, skromna i troskliwa. Jestem twórcza, pomysłowa (potrafię zrobić coś z niczego tanim.kosztem). Lubię słuchać muzyki, siłownię, jeździć rowerem, wypoczywać na łonie przyrody, prace w ogrodzie, sadzić kwiaty, wycieczki, zwiedzanie. Lubię czytać książki, dobre kino, fotografować i obrabiać zdjęcia. Lubię porządek, dobre kosmetyki, perfumy, ładne ciuchy i buty. Lubię projektować domy i urządzać wnętrza. Lubię zwierzęta. Lubię słodycze i dobre jedzenie, potrafię upiec pyszną szarlotkę, zrobić smaczną sałatkę (z sałaty, papryki, pomidora, kurczaka i mazzarelli z oliwą) a wszyscy zajadają się moim spaghetti, rybą po grecku (lub ze szpinakiem) oraz "gołąbkami". Interesuje mnie historia, sztuka i architektura: szczególnie starożytność, średniowiecze i włoski renesans okresu quattrocenta, religia, mitologia, astronomia, psychologia, zdrowy tryb życia i ogólnie człowiek i wszystko co ma wpływ na jego osobowość. Lubię pisać pamiętnik i sex z kimś, kogo kocham…

Nazbierało się trochę tego, normalnie można popaść w samouwielbienie... a pewnie gdybym dłużej nad tym posiedziała i się zastanawiała, pozytywnych cech uzbierałoby się jeszcze więcej, bo fakt jest taki, że im jesteśmy starsi tym więcej mamy doświadczeć a co za tym idzie więcej możemy o sobie powiedzieć. I w każdym można znaleźć coś dobrego. Gorzej, że często nawet nie chce nam się u bliźnich  tych dobrych cech szukać i skupiamy się tylko na tym, co jest złe. Czasem watro jednak o tym, co złe zapomnieć, aby nie tylko siebie ale i innych ujrzeć w lepszym świetle. Cały świat od razu może stać się piękniejszy… i tego sobie, jak i wszystkim, w nadchodzącym nowym roku życzę.



komentarze (16) | dodaj komentarz

PLOTKA

sobota, 03 grudnia 2011 2:35

      Dlaczego R do mnie wrócił? Otóż, było tak: Związałam, się z jednym facetem, nawet mieszkał u mnie podczas nieobecności R, ale w końcu „kopnął mnie w dupę” i ożenił z inną i ja (pogrążona z tego powodu w głębokim żalu), gdy R odzyskał wolność, błagałam go by do mnie wrócił, więc się nade mną zlitował i został…

Taka oto właśnie plotka dzisiaj do mnie dotarła. Skąd się o tym dowiedziałam? Powiedziała mi mama, a jej z kolei powiedziała Alkione, która rozmawiała ze swoją przyjaciółką, mieszkającą 250km stąd a której, mąż wywodzi się z miejscowości rodzinnej R i która coś takiego usłyszała od swojej matki (czy teściowej?). Podobno tego typu rewelacje rozsiewa ktoś z rodziny R. Matka? Ojciec? Nie, to nie w ich stylu… pozostaje babcia lub dziadek - to bardziej prawdopodobne, potrafią rozpowiadać bajki wyssane z palca i uwielbiają wręcz robić innym koło tyłka. Ewentualnie jeszcze Irynia (ciotka czy daleka kuzynka R- nie znam dokładnie ich koligacji rodzinnych), która zawsze i wszędzie szukała sensacji a potem opowiadała bzdury po znajomych. Wiem, że rodzina koleżanki mojej siostry zna się z rodziną R, więc mogli o R pytać. Zresztą na pewno w takiej małej miejscowości, gdzie każdy zna każdego jego zniknięcie a teraz pojawienie się wzbudziło zainteresowanie, ludzie plotkowali i na pewno krążyło na ten temat wiele różnych historii. Ba, niedawno dowiedziałam się od mamy koleżanki mojej córki, że nawet w moim bloku krążyły różne opowieści o powodzie, z jakiego R siedział – kobity, (bo facetów jakoś o to nie podejrzewam) wymyśliły sobie, że było to molestowanie… Sąsiadka jednak, aby zaspokoić swoją ciekawość w pełni, zapytała o to mnie… Punkt dla niej, że chciała poznać newsy z pierwszej ręki, chociaż i tak prawdopodobnie wiadomość tę rozpuści dalej „prostując” fakty albo znowu - jak to w plotce - coś jeszcze od siebie dodając. Tylko, że ja, na jej miejscu nie słuchałabym ani plotek ani też nie pytałabym osobiście skoro nie jesteśmy bliskimi dla siebie osobami, by nie popełnić jakiegoś nietaktu. Odpowiadać też w sumienie nie musiałam, uznałam jednak, że nic też nie zaszkodzi, jeśli prawdę pozna.

