Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 007 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Czy ta trauma kiedyś minie...

piątek, 16 listopada 2012 22:20

   Idę przed siebie i jak zwykle rozmyślam nie zwracając uwagi na mijanych ludzi… Coraz wyraźniej czuję jego obecność za moimi plecami, spośród odgłosów ulicy wyłaniam szelest kurtki, słyszę miarowe kroki… Idzie za mną od pewnego już czasu tym samym tempem, nie mija… Nie wytrzymam tego dłużej… schodzę mu z drogi lecz on wciąż idzie za mną, zerkam kątem oka w tamtą stronę a dreszcz zatrzymuje się na moim karku, serce zaczyna bić szybciej, przyśpiesza oddech…

- Uspokój się, nie jesteś sama, czuj się bezpieczna, nikt nie pozwoli Cię skrzywdzić a on nie odważy się Ciebie dotknąć mając wokół tylu świadków – myśli latają po głowie jak szalone…

- Dlaczego więc on wciąż idzie za mną, dlaczego mnie nie wyprzedza?!

Ten stukot butów jest irytujący, szelest kurtki jest coraz bliżej… zatrzymam się i odwrócę!... zwalniam… przeszedł…

Czy ta trauma kiedyś minie?

 

Zbudziłam się rano znów z R za plecami…

- Zostaw mnie, wynoś się z łóżka, ile razy mam ci powtarzać byś mnie nie dotykał?! Czy każdego dnia muszę budzić się wściekła?!

- Ale ja Ciebie kocham…

- Ale ja nie potrzebuję Twojego „kochania”… Ile razy mam Ci powtarzać, że nie życzę sobie byś mnie przytulał, dotykał… to moje ciało i ja decyduję kto będzie to robił, nie ty… jesteś tutaj tylko dlatego, że nie dotrzymałeś umowy, okłamałeś mnie i wszedłeś z powrotem do tego domu fortelem…

- Jesteś moją żoną, zrozum, że nigdy cię nie opuszczę, będziesz moja i tylko moja na zawsze…

- A czy ty nie rozumiesz, że to jest przemoc? Pastwisz się nade mną psychicznie…

 

     Minął rok jak wrócił… zrobiłam sobie przegląd „plusów” i „minusów”  - ostatecznie wyszła przewaga na „nie”…

Kiedy go nie było, życzyłam mu, żeby wyszedł jak najszybciej, by się już tam nie musiał męczyć, by sobie znalazł kogoś do kochania i był szczęśliwy…

Śmieję się dziś z przewrotności losu, bo spełniło się - wyszedł i ma mnie…

     Rok temu wszyscy wokół „ubolewali” nad tym, że jestem sama, że sama muszę sobie radzić z problemami i dziwili się, że osobiście nad tym nie ubolewam, nie popadam w depresję lecz wręcz przeciwnie, pomimo świadomości sytuacji i braku perspektyw na polepszenie sobie sytuacji materialnej czy też uczuciowej potrafię zachować optymizm…

Dziś, pomimo, że już „sama” nie jestem, to pozytywne myślenie coraz bardziej mnie opuszcza…

     R uważa, że to moja wina, wina mojego nastawienia, bo „żyję przeszłością” zamiast wybaczyć i zapomnieć, tym bardziej, że (z jego punktu widzenia) to on może mieć więcej mi do zarzucenia niż ja jemu... Nie rozumie jednak najważniejszego: PEWNYCH RZECZY NIE DA SIĘ ZAPOMNIEĆ! MOŻNA WYBACZYĆ, MOŻNA NIE WSPOMINAĆ ALE WYRWAĆ Z PAMIĘCI SIĘ NIE DA! To już tam zostaje na zawsze, można to zamknąć w szufladce „niepamięci” i wyrzucić kluczyk lecz czasami i tak się z niej nieświadomie przywołane wydostanie…

Gdy na niego patrzę, kłócę się, słucham – wszystko wraca. Wraca to, o czym chciałam zapomnieć… On myśli, że żyję przeszłością zamiast zapomnieć i zacząć budować wszystko od nowa. Nie potrafi zrozumieć, że potrzebujemy przeszłości właśnie po to, by tworzyć lepszą przyszłość…

Można jej nie wypominać, można o niej nie mówić wcale ale obrazy stają same przed oczyma a z nimi budzą się emocje: złość, bezsilność, strach i ból… - Co mam z nimi zrobić kiedy Twoja obecność sprawia, że wracają?

