Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 007 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Odruch (nie) kontrolowany...

czwartek, 16 stycznia 2014 15:18

 

Z tydzień  - dwa temu

 Pływam w akwarium zanurzonym w niebieskiej otchłani, z góry docierają resztki migoczącego biało światła, nie widzę zbyt wiele oprócz żarzącego się wokół błękitu… Nagle pojawiają się krople atramentu zamieniające niebieską poświatę w granat, staram się je omijać, by mnie nie zatruły… Jednak kropel wpada coraz więcej, gęsty atrament miesza się z wodą a ja  mam coraz mniej miejsca, nie jestem już w stanie nie dotykać ciemnych plam w wodzie, zahaczam o nie, wpadam w panikę, chcę rozbić ograniczające mnie szyby, za nimi jest przestrzeń… Oplatają mnie „granatowe ramiona” duszę się…

Czuję jak coś pieści mi pierś, boleśnie skubie sutek, nie chcę tego, czuję mdłości i dłużej już nie wytrzymam…

Odruchowo wymierzam silne dwa ciosy z łokcia do tyłu… R momentalnie znajduje się w drugim rogu łóżka, odwracam się… i na dokładkę z łokcia przywalam mu w mostek. Skrzywił się z bólu w lekkim szoku – Za co? Zobaczysz, przyjdziesz jeszcze… – szepcze na wpół płacząc na wpół grożąc… Nie odpowiadam, odwracam się plecami i wracam na brzeg mojej części łóżka, otulam się kołdrą w kokon i śpię dalej. Za oknem świta…

 

R wieczorem wraca do sytuacji z rana, udaję jednak, że nie wiem o co chodzi, chociaż wszytko pamiętam dokładnie – nie chciałam poruszać tego tematu, mając nadzieję, że o wszystkim zapomni…

- Chciałem się tylko przytulić…

- Ale wiesz, że ja nie mam ochoty na przytulanie… Zresztą „przytulanie się” w ten sposób nie wygląda, wykorzystałeś po prostu sytuację, że Alice nocowała i musiałam spać z Tobą… dla mnie to nie było przyjemne…

- Ale dla mnie było…

- ALE NIE DLA MNIE! Sprawiłeś mi ból… wykorzystałeś fakt, że spałam, nie byłam świadoma co się dzieje, to jest obrzydliwe!

- Ale Twoje zachowanie nie było adekwatne do sytuacji

- To był odruch

               

                Wczoraj byłam na rozmowie z wychowawczynią Młodego. Znowu usłyszałam skargi na jego zachowanie względem kolegów ale wytłumaczyłam, że Młody ostatnio skarżył się, iż ma problem z kolegami, którzy zabierają mu bidon i wrzucają do śmietnika lub nie chcą go wpuszczać na salę gimnastyczną podczas w-fu, więc musi się z nimi szarpać i przepychać więc trzeba też coś z tym zrobić…

Oprócz tego omówiłyśmy też strategię, jak pomóc Młodemu, bo na półrocze będzie miał jedynkę z polskiego i matematyki, do końca marca musi jednak zaliczyć materiał z półrocza z tych przedmiotów, a jeśli nie, i jeśli teraz się nie poprawi, to nie przepuszczą go do następnej klasy. Zastanawiałyśmy się jak go zmobilizować do nauki, bo Młody wszystko sobie totalnie olewa. W szkole potrafi nic nie robić, leży na ławce i udaje, że przesypia, jest wszystkim znudzony, nie bierze udziału w lekcji, nie robi notatek… W domu z kolei mam problem z zagonieniem go do lekcji a potem muszę nad nim siedzieć prawie dwie godziny, żeby je odrobił – nie mam już sił żeby jeszcze go zmusić do powtórzenia materiału czy nadrobienia zaległości, tym bardziej, że on odmawia współpracy…  Wychowawczyni zawołała Młodego, wzięła go pod ambicję, powołała się na jego uczucia do mnie, postraszyłyśmy też, że jak nie weźmie się do pracy to będzie musiał zmienić klasę albo nawet szkołę – wyglądało na to, że zrozumiał problem. Obiecał, że weźmie się do pracy… ale po przyjściu ze szkoły było to samo co zwykle a dodatkowo w zeszycie od matematyki znalazłam notatkę od nauczycielki: „Młody wstał podczas lekcji i nic nie mówiąc bez żadnego powodu podszedł do kolegi i wyrwał mu kartkę z zeszytu, pomiął i wyrzucił…” Na moje pytanie o co dokładnie chodziło i dlaczego to zrobił, Młody odpowiedział, że kolega straszył go, że znów wyrzucą mu bidon więc tak się zemścił… Lekcje odrabialiśmy znów prawie 3 godziny, za karę jednak potem miał od razu iść do łóżka i spać.

               

               

Dzisiaj, przed godziną odebrałam telefon ze szkoły od szkolnej pedagog.

- Aniu mamy problem, Nati podrapał kolegę w twarz, chłopak ma trzy głębokie szramy, na pewno zostaną mu blizny… On nie może mieć takich długich paznokci, musisz mu je obcinać (problem paznokci poruszała już wczoraj również jego wychowawczyni i to przy nim, by go zawstydzić, a ja naprawdę mam problem z regularnym ich mu obcinaniem, bo Młody się nie daje, szarpie się, krzyczy i broni przed tym – a to już duży i silny chłopak więc trudno mi go utrzymać -  jakbym chciała zrobić mu wielką krzywdę, jeśli już uda mi się go do tego przekonać to z kolei dostaje napadu „swędzenia” – wszystko nagle go swędzi, ręce zdrapuje niemal do krwi, swędzi go głowa, swędzą plecy i jęczy godzinami, że nie ma się czym drapać  – zwariować można…) i jutro koniecznie przyjdź po 9.00 do szkoły, bo musimy przeprowadzić rozmowę…

- Ale o co poszło, kogo i dlaczego podrapał?