A co zrobić z plotką, o której dowiedziałam się dzisiaj? W sumie mama miała przykaz od siostry, aby mi o tym nie mówić, ale nie dawało jej to spokoju i wolała, żebym wiedziała. Sama też zachodzi w głowę, kto takie bzdury mógł puścić w obieg… Ja jednak, nie zamierzam przeprowadzać dochodzenia. Historyjka ta mnie, co najmniej ubawiła – dość ciekawa przyznać trzeba, ale jakoś szczególnie nie wzburzyła. W sumie przecież to bzdury i jeśli ktoś chce żyć bzdurami to niech żyje. Z dziesięć lat temu i owszem, by mnie to ruszyło, pewnie by się we mnie zagotowało. Teraz potrafię się zdystansować na opinie innych, nie czuję żadnej potrzeby, żeby przekonywać do swoich racji kogoś, z kim nie obcuję na co dzień, na kim mi zupełnie nie zależy i w żaden sposób nie jest mi bliski. 

Zastanawiam się tylko teraz, czy powiedzieć o tym R?

Hahaha, głupia jestem! Po co mówić? Przecież już czytał mojego bloga! Jak go znalazł?

 

     Odkąd R wrócił, wchodziłam na bloog pod jego nieobecność lub gdy spał. Skasowałam całą historię przeglądanych stron, usunęłam adres z zakładek i wchodziłam tylko z trybu prywatnego, ale R „nie taki głupi jak go rysuję” i jakimś sposobem mnie znalazł. Kiedy? – Nie wiem, ale pewnego dnia, gdy wróciłam do domu zaczął mi opowiadać taką historię: „Wszedłem z nudów na czat (jego ulubione zajęcie z czasów wolności) i skłóciłem się z jednym gościem…” Tenże gość miał pisać „na ogóle”, że (cytuję): „szuka laski do trójkąta”, spotykał się z jakąś starszą od niego rozwódką i teraz ona chce od niego związku, ale on nie chce się wiązać ze staruchą, była dla niego „tylko do ruchania” a od pół roku spotyka się stale z jedną fajną dziewczyną w swoim wieku a „tamten szlauf” niedawno zobaczył ich razem na mieście i teraz do niego wydzwania z pretensjami… On ma od dawna fantazję na trójkąt z dwiema kobietami, jego dziewczyna jest otwarta na taką propozycję, więc zaproponował to również tamtej kobiecie, ale „ta dupa” jest jakaś zacofana i niereformowalna i nie chciała się zgodzić…, więc teraz szuka jakiejś chętnej do trójkąta na czacie… I R, gdy czytał te wpisy bardzo się miał wkurzyć, że tamten w tak obraźliwy sposób pisze o jakiejś kobiecie a teraz postanowił się mi pochwalić, jaki to on był dzielny broniąc honoru nieznanej kobiety… Tylko, po co on mi o tym opowiada? Czym się tu podniecać? Przecież to głupie i dziecinne! Ale, czy ta historyjka w jakiś sposób nie przypomina jednego z moich ostatnich wpisów? – Ano owszem… I tu zaświeciła mi się w głowie „lampka”… Może ten wstrętny gość, o którym opowiada R to nikt inny jak X, który teraz pozostając anonimowy opowiada, co tak naprawdę cały czas myślał o mnie i naszej relacji a R nieświadomy niczego stanął właśnie w mojej obronie… albo R specjalnie wymyślił, taką opowieść, bo czytał mój bloog i wie, że skojarzę tego gościa na czacie z X, mając nadzieję, że poczuję się naiwną, wykorzystaną przez niego „szmatą” i w ten sposób znienawidzę go, zawstydzę się, wpadnę w rozpacz i zrozumiem, że tylko od R mogę się spodziewać prawdziwej, czystej miłości… R zawsze był mistrzem manipulacji i ziarenko wątpliwości we mnie zasiał, jednak przez lata wspólnego życia nauczyłam się, że nie mogę na 100% wierzyć w to, co mówi, ale też nigdy tak naprawdę nie potrafię zaufać nikomu innemu…

