Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 007 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zapomnienie Zła to przyzwolenie, by ono się powtórzyło...

poniedziałek, 30 stycznia 2012 3:52

     Denerwuję się, gdy opowiadając o swoich problemach słyszę "nie możesz na to pozwolić"... Czy ci, którzy tak mówią uważają, że ja się na to godzę? Brzmi to często jak oskarżenie, jak coś w stylu „sama sobie jesteś winna, bo…” i przypomina kopanie leżącego. Cóż, z racji tego, że jestem kobietą często radzą mi w ten sposób kobiety, a kobiety jak to kobiety lubią „dokopać” szczególnie innej kobiecie często poprzez takie właśnie niby „dobre rady”, które tak naprawdę nie zawierają żadnych konkretów a mają głównie na celu pokazać, że „ona by na to nie pozwoliła”, bo jest mądrzejsza i nigdy nie popełnia błędów... Częściowo może jest tak też z tego względu, że krytykując postępowanie innych krytykujemy własne, wstydliwe dla nas ułomności - odwracamy wtedy uwagę od siebie, bo stając po drugiej stronie „barykady” możemy poczuć się lepsi.
Tymczasem to, czy na coś POZWALAMY czy NIE POZWALAMY tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia, gdy druga osoba CHCE TO ZROBIĆ I NIE LICZY SIĘ Z NASZYM ZDANIEM! Wiem, z perspektywy wszystko może wyglądać inaczej, ale: Czy np. osoby zdradzane są zdradzane, bo się na to zgadzają a gwałcone, bo pozwalają się gwałcić? Czy tak samo złodzieje kradną tylko dlatego, bo czują takie przyzwolenie a ofiara pobicia została pobita gdyż na to POZWOLIŁA? Zaręczam, że gdyby ktoś chciał Was w jakikolwiek sposób skrzywdzić będzie miał w dupie to, co Wy o tym myślicie i co macie w tym temacie do powiedzenia! Owszem, pewne sytuacje można przewidzieć i starać się do nich nie dopuszczać np. trudniej o zdradę, gdy partnerzy dbając o swoje uczucia nie unikają siebie wzajemnie i nie szczędzą czułości. Idąc tym tropem, można też powiedzieć, że statystycznie łatwiej znaleźć ofiarę napadu czy gwałtu wśród przechadzających się samotnie wieczorową porą na jakimś odludziu lub zachowującą się prowokacyjnie na imprezie zakrapianej alkoholem w szemranym towarzystwie. Podobnie mniej narazimy się na kradzież czy włamanie, jeżeli nie będziemy nadmiernie obnosić się ze swoim bogactwem a z domu uczynimy twierdzę… Te przykłady to oczywiście pewne uproszczenie i tylko po części prawda. Chodzi mi w nich o to, że chyba każdy dobrze wie, iż na pewne rzeczy zupełnie nie mamy wpływu! Duże znaczenie może mieć chociażby element zaskoczenia. Czy jesteśmy w stanie przewidzieć każdą sytuację, jaka nas spotka w życiu? Często jest tak, że możemy się do czegoś odnieść dopiero po czasie, gdy jesteśmy świadkami jakiegoś wydarzenie albo, gdy coś przydarzy się nam osobiście – czyli poprzez własne doświadczenie wiemy jak należałoby postąpić w podobnej sytuacji w przyszłości lub gdy usłyszymy o czymś, co przydarzyło się komuś - wtedy odnosimy się do niej poprzez pryzmat doświadczeń tej osoby lub stawiając się w jej roli ale, że wcześniej mieliśmy możliwość wyciągnięcia wniosków npdst. skutków jej postępowania, rolę tę odgrywamy zawsze lepiej i zawsze jesteśmy od niej mądrzejsi, bo teoretycznie wiemy już jak powinniśmy właściwie się do niej odnieść! Tylko, że w życiu nie zawsze wszystko tak ładnie wychodzi, bo chociaż dysponujemy doświadczeniem, posiadamy ustalone normy postępowania i tak może się zdarzyć, że z jakiś nieodgadniętych powodów postąpimy w sposób zdawałoby się nieracjonalny, „wbrew sobie”. Czy każdy kierowca powoduje wypadek w wyniku nieznajomości przepisów drogowych? Albo, czy ktoś może zagwarantować, że owy kierowca, który wypadek spowodował nauczony doświadczeniem, nigdy już w żadnym wypadku nie będzie brał udziału?...
Jednakże równie dobrze można przecież powiedzieć, że do wszystkich w/w zdarzeń dochodzi, gdyż na nie pozwalamy, bo nie staramy się ich przewidzieć – przewidzieć przecież wszystko można, wystarczy tylko siąść i głęboko się pozastanawiać, porozmyślać nad różnymi opcjami zachowań… Więc myślę sobie tak: „jest upalnie, idę tylko na zakupy ale wezmę płaszcz, parasol… wprawdzie nic tego nie zapowiada, jednak nie mam gwarancji, że nie spadnie deszcz…”, „kocham tego mężczyznę, ufam mu, jest taki czuły, wrażliwy, dba o mnie, widzę, że mu na mnie zależy i chcę z nim być ale przecież ludzie się zmieniają, równie dobrze może to być tylko gra z jego strony i chce mnie wykorzystać… nie mogę wyjść na idiotkę, nie będę się z nim wiązać…”, „ta sukienka szalenie mi się podoba i jestem w niej taka piękna, świetnie podkreśla moją figurę – ale nie, nie założę jej, wyglądam w niej zbyt sexi, przecież będę zwracać na siebie uwagę, mogę rozbudzić w kimś zmysły, pożądanie, nie chcę zostać ofiarą gwałtu…” Tak. PRZEWIDUJĄC NIE POZWALAMY, by spotkało nas coś złego, ale przewidywanie, może nas również pozbawiać radości życia, wielu wspaniałych, niezapomnianych chwil i być źródłem stresu! Zbytnie przewidywanie z góry, jak w w/w przykładach, mogłoby sprawić, że stalibyśmy się więźniami własnego rozsądku: najlepiej w ogóle z nikim się nie wiązać i nie wychodzić z domu, bo przecież może padać, ktoś nas okradnie, napadnie lub zgwałci...
