Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 007 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

O, choroba...!

piątek, 17 grudnia 2010 20:52

     Doigrałam się… mam zapalenie płuc i jestem zła bo mnie to bardzo męczy! Zaczęło się jakieś trzy tygodnie temu od przemoczenia stóp. Z powodu unieruchomionego samochodu zmuszona byłam na piechotę przedzierać się przez zaspy do dziadka i przemokły mi buty. Na miejsce dotarłam z przemarzniętymi stopami. Za parę dni ogarnęło mnie dziwne zmęczenie, nic tylko bym spała na nic nie miałam siły a potem pojawił się kaszel. W sobotę poczułam się jednak lepiej i korzystając z okazji, że teście zabrali dzieci do siebie pomimo kaszlu znowu pognałam na cały dzień do dziadka i dałam radę nawet pomalować sufit w kuchni. Zmachałam się trochę, jednak nie było mi dane wieczorem się zrelaksować w samotności bo dzieci zostały przywiezione z powrotem. Mała zachorowała – wymioty i bóle brzucha – i teściowa nie chciała ryzykować przytrzymując je u siebie bo w razie gdyby potrzebna była wizyta u lekarza bliżej mi jechać niż im tłuc się 15 km. I bardzo dobrze bo wymioty nie ustępowały i w nocy musiałam z małą jeździć na pogotowie.

Przyjął nas bardzo miły, młody i przystojny pan doktor (niestety na palcu miał obrączkę). Zbadał Królewnę i zaczął prawić jej komplementy odnośnie urody jej oczu na co Królewna zareagowała zawstydzonym uśmiechem i ogólnym zadowoleniem:

- Jakie ty masz duże piękne oczy… i rzęsy takie długie… całkiem jak mój synek  ale po kim ty masz te oczy? (tutaj spojrzenie w kierunku mamy) bo raczej nie po mamie….

W tym momencie mamie na moment zrobiło się z lekka głupio… za to widać było, że córka nie przestawała wodzić za panem doktorem wzrokiem a zalotny uśmiech nie schodził jej z ust. Pan doktor nie byłby jednak mężczyzną gdyby dopiero co po słodkich słówkach wypowiadanych do pacjentki wzbudzających jej ufność nie zaproponował szeptem jej matce: – To jak, robimy zastrzyk?...  A matka nie byłaby kobietą gdyby nie powiedziała: – Jestem za… Tak więc, ufne niczego nie podejrzewające dziewczę trafiło do gabinetu zabiegowego a wredna matka o brzydkich zazdrosnych oczach zamiast bronić swe dziecię jeszcze je przytrzymała między kolanami i pozwoliła na bolesne wkłucie! Pierwsza nauka z tej historii dla małej dziewczynki jest taka: Nie ufaj facetowi, bo chociaż ci prawi komplementy i tak może cię zdradzić za twoimi plecami a najbliższa osoba czyli matka może przeciwko tobie się obrócić…

    Jednakże matkę też w niedługim czasie spotkała kara. Parę dni później za namową swojej matki trafiła do innego pana doktora który stwierdził, że ma zapalenie płuc i powinna dostać serię… zastrzyków! Na dźwięk tych słów przeszedł ją zimny dreszcz a na czoło wystąpiły kropelki potu… Na „szczęście” okazało się, że nie byłoby komu robić jej tych zastrzyków, do przychodni jeździć w takim stanie byłoby za daleko więc stanęło na antybiotyku doustnym.

     W ten oto sposób zostałam uziemiona. Muszę siedzieć w domu więc nic nie robię tylko na okrągło śpię. Kaszel mnie męczy oblewają jakieś zimne poty i nie mam na nic siły co działa na mnie frustrująco.

Wczoraj nie wysłałam rano dzieciaków do szkoły ale dziś przyjechał po nie tato. Nati nie chciał po lekcjach iść do dziadków i postanowił sam wrócić na piechotę do domu. Zajęło mu to 20 min, zmarzły policzki ale przyszedł sam. Pierwszy raz!

     Dzisiaj zaskoczył mnie telefonem R. Jest już w Lubiążu, w szpitalu. Może stamtąd kontaktować się ze wszystkimi telefonicznie. Ponoć jest tam lepiej niż w ZK; może spacerować po korytarzu, chodzić na stołówkę, na świetlicę, dzwonić 2x dziennie… Mówił, że będzie tam przebywać ok. 2 lat – ponoć tak mu coś lekarz mówił… Obiecał też przysłać dla dzieci 200zł, bo miał jakieś pieniądze odłożone, mam za to kupić Natiemu nową kurtkę…

     A Nati ostatnio przestał stwarzać problemy. Nawet w szkole gdy ostatnio rozmawiałam z wychowawczynią to nie szczędziła dla niego pochwał; zaczął uważać na lekcjach, przestał dokuczać kolegom, wykonuje polecenia, nawet staranniej pisze… W sumie domyślam się czym ta zmiana została wywołana… po prostu na kolejne „mamo kup mi GTA4” powiedziałam, że kupię mu kiedy zacznie ładnie pisać, czytać i wyraźnie mówić, od tej pory Nati sam bierze elementarz i ćwiczy czytanie sylabami, podobnie sam wykonuje ćwiczenia logopedyczne…

     Ech, mam dość już tej zimy, dość tych krótkich dni ale zaraz już będzie styczeń a potem już poleci szybko… byle do wiosny.