R jednak zaczął mnie bezpośrednio wypytywać o X, czy się z nim spotykałam albo czy jestem w kontakcie z D. Twierdził nawet, iż pisał z D i wie, że raz zrobił mi z siebie prezent na Dzień Kobiet… Nie, ta wiadomość wydała mi się już zupełnie wyssana z palca – było bardzo mało prawdopodobne, żeby R nagle z nim złapał kontakt i o tym rozmawiał, nie miałam już wątpliwości skąd R bierze te rewelacje, ale poczekałam, aż sam w końcu się przyznał…

Awantury nie było – stosunki między nami panujące nazwać mogę, jako wciąż poprawne - nawet się mu podobało tylko nie wiem czy nie będzie chciał tego wykorzystać przeciwko mnie w sądzie, bo nasz rozwód ciągle jest w toku. Tylko, że on wciąż się zapiera i nie chce rozwodu ani separacji. Obiecuje, że będzie już dobrze i stara się robić wszystko by było. A ja? Ja zobojętniałam, nie wiem, co tak naprawdę jest dla mnie dobre, w zasadzie każda decyzja, jaką podejmę będzie zła… Doświadczenie mnie nauczyło, że owszem marzenia się spełniają, ale często niekoniecznie w oczekiwany przez nas sposób. Bo czyż nie chciałam kiedyś by R mnie zostawił i znikł z mojego życia? Więc znikł… A czy nie doskwierała mi samotność i nie chciałam, by w końcu pojawił się w moim życiu ktoś, komu naprawdę będzie na mnie zależało? I pojawił się R…

     Nie wiem, brak mi sił by walczyć o swoje pragnienia i czasami naprawdę zaczynam myśleć, że to zrządzenie losu. Na pewno byłoby inaczej gdybym była bardziej otwarta na zawieranie nowych znajomości, gdybym związała się z kimś konkretnym na miejsce R… tylko, że ja nie potrafię nikogo szukać „na siłę” i zastanawiam się, dlaczego tak właśnie jest?

Na podejmowane przez nas decyzje mają wpływ nasze doświadczenia życiowe, wychowanie, środowisko, w jakim przebywamy, wyznawane wartości, cechy charakteru i wiele innych rzeczy. Dlatego, w wielu zdawałoby się podobnych sprawach, różnie postępujemy. Mój brak konsekwencji może wynikać też z tego, że za dużo we mnie empatii, nie potrafię prowadzić rachunku krzywdy, ale mam umiejętność odnajdywania się i dostosowania niczym kameleon do różnych sytuacji, co potocznie nazywane jest słabą osobowością i głupotą... Potrafię odgrywać rolę dobrej żony i zołzy, być rozwiązła i niewinna, wyniosła i pokorna, mądra i naiwna – tylko ciągle nie wiem, jaka jestem tak naprawdę…



komentarze (8) | dodaj komentarz

niedziela, 18 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  261 017  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O mnie

bo całe życie się uczymy...jak żyć

O moim bloogu

wspominki, wypominki, kroniki dnia codziennego i takie tam różne...

Statystyki

Odwiedziny: 261017
Wpisy
  • komentarze: 1960
Bloog istnieje od: 2814 dni