- O jakiś bidon…

- Słuchaj L, ja byłam już wczoraj w szkole, rozmawiałam z wychowawczynią – zaczyna się już we mnie pomału gotować, bo ile będę latać do tej cholernej szkoły z byle gównem – Mówiłam, że Młody ma problem z Patrykiem, chłopaki zabierają mu od dłuższego już czasu bidon i wrzucają do śmietnika…

- Rozumiem ale to jest reakcja nieadekwatna do sytuacji… Musimy koniecznie porozmawiać i ustalić co robić…

 

Jestem wkurzona. Nie, nie na Młodego… Gdybym teraz była w szkole powiedziałabym w końcu pani pedagog i pani psycholog co o tym myślę – BARDZO DOBRZE MŁODY ZROBIŁ! Bardzo dobrze, że poorał gębę gówniarzowi skoro inne metody na niego nie działają. Ja ostrzegałam Młodego, żeby nie reagował, żeby zgłaszał wszystko nauczycielom, bo inaczej jeśli jednemu z drugim wpierdoli to będzie i tak i tak tylko i wyłącznie na niego ale wiedziałam też, że jak się wkurzy to nic go nie wyhamuje… Zresztą, od wiek wieków chłopaki załatwiali porachunki między sobą w jeden sposób –  testosteron wyzwala prawo pięści... Młody nie ma natury dręczyciela, nie jest jakimś tam szkolnym zwyrodniałym bandytą/sadystą o jakich się czasami słyszy w mediach, jest wręcz neutralny podczas podobnych akcji – jak mówiła wychowawczyni na wywiadówce, Patryk, który repetuje klasę i jest najstarszy, stał się idolem dla większości chłopców, ma duży wpływ na ich niewłaściwe zachowanie i jedynie na Natiego nie działa jego „urok”… Młody nie bierze udziału w ich wygłupach, nie robi tego co karze robić innym Patryk ale też nie jest z tych co pozwolą sobie w kaszę dmuchać… No i w tym przypadku pokazał, że ma jaja, bo ile będzie cierpliwie znosił, jak mu koledzy zabierają bidon i wrzucają do śmietnika?!  Zachował się jak się zachował – odruchowo…  jak każdy normalny chłopak!

Czytaliśmy ostatnio z Młodym „Chłopców z Placu Broni” i tak się teraz zastanawiam – jakby  dziś zareagowało „szanowne grono pedagogiczne”, gdyby się dowiedziało, że oto gdzieś tam grupka uczniów z ich szkoły brała udział w podobnej „wojnie”… Wyobrażam już sobie ten szum, reakcje rodziców – dzisiaj dręczyciele Nemeczka skończyliby w sądzie dla nieletnich, dostali kuratora a ich rodzice obciążeni by zostali dużą pieniężną grzywną na rzecz pokrzywdzonego… Boka zaś i Feri Acz wylądowaliby zapewne w jakimś ośrodku wychowawczym dla nieletnich za prowodyrstwo i nawoływanie innych do stosowania przemocy…

                Mam już dość tego ciągłego wzywania do szkoły, ciągle czuję na sobie ciężar odpowiedzialności za podobne sytuacje – Młody się rozbija – moja wina, Młody się nie uczy – moja wina, Młody ma za długie pazury – moja wina, JA muszę coś z tym zrobić… A ja czasami już nie mam siły i mam już dość. Dość tych rozmów i „dobrych rad” od psychologów co i jak powinnam robić. Dość tej całej szkoły… i coraz częściej myślę o tym, żeby w ogóle przestać Młodego do niej posyłać lecz samej go uczyć w domu (przecież i tak to ciągle robię, bo z lekcji nic nie wynosi), bo TO SZKOŁA JEST NIEWYDOLNA WYCHOWAWCZO A NIE JA! To szkoła nie potrafi go niczego nauczyć, to szkoła ma problemy w związku z jego „nie takim” zachowaniem (zanim do niej nie poszedł nie zauważałam, że to zachowanie jest „nie takie” jak powinno).

Mam wielką ochotę wszystko to jutro im wygarnąć na spotkaniu w szkole, chociaż zapewne do jutra buzujące we mnie emocje opadną. A jak jeszcze sobie dzisiaj pójdę z sąsiadką wieczorem pobiegać to już cała złość ze mnie zejdzie a włączy się „ToMiWisizm”… Tak czy siak będzie źle, bo wyjdzie na to, że uciekam od problemu i nie jestem zainteresowana, aby cokolwiek z nim robić. No cóż, ale taki już mam odruch

 



komentarze (30) | dodaj komentarz

niedziela, 18 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  261 044  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

bo całe życie się uczymy...jak żyć

O moim bloogu

wspominki, wypominki, kroniki dnia codziennego i takie tam różne...

Statystyki

Odwiedziny: 261044
Wpisy
  • komentarze: 1960
Bloog istnieje od: 2814 dni