Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 008 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Sprawozdanie

sobota, 20 października 2012 14:01

 

    Przegoniłam Młodego z komputera (gra już od 7 00!), by w przerwie między porządkami zrobić przegląd newsów… Znów dawno nie skleciłam żadnej notki na blogu – nie mam czasu, w dzień zawsze jest coś innego do roboty albo R się kręci a nie lubię kiedy zagląda mi przez ramię i śledzi „z kim klikam”, „o czym klikam” i „co klikam” – dopóki będziemy mieszkać pod jednym dachem tak już będzie, ten typ tak ma – zero przyzwolenia na jakąkolwiek prywatność, musi wiedzieć o mnie wszystko, z kim się kontaktuję, o czym piszę na blogu (czy przypadkiem go w jakiś sposób nie szkaluję), musi znać treść moich smsów, kto do mnie dzwoni itp. – bo „on przede mną nie ma tajemnic” – tylko co mnie do k… nędzy obchodzą jego „tajemnice”? Mam głęboko w doopie z kim pisze i o czym na czatach, kto do niego wydzwania i jakiej treści dostaje smsy...

Owszem, parę miesięcy temu przeczytałam sobie treść jego rozmów na badoo z jakąś Madzią ale to tylko dlatego, że przed wyjściem z domu zapomniał się wylogować i pozostawił otwarte okno z czatem, więc grzechem byłoby nie zajrzeć co tam jest napisane… No i się wkurzyłam. Nie na to się wkurzyłam, że sobie tam z jakąś Madzią pisze, że wyznaje jej miłość, jaka to ona jest piękna itp. – niech sobie pisze, w końcu ma prawo szukać bratniej duszy skoro ja go za męża już nie uważam ale dlaczego wysyła zdjęcia moje i dzieci i wymyśla na mój temat dziwne historie typu „ona kogoś ma, znika na noc i wszystko ma gdzieś…” a on biedny żuczek musi dbać o dom, zaopatrzenie i jeszcze gotować, bo inaczej dzieci by z głodu umarły… Mitoman p@^^^@! A jakaś tam tępa dzida będzie wierzyć, że tak jest w istocie! Zrobiłam awanturę i R zerwał kontakt z Madzią ale oczywiście zaraz znalazł sobie inny obiekt do wymiany myśli, tym razem jakiś z Londynu… Pieprzę to, niech sobie pisze niech sobie rozmawia, tylko niech nie używa w tym celu mojego telefonu i nie wciąga w to mojej osoby! A jak mu zależy na bliższej znajomości to niech mnie w końcu zostawi, wyniesie się i układa sobie życie jako wolny człowiek – i ja i on wielce byśmy na tym skorzystali. Ale on najwidoczniej sam nie wie czego chce albo może właśnie to jest jeden z przejawów jego chorej psychiki.

Ostatnio np. wzięło go na wyznania, chciał się poradzić co ma zrobić, gdy jakaś tam jego cicha wielbicielka zasypuje go smsami i kartkami pocztowymi (które wkłada bezpośrednio do skrzynki na listy!) w których wyznaje mu miłość. Oczywiście dał mi do przeczytania te listy i smsy i przybiega do mnie za każdym razem gdy dostanie nowego… Nie, no załamka – na co on liczy, że zasadzę się na klatce schodowej i będę czekała przy skrzynce na listy na jakąś pusta laskę? I co, że wyskoczę zza rogu, by dać jej łupnia, pogonię, zwyzywam czy co tam jeszcze, by zostawiła „mojego” R w spokoju? Albo, że może zadzwonię i ją opieprzę, bo mu wysyła fotkę swojej rozklapiochy „na zachętę”?

CO MNIE TO OBCHODZI?! To jego problem a nie mój, skoro rozdaje na prawo i lewo nr telefonu to chyba dlatego, że chce utrzymywać kontakt, do kogo więc ma pretensję, że potem te dziewczyny do niego dzwonią?!  Poradziłam, by poszedł z tym na policję – będą tam mieli niezły ubaw… Z drugiej strony zastanawiam się dlaczego mnie w to wtajemnicza? Liczy, że wywoła tym we mnie zazdrość czy może chce się pochwalić, że ma takie „powodzenie”?

Sam R z kolei chyba lubi być zazdrosny… Czasami myślę, że bycie zazdrosnym stanowi sens jego życia. Niedawno np. nawiązał na czacie znajomość z Ł. R twierdzi, że ich rozmowy miały charakter bardzo neutralny ale ze względu, że wchodził tego dnia na czat pod nickiem „miłemałżeństwo” dla mnie już sama ta nazwa niosła dwuznaczny komunikat do odbiorcy i mogła być różnie przez niego zinterpretowana… W każdym bądź razie okazało się, że Ł. skończył tę samą uczelnię co ja a teraz zajmuje się pracą twórczą. Pisali tak ze sobą kilka razy więc pewnego dnia R zapytał czy zgodziłabym się by zaprosił go do nas do domu. Zgodziłam się. Ł okazał się bardzo miły, inteligentny i świetnie nam się rozmawiało, za parę dni spotkaliśmy się więc ponownie. Nie wiem jednak czy to w wyniku wypitego piwa, późnej pory czy może właśnie ten nick pod którym pisał R na czacie coś mu zasugerował ale Ł zaczął  się do mnie pomału dobierać a kiedy R wyszedł do łazienki zaczął mnie całować… Nie miałam ochoty na pieszczoty ani tym bardziej na jakieś trójkąty więc przystopowałam jego amory ale gdy R wrócił wyczuł, że coś się zaczyna między nami dziać i zaczął podsycać atmosferę… wyszukując co raz, niby przez przypadek, na kanałach tv programy o pikantnej treści. Nic jednak tym nie wskórał, nie pisałam się na żaden trójkąt, nie podnieciłam się a tym bardziej nie miałam ochoty na sex z nim ani w jego obecności. Byłam zła na całą tę sytuację i kiedy Ł wyszedł trzasnęłam R w twarz…