A ja chcę być wolna! Jeżeli R czyta mojego bloga to niech sobie czyta! Zbyt wiele radości daje mi pisanie i czytanie na ten temat opinii, by z jego powodu go zamykać! Nie będę zakładać haseł, nie zmienię jego formy, bo to, co przeżyłam mnie kształtuje, powoduje, że Ja to Ja i nie muszę niczego się wstydzić ani żałować! Jeżeli R chce mnie szpiegować to nic nie da, że mu NIE POZWOLĘ. Mam też prawo do wolności we własnym domu, a nie będę miała takiego poczucia, jeżeli sama stworzę sobie klatkę, zamknę swoje życie „w sejfie” poprzez zakładanie prywatnych kont na komputerze, blokowanie telefonu, czy za każdym razem będę wchodzić z innego hasła na portale internetowe, z których korzystam! Zresztą, R wszystkie szyfry może i tak złamać a im więcej mamy „tajemnic” tym bardziej drugiej stronie zależy na ich zbadaniu. Istnieją jednostki, które zwyczajnie muszą dojrzeć, by coś zrozumieć, na które prośby, groźby ani wszelakie dyskusje nie działają. Weźmy za przykład dziecko, które podkrada matce pieniądze z portfela. Czy robi to dlatego, że matka mu na to pozwala? Pierwszy raz może być dla matki zaskoczeniem, nie rozmawiała nigdy wcześniej z dzieckiem o uczciwości, nie widziała takiej potrzeby – może dziecko nawet nie wie, co to jest kradzież i że podbierając jej pieniądze robi coś złego? Jeżeli będzie brak z jej strony reakcji to możemy mieć pewność, że dziecko w razie potrzeby zrobi to jeszcze raz – wówczas stwierdzimy, że SAMA SOBIE NA TO POZWALA, ale co powiemy, jeśli pomimo rozmowy z dzieckiem, wyraźnego określenia swojego stanowiska i dezaprobaty na podobne zachowanie dziecko ponownie podkrada jej pieniądze?
R jest właśnie takim dzieckiem, zna moje zdanie na ten temat, wie co myślę o naszym związku ale i tak robi swoje… (Jednakże i wśród „normalnych” kochających się par często dzieje się podobnie. Ile to razy słyszałam o wzajemnej inwigilacji, przejawach zazdrości – a może to tylko kobiety mogą „trzymać faceta na smyczy”?)
Kiedy go nie było, miałam przygotowane różne scenariusze na jego powrót, ale „wziął mnie z zaskoczenia”. Wszystko potoczyło się nie tak jak sobie wyobrażałam i moja reakcja była zupełnie inna niż mogłam to przewidzieć. To tak, jakby się znaleźć w sytuacji zagrożenia – jesteśmy przygotowani, że trzeba krzyczeć, wzywać pomocy, uciekać a w tym momencie brakuje nam głosu i nie jesteśmy w stanie zrobić nawet kroku… Z drugiej strony zastanawiam się też czasami czy te scenariusze, jakie rysowałam w wyobraźni nie były tworzone „dla oka” innych, za względu na „poprawność”, bo tego ode mnie oczekiwaliby ci, którzy w podobnej już sytuacji byli i właśnie dokładnie tak postąpili? A może moje wątpliwości wynikają z poczucia winy, że się wyłamuję spod tych „oczekiwań”? Może ja tak naprawdę nie chcę niczego zmieniać?
    Każde „normalne” stworzenie na ziemi dąży do zaspokojenia swoich potrzeb, do zaznania spokoju i własnego szczęścia. Wiem, że mam prawo do szczęścia tylko, czym ono DLA MNIE jest? R uważa, że to nie jest zależne od tego czy będę z nim czy nie, bo ja nigdy nie będę szczęśliwa. Twierdzi, że ja uwielbiam rolę ofiary i bycie nieszczęśliwa! R się myli, bo ja nigdy nie czułam się ofiarą i zawsze szukałam sposobów na zadowolenie siebie. Jego sądy na mój temat dowodzą tylko tego, jak bardzo jestem wytworem jego wyobraźni…
R nie myli się w jednym… Na pewno źródłem szczęścia dla mnie nie jest bycie z nim ani z kimś innym… bo gdy się głębiej nad tym zastanowię dla mnie szczęście w tej chwili to nie miłość do mężczyzny ani poczucie bycia kochaną tylko szczęśliwe dzieci, bezpieczeństwo, zdrowie i zaplecze finansowe! A to wszystko tak naprawdę mogę mieć zarówno będąc z nim jak i nie… Może dlatego więc brak mi tej „konsekwencji”, bo nie widzę w niej głębszego celu.
Jednego jestem pewna jednak na 100% - „Nie buduje się własnego szczęścia na czyimś nieszczęściu”…