 

Dostałam sms’a od Ł: „Wiem, że R kiedyś wobec Ciebie zawalił – mówił mi o tym - ale wydaje mi się, że on naprawdę bardzo Ciebie kocha i chce żeby było ci dobrze… nie chcę być wobec niego nielojalny, pozwól więc bym przyjechał do was… pomyśl, że to może was zbliżyć…” – cóż, on widać też nie potrafi zrozumieć dlaczego nie pragnę tej „bliskości”.



komentarze (13) | dodaj komentarz

Gra

sobota, 03 listopada 2012 2:44

     Uciekłam rano z domu zostawiając za drzwiami bałagan i rozwrzeszczane dzieciaki pod opieką R. Nie wiem co w nie dziś od rana wstąpiło? Najpierw już gdzieś od 600, jeszcze przed świtem wstał Młody i oczywiście od razu zasiadł do komputera… na nic zdają się blokady, gówniarz wszystko i tak zaraz zhakuje… zaraz po 700 wstała Mała i leżąc jeszcze z pilotem w łóżku zaczęła oglądać bajki… ze snu wytrąciły mnie jednocześnie odgłosy gry i skrzeczących dialogów dochodzących z telewizora a następnie kłótnie Młodej z Młodym o to które z nich ma przyciszyć głośniki… Jak to się dzieje, że gdy idą rano do szkoły nie można ich ściągnąć z łóżek ale gdy tylko jest wolny dzień wstają wraz ze wschodem słońca… Mimo wszystko usiłowałam jeszcze przysnąć, chociaż jeszcze godzinę, jeszcze z pół, 15 min… Młoda chce jeść, krzyczy, że zgłodniała i mam jej przygrzać gołąbka a jeśli zaraz tego nie zrobię „umrze z głodu, wcześniej jednak zadzwoni do dziadka, że ja śpię kiedy ona głoduje…” Mam tego dość, CHCĘ SPAĆ! wydzieram się żeby sami sobie robili jeść, mam dość ciągłego usługiwania a oni nie są już niemowlętami… jeśli jest głodna niech sama sobie podgrzewa te cholerne gołąbki albo niech czeka kiedy się wyśpię, wstanę i zrobię normalne śniadanie!@ Młody z „ech” spod nosa wstaje od komputera - „choć Ali pomogę ci podgrzać te gołąbki” słyszę jak się ramolą w kuchni, nie bardzo wiedzą w czym mają je podgrzać więc z pokoju wydaję dyspozycje: „weź tę srebrną patelnię, nalej na nią sosu z garnka, ułóż na wierzch gołąbki przykryj i niech się chwilę podduszą…”„Którą?" pada pytanie -"Gdzie ona jest?” – dobra, widzę, że nie wie o co chodzi, bo „srebrna patelnia” nie wygląda jak patelnia więc może jej nie widzieć chociaż ma przed oczami – „no to weź normalną patelnię, wyjmij garnek z gołąbkami z lodówki, przysmaż je a sos podgrzej w garnku…” znowu słyszę to ciężkie „ech…” dochodzące spod nosa Młodego oznaczające, że mimo starań nic z tego nie będzie – nie nakarmi siostry i niechybnie przyjdzie jej umrzeć z głodu… Z pomocą przychodzi im jednak R, którego wyrwało ze snu nasze przekrzykiwanie się i ramolenie się Młodego z garami… ja odpływam…

    Mea culpa - Jestem złą matką, zarywam noce na głupoty a potem rano nie jestem w stanie poświęcać się dzieciom… Poprzedniej nocy weszłam na czat – skoro R może, mogę też i ja – i wdałam się w dyskusję z jakimś gościem, znów się dałam wciągnąć w zwierzenia – zazwyczaj to mi się spowiadają z problemów jakie ich dręczą i to ja się nimi bawię lecz tym razem popadłam na jakąś inteligentną bestię, która potrafiła mnie zaintrygować rozmową i zatrzymać przy monitorze na ponad trzy godziny choć i tak na koniec mogę powiedzieć, że są to godziny stracone – jak zawsze zresztą, bo cóż w rezultacie wnoszą cennego do mojego życia? Nic… Stąd więc to pragnienie odespania zarwanej nocy z rana… 