 

 

I po co dzieciom kupować drogie zabawki? Wystarczy dać kartonowe pudło a wyobraźnia zrobi swoje... Powyżej statek kosmiczny dla małych kotów wykonany i pomalowany własnoręcznie wg projektu Natiego.




komentarze (12) | dodaj komentarz

Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny. - Ernest Hemingway "Komu bije dzwon"

niedziela, 05 grudnia 2010 17:06

     Miałam dzisiaj dziwny sen przez który wybudziłam się po 400 a potem miałam problem z ponownym zaśnięciem. Śniło mi się, że znalazłam się na jakimś blokowisku. Był środek nocy, wokół pusto gdzieniegdzie w oknach paliły się światła, wokół wszystko było ośnieżone a ja naga otulona jedynie w jakąś tkaninę - coś w rodzaju prześcieradła (?). Pamiętam, że pożegnałam się ze znajomymi (?) wyszłam z basenu czy z sauny (?) i szłam tak samotnie gdzieś – tylko nie wiem gdzie - do domu? W każdym bądź razie miejsce w którym się znalazłam nie było podobne do żadnego znanego mi miejsca. Bloki wokół były wysokie na jakieś 10 pięter, długie teren poprzecinany jakimiś pagórkami, tunelami, wiaduktami… Kiedy tak szłam samotnie w tę cichą, śnieżną noc nagle za moimi plecami pojawił się wielki lew – jak ten z Narnii… Przyległam do ściany jednego z bloku, lew przystanął, zaczaił się jak kot na mysz i… skoczył na mnie! Wbił się kłami w moja klatkę piersiową, poczułam na sobie jego ciężar a potem jakbym stała obok i patrzyłam jak próbuję się wyrwać, szamotać, widziałam jak potrząsa moim nagim ciałem trzymając je w paszczy słyszałam chrzest łamanego kręgosłupa… Zbudziłam się. Próbowałam zasnąć ale sen wracał. Znowu wszystko zaczynało się od początku. Znowu stałam plecami przywartymi do zimnej ściany bloku a w moją stronę zbliżał się olbrzymi lew… tym razem za moimi plecami miałam dzieci! Zaczęłam kopać okienko do piwnicy – puściło! Po kolei wrzucałam przez nie najpierw jedno potem drugie – sama nie zdążyłam… Nie, spania już nie było. Zaczęłam snuć się po pustym mieszkaniu. Położyłam się znowu, kręciłam się wierciłam ale w końcu zasnęłam i wstałam dopiero przed 1100.

     Przez ostatnie kilka dni bardzo intensywnie pracowałam, więc taki dłuższy sen i odpoczynek był mi bardzo potrzebny. Zaczęliśmy mały remont u dziadka. Miałyśmy (ja, mama i siostra) położyć w kuchni tylko nową wykładzinę ale po odsunięciu mebli uznałyśmy, że szkoda nie wykorzystać tego faktu i przy okazji od razu nie położyć nowej tapety przynajmniej na początek w tym tylko miejscu – wiadomo, że gdy w domu czekają dzieci i inne obowiązki nie da się wszystkiego zrobić w jeden dzień na raz. Więc jednego popołudnia położyłyśmy na jednej ścianie tapetę i rozłożyłyśmy wykładzinę, na drugi dzień już sama poprzybijałam listwy przypodłogowe i podosuwałam z dziadkiem meble na miejsce a wczoraj zajęłam się przeglądem rupieci i sprzątaniem. Zostało jeszcze pomalowanie sufitu i skończenie tapetowania ale wczoraj nie miałam na to siły. Wszystko mnie boli: ramiona, tyłek, uda – jak po intensywnych ćwiczeniach! Palce miałam popuchnięte bo kilka razy przywaliłam sobie w nie młotkiem, gdzieś się zacięłam nożykiem a na dodatek odśnieżając nie założyłam rękawiczek i mi dłonie się posiekły – moje ręce to obraz nędzy i rozpaczy nawet manicure na wiele się nie zdał, nie ma we mnie nic z damy… W dodatku ostatnio jestem uziemiona – wyłamałam zamek w samochodzie… Wcześniej już mi się psuł i kiedy całkiem wyskoczył od strony kierowcy ojciec mi go unieruchomił na amen tak, że mogłam otworzyć samochód tylko od strony pasażera. Jednak jednego „pięknego” poranka zamarzł. Użyłam odmrażacza ale zamiast poczekać włożyłam kluczyki, mocno przekręciłam i… coś tam pękło!! Teraz nie mogę się dostać do samochodu i nawet tato nie jest w stanie mi pomóc – twierdzi, że trzeba czekać na ocieplenie (?!). Muszę wezwać jakiegoś fachowca ale niestety za fachowca i nowy zamek trzeba zapłacić a ja na ten cel teraz nie mam kasy. Więc teraz muszę znowu chodzić na piechotę i przedzierać się przez te cholerne zaspy – od czego już odwykłam i stad min. ten ból pośladkowo – udowy ale z drugiej strony ma to swoje plusy bo mięsnie pracują - a rano gdy trzeba odwieźć dzieci do szkoły wzywać taksówkę co jest też dużym obciążeniem finansowym dla mnie. W dodatku jak na złość psuje mi się suwak w palcie i muszę zanieść go do krawcowej ale teraz jest za zimno żebym miała ganiać w kurtce lub płaszczu więc jestem zmuszona się z nim szarpać przy każdym wyjściu na zewnątrz! A jakby tego było mało jeszcze złamał mi się obcas w bucie… FUCK jak ja nienawidzę zimy!!@%!!