R jednak nie daje za wygraną, widzę, że chce bym utrzymała znajomość z Ł. Zresztą przyznał się, że z chęcią popatrzyłby na nas w akcji, mówi, że „to taki jego fetysz”…

Ł potem pisał do mnie smsy – takie niewinnie brzmiące – ale R jest też zawsze czujny i stara się wyrwać mi telefon gdy coś do mnie przychodzi a czasami sam wysyła smsy do niego…

Nie wiem, czy moja znajomość z Ł będzie się rozwijać i jaki przybierze charakter czy zaraz się skończy, czy może już skończyła… Z wiadomych względów nie napiszę, czy się z nim już spotkałam czy dopiero spotkam i żadnych szczegółów opisywać nie będę, chyba, że zdobędę się na zmianę adresu bloga… Na pewno znajomość ta nie mogłaby mieć neutralnego charakteru, bo tak to już jakoś jest, że z facetami nigdy takiego mieć nie może… Zawsze gdy kogoś poznaję – czy jest to znajomość wirtualna czy w realu – i gdy nawet sama niczego takiego nie planuję, bo np. świetnie mi się z kimś rozmawia chociaż nie specjalnie jest to mój typ a mimo to czuję, że nadajemy na takich samych falach, traktuję faceta jak bratnią duszę, przyjaciela itp. to każdy, ale to każdy prędzej czy później – wirtualnie czy w realu - chce sexu a ja ulegam, chociaż nie do końca jestem nawet do tego przekonana…

 


 

     Za oknem piękna jesień. To pewnie ostatnie takie ciepłe dni więc szkoda siedzieć w domu… Zostawię więc rozgardiasz do wieczora a sama zaraz już wychodzę, bo szkoda dnia…

     Ostatnio mam wrażenie jakby ktoś strzelał w moim kierunku a kule cudem mnie omijały, czasami tylko jakaś przelatuje zbyt blisko i lekko zadraśnie…

   Jak pisałam poprzednio od wrześnie dotykają nas pośrednio jakieś sploty nieszczęśliwych wypadków. Tydzień temu np. byliśmy z Młodym na Zawodach Latawcowych organizowanych przez klub modelarski do którego uczęszcza. Było trochę chłodno ale świetnie się wszyscy bawiliśmy gdy nagle dostałam telefon, że dziadka pies, który zaginął dwa dni wcześniej, odnalazł się na dnie studni… Zamarłam… Nie czekaliśmy więc już do końca zawodów tylko czym prędzej pojechaliśmy do dziadka. Faktycznie, po spuszczeniu w 20 - metrową czeluść światła na dnie ukazał się makabryczny widok… Jakim cudem pies wpadł do studni? Dwa dni wcześniej jak zwykle na noc został wypuszczony z kojca, by mógł sobie pobiegać luzem, miał jednak w zwyczaju wskakiwać na studnię i przeskakiwać przez płot do ogrodu… Na drugi dzień rano, psa nie było na podwórzu, dziadek zauważył jednak, że studnia jest odkryta – kto jej nie zakrył ?! Przemknęła mu myśl, że pies mógł do niej wpaść ale, że wyschła nie można było zobaczyć nawet dna… Wszyscy mieli jednak nadzieje, że pies wróci... Kiedy jednak nie pojawił się do końca dnia ani dnia następnego podejrzenia, że zdarzył się makabryczny wypadek stawały się coraz bardziej realne, aż w końcu potwierdziło się najgorsze…

Wezwaliśmy straż pożarną mając nadzieję, że może pomogą go wyciągnąć ale jedyne co zaproponowali to zasypanie studni kamieniami i zrobienie z niej szamba lub zalanie wodą, a wtedy „zwłoki psa może same wypłyną”…  Nic więc nie zrobili… Jednak R z dziadkiem przywiązali jakieś haki do łańcucha i zahaczając o obrożę w końcu po paru godzinach wyciągnęli biedne zwierzę i mogliśmy zrobić mu normalny pochówek…

Szkoda mi tego psa ogromnie. Jak sobie pomyślę co mógł czuć spadając w tę czeluść robi mi się niedobrze... Mam tylko nadzieję, że nie cierpiał lecz zginął od razu…

     Z kolei w rodzinie R też doszło do tragedii – tydzień temu dwóch ciotecznych braci teściowej zginęło w pożarze…

     I tak jakoś wobec ostatnich zbiegów okoliczności, za każdym razem gdy moje starsze dziecię idzie co drugi tydzień na spotkanie z psychologiem i na powitanie dostaje pytanie „co się ciekawego wydarzyło u Ciebie w ostatnim czasie”  również zdaje relację z przeróżnych wypadków…

 

 



komentarze (4) | dodaj komentarz

niedziela, 18 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  261 037  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

bo całe życie się uczymy...jak żyć

O moim bloogu

wspominki, wypominki, kroniki dnia codziennego i takie tam różne...

Statystyki

Odwiedziny: 261037
Wpisy
  • komentarze: 1960
Bloog istnieje od: 2814 dni