komentarze (18) | dodaj komentarz

Rozterki

niedziela, 22 stycznia 2012 2:34

  Początek nowego roku to okres postanowień - stąd zapewne w styczniu takie tłumy na siłowni.Ciekawa jestem jak będzie wyglądać frekwencja w kolejnych miesiącach, ile z tych osób wytrwa w swoich postanowieniach?

Oni przynajmniej weszli w ten rok z jakąś nadzieją a ja nie wiem, co mi przyniesie, nie wyznaczyłam sobie konkretnych celów... W tamtym roku miałam nadzieję na  zakończenie sprawy rozwodowej, może w końcu w 2012 dojdzie do jej finału, ale nie wierzę by wyrok był dla mnie pomyślny. R jest w stu procentach pewny, że rozwodu nie dostaniemy i zważywszy na to, że mieszkamy teeraz razem, wątpię by sąd orzekł inaczej. W sumie moje uczucia się nie zmieniły, nadal czuję dystans i obojętność do niego, ale z drugiej strony jest mi trochę lżej, jeśli chodzi o obowiązki domowe. Dwa miesiące temu, po swoim powrocie R chciał pokazać, że „się zmienił”. Zaczął zaopatrywać nas w prowiant, gotować, wychodzić z psem, wozić dzieci do szkoły i zasiadać z Młodym do lekcji. Bierze się czasami za sprzątanie i mycie naczyń, czego wcześniej nigdy „z własnej woli” nie robił. Tylko, że ja odzwyczaiłam się od niego i drażni mnie jego obecność. Np. to, że chce mi wszędzie towarzyszyć, kontroluje mnie: sprawdza moje smsy, pocztę. Może się boi, że wymknę się do X? Niedawno na czacie rozmawiał z jakąś dziewczyną, okazało się, że to jedna z byłych „bliskich znajomych” X. Była na niego rozżalona  i tak wylewna, że ze szczegółami opisała ich nieudany związek, podając jednocześnie jego dane i niepochlebne szczegóły z życia. R podzielił się ze mną tymi rewelacjami, wściekł się, „jak mogłam zadawać się z takim sq…synem”, groził, że go kiedyś dopadnie i zabije!... Teraz straszy, że usunie mi bloga, boi się, że „ktoś może mnie rozpoznać”, chce bym wykasowała wpisy mówiące o X, a jednocześnie uważa, że byłby to świetny dowód dla sądu na to, „że go zdradzałam, gdy on siedział”!… R ma też do mnie pretensję, bo nie okazuję mu uczuć. Coraz częściej zaczynam się z nim kłócić i obawiam się, że z tego "powrotu do normalności" (jak to on sobie wymyślił) nic jednak nie będzie i to nie tylko z powodu jego zachowania - ja nie potrafię przejść nad tym, co było ot tak do porządku, nie potrafię zapomnieć i w zasadzie nie czuję w sobie żadnego ku temu przymusu, tak samo jak nie odczuwam żadnych wyrzutów, że go „zdradzałam”, bo niby, na kogo miałam czekać? Zapomniał za co trafił do aresztu? Ale dla R „papier” jest świętością, nie mamy rozwodu, więc jestem i zawsze będę JEGO ŻONĄ, tylko JEGO KOBIETĄ! On jednak jest na tyle „wielkoduszny” i tak „bardzo mnie kocha”, że jest gotów mi WYBACZYĆ i „wybacza zdradę”… Próbowałam już kilkakrotnie z nim na ten temat rozmawiać, ale każda dłuższa dyskusja kończy się kłótnią i wzajemnymi oskarżeniami. R chciałby abym zapomniała o tym, co było... Wszystkie swoje wcześniejsze zachowania tłumaczy chorobą. Oczekuje, że przyjmę go jak "czystą kartę" i dam nową szansę... Tymczasem nie potrafi zrozumieć, że ja nie widzę w jego zachowaniu specjalnie różnicy, jako "R przed" i "R teraz". Owszem, nie wyzywamy się, nie ma rękoczynów, ale też póki co, jest to krótki okres odkąd znowu jesteśmy ze sobą i aż w takim stopniu atmosfera wokół nas jeszcze nie wrze, nie mamy (jeszcze) powodów do wielkich awantur. Poza tym R również wie, czym taki "wybuch" mógłby się dla niego skończyć. Ja z kolei przez ten okres trochę "dorosłam" i emocje, które były we mnie wcześniej ewoluowały - już nie jest tak łatwo byle czym wyprowadzić mnie z równowagi. R nie potrafi też zrozumieć, że nawet gdybym doznała amnezji i spojrzała na niego jak na "białą kartę" to teraz pod żadnym względem nie byłby dla mnie atrakcyjny - ja się zmieniłam i moje gusta też uległy zmianie! Gorzkie to i bolesne zapewne dla niego, wychodzi na to, że jestem z nim czysto w celach materialistycznych – jestem tym, co tak zawsze bardzo potępiałam... W sumie nawet mi to wypomina - jestem bez uczuć, jestem złym człowiekiem, bo mu nie współczuję a on tak się stara... Tylko, po co mu wobec tego taka kobieta jak ja?
    Nie wiem jak ta nasza egzystencja będzie dalej wyglądać. Na razie jestem w kropce. Przecież nie zabiorę dzieci i nie ucieknę w nieznane przed swoim życiem, mam zbyt ograniczone możliwości finansowe... Z drugiej strony nie mam też prawa obierać mu dzieci, one zaś mają prawo posiadać pełną rodzinę a my obowiązek zadbać o to, aby były szczęśliwe…