     Kiedy więc w końcu wstałam, ogarnęłam się, naszło mnie pragnienie oderwania się od wszystkiego, chciałam być sama - uciekłam więc na siłownię… Przywdziałam czerń chroniącą mnie przed światem, obułam workery i słuchawki w uszy. Maszeruję pewnym krokiem a miedź spływająca z moich włosów na ramiona przypomina mi liście leżące wokół na chodnikach – dziś to mój jedyny akcent kolorystyczny… Dzień jest pochmurny lecz ciepły, czuję jak wchodzi we mnie jakaś energia, jest mi dobrze, lekko tak iść przed siebie… Mijam ich; jednego, drugiego – chłopak czekający na kogoś, dostawca pieczywa, starsi i młodsi… nie spuszczam wzroku, dumnie pozwalam patrzeć sobie w oczy, uśmiechamy się nawet lekko do siebie, czasami uchylają lekko usta jakby chcieli coś powiedzieć gdy przechodzę obok…

Tyle myśli przelatuje mi po głowie, chodzi za mną jakiś lęk o przyszłość, zastanawiam się co mam robić, jak mam pokierować swoim życiem. Naszła mnie nawet myśl, czy to iż tak często myślę o uwolniniu się od R nie doprowadzi, że poprostu sama zniknę...

Ł przestał się odzywać (R wyczuł, że „coś” się świeci między nami i telefonicznie dał mu do zrozumienia, że jest zazdrosny o to co mogłoby się dziać poza jego plecami) – wyjaśniłam mu, co nieco jaka panuje u nas sytuacja i skąd moje dylematy więc rozumie i pozostawił mi decyzję, sam już nie będzie się narzucać… Tak więc to ja teraz mam wykonać następny ruch, o ile oczywiście zechcę…

Więc jak jest ze mną? Chcę czy nie chcę? Czy to kwestia odwagi, czy jej braku?

Za szybko to się dzieje – dlaczego większość chce zawsze żeby było szybko, dlaczego nie dają mi czasu, dlaczego sądzą, że skoro oni chcą mnie uczynić swoją kochanką to ja muszę też chcieć od razu tego samego? Dlaczego nie pozwolą mi się najpierw poznać, zakochać a dopiero potem podjąć decyzję tylko wszystko zaczynają od dupy strony, dlaczego odkrywać się musimy „w trakcie” zamiast pozwolić narastać pożądaniu, zadziałać chemii? Czy to nie jest forma perfidnej gry – „zasieję w tobie ziarno zainteresowania byś chciała pójść za mną, lecz w swój świat pozwolę ci wejść tylko za sex, za każdym razem uchylając rąbka tajemnicy o sobie”…

Ziarno zostało już zasiane, pragnienie rozbudzone lecz czy gra jest warta świeczki?

     Idę pośród delikatnych strug deszczu – nie chcę wracać, dziś mogłabym spacerować cały dzień - jest coś magicznego w takiej pogodzie; w dźwięku rozbijających się cicho kropel o chodnik, i opadających liści, dymnych oparów z kominów unoszących się tuż nad ziemią, kolorów jesieni odcinających się od monochromów nieba... Tego mi było dziś trzeba – samotności…

 

Ps. Wieczorem pośród krzyków, pisków, śmiechów, wzajemnych przepychanek oraz słów strofowań, upomnień i zastraszania biciem ze strony R dopada mnie migrena… Ból głowy jest nie do wytrzymania, nie pomagają zwykle tabletki a dzieciaki nie reagują na prośby uspokojenia się… mam wrażenie, że zaraz coś rozerwie mi czaszkę lub wypłynie oko… cisza zapada dopiero gdy nie wytrzymuję i zaczynam płakać… Nati podchodzi i mnie obejmuje, delikatnie masuje mi głowę, Ali się przytula, R przynosi jakieś swoje tabletki, które mają na pewno przynieść ulgę… uspakajam się i zasypiam, by wstać gdy wszyscy już są w łóżkach… Znowu zarywam noc…



 

 



komentarze (7) | dodaj komentarz

niedziela, 18 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  261 011  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O mnie

bo całe życie się uczymy...jak żyć

O moim bloogu

wspominki, wypominki, kroniki dnia codziennego i takie tam różne...

Statystyki

Odwiedziny: 261011
Wpisy
  • komentarze: 1960
Bloog istnieje od: 2814 dni