Dlatego odpoczynek od ostatnich dni był dla mnie jak najbardziej wskazany, tylko, że siedzę dziś sama w domu (dzieci u teściów) i jakoś mi tak smutno samej i nudno. W sumie miałabym co robić bo i jedną inwentaryzację budynku mam rozrysować i projekt domku letniskowego skończyć nie mówiąc o tym, że w domu jest sporo rzeczy do udoskonalenia ale mi się jakoś nic dzisiaj nie chce…

Myślałam, że może X się odezwie ale jakoś już od miesiąca nie daje znaku życia a ja sama też nie dzwonię, nie piszę – może to i lepiej żeby ta znajomość w końcu się urwała, przecież z tego i tak by nic nie było na nic nie mogłabym liczyć, niepotrzebnie tylko mogłabym się zaangażować… zresztą kiedyś jak pisałam to nigdy nie miał czasu albo nie odpowiadał więc uznałam, że robienie pierwszego kroku z mojej strony nie ma sensu, dlatego sama już go nie zaczepiam… No właśnie – mam odczucie, że faceci się do mnie odzywają tylko jak „czegoś” konkretnie chcą, jakich bym nie poznała wszyscy są tacy sami, tak naprawdę żaden nie widział we mnie człowieka; kogoś kto ma emocje, ma własne poglądy, kieruje się jakimiś zasadami jak kogoś z kim można miło spędzić czas, gdzieś wyskoczyć, pogadać… prędzej czy później byłam im tylko potrzebna do jednego. W sumie tylko od R usłyszałam „kocham cię” – wniosek: tylko osoba chora psychicznie może się we mnie zakochać… Czyżbym była dla nich aż tak bardzo głupia? A może jestem za brzydka? Ale z drugiej strony po co w ogóle utrzymują ze mną kontakt? Niektórzy np. potrafią sobie o mnie przypomnieć nawet po roku milczenia kiedy zdążyłam już położyć za nimi zasłonę niepamięci. Proponują np. spotkanie „po co?” – pytam… Mi jak ktoś się zupełnie wizualnie nie podoba to wcale nie chcę z nim kontaktu utrzymywać, nie wiem dlaczego ale jakoś tak mam, nawet jeśli to by miała być tylko wirtualna znajomość w sumie zawsze istnieje przecież możliwość, że jak się z kimś pisze to po jakimś czasie chce się poznać go w realu a po co mam się spotykać z kimś kto mi się wcale nie podoba, po co mu robić jakieś niepotrzebne nadzieje? „Piękno wewnętrzne” i urok osobisty nie zawsze jest w stanie przebić defekty urody… W zasadzie jestem tego świadoma również w stosunku do własnej osoby… No ale najwidoczniej faceci faktycznie dzielą kobiety na te do sexu, na te z którymi można pogadać i na te, które nadają się na żonę. Bycie tą pierwszą wcale mi jakoś nie pochlebia. W każdym bądź razie dochodzę do wniosku, że im więcej poznaję facetów tym bardziej wpędzają mnie te znajomości w doła, powinnam wcale nie zawierać żadnych nowych znajomości a wszystkim starym pozwolić na śmierć naturalną nie powinnam sama ich podtrzymywać, nie powinnam zaczynać rozmowy bo wiadomo, że i tak nie odpowiedzą bo szkoda czasu na konwersację ze mną - no chyba, że akurat będą mieć ochotę na coś więcej niż zwykła rozmowa…

Tylko, że samotne życie czasami bywa tak bardzo przygnębiające...

 

Ps. (6.12 godz.13.30) I'm the best :) właśnie udało mi się uruchomić samochód! Mróz odpuścił z lekka i dostałam się do wnętrza za pomocą... śrubokręta :) O dziwo po tygodniowym postoju odpalił bez problemu, musiałam tylko jeszcze go odkopać pożyczoną łopatą od dozorcy, wycieraczki pod koła, z lekka sie pobujać i zaspa pokonana! Uff, trochę się zmachałam... może to i pikuś dla kogoś innego ale ja jestem z siebie dumna :))

 



komentarze (17) | dodaj komentarz

niedziela, 18 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  261 024  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

bo całe życie się uczymy...jak żyć

O moim bloogu

wspominki, wypominki, kroniki dnia codziennego i takie tam różne...

Statystyki

Odwiedziny: 261024
Wpisy
  • komentarze: 1960
Bloog istnieje od: 2814 dni