komentarze (9) | dodaj komentarz

Dekada

środa, 11 stycznia 2012 1:38

     Z początkiem stycznia moje starsze dziecię skończyło 10 lat.  Jak ten czas leci... dopiero co przywiozłam go ze szpitala... Byłam wtedy do tego stopnia "zielona" i niepewna siebie jeśli chodzi o noworodki, że kiedy Mały oddał pierwszy, normalny "o konsystencji jajecznicy" stolec, spanikowana zadzwoniłam w celu konsultacji do siostry, mającej już doświadczenie w tej materii...

Bycie mamą było dla mnie czymś nowym, dziwnym i nierealnym ale instynkt przezwyciężył wszystkie obawy, wystarczyło wsłuchiwać się przede wszystkim w dziecko i w siebie... Teraz mam za sobą pierwszą dekadę od debiutu w tej roli. Rocznica szczególna, bo za kolejne dziesieć lat ujrzę przed sobą już nie chłopca lecz dorosłego mężczyznę...

Przede mną więc kolejny, szczególnie trudny okres: dojrzewanie, czas wyborów, szukanie własnej tożsamości, pasji i drogi życia, pierwsze miłości... Dalej tak jak kiedyś zastanawiam się, jak mój syn będzie zmieniał się wizualnie ale o wiele bardziej ciekawa jestem, jakim okaże się człowiekiem... Chciałabym żeby odkrył w sobie pasję do nauki, był mądry, pracowity, zaradny, odważny i męski. Żeby miał własne zdanie, był pewny siebie i osiągał wyznaczone cele. Chcę by wiedział, co to jest sprawiedliwość i honor, był twardy ale miał miękkie serce i pozostał wrażliwy... Wiem, że sam takim się jednak nie stanie, moim i R obowiązkiem jest właściwie go ukierunkować a to będzie wymagło od nas ciężkiej pracy. Nie zdołamy temu podołać jeżeli nie będzie między nami współpracy a trudno by o to było, gdybyśmy nie byli razem...

 



komentarze (12) | dodaj komentarz

niedziela, 18 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  261 006  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

bo całe życie się uczymy...jak żyć

O moim bloogu

wspominki, wypominki, kroniki dnia codziennego i takie tam różne...

Statystyki

Odwiedziny: 261006
Wpisy
  • komentarze: 1960
Bloog istnieje od: 2814 dni