Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 007 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

AD 2014 Post scriptum

niedziela, 04 stycznia 2015 3:42
Skocz do komentarzy

    DSC00340.JPG

    

          Pies od trzech dni nie chce wychodzić z domu. Gdy przychodzi czas na spacer siłą muszę go wyciągać spod łóżka a gdy już wyprowadzę, po załatwieniu fizjologicznych potrzeb szybko biegnie z powrotem pod klatkę. No cóż, tak wygląda u nas co roczny efekt  noworocznej zabawy…

       Sylwester miał być przyjemny, w rodzinnym gronie… Wprawdzie bez mojej siostry (która w tamtym roku przygotowała nam wspólnie z Młodą wyśmienitą kolację lecz w tym w ostatniej chwili wyjechała ze swoją paczką witać Nowy Rok do Kazimierza) ale R przywiózł ciasto, kupiliśmy Pikolaka a ja miałam w planie zrobić sałatkę i upiec grzanki z czosnkiem. Wcześniej kupiłam też dla siebie i Młodej peruki, bo miałyśmy się na Sylwestra wystroić i zrobić imprezę, były więc plany  na fajną zabawę lecz…

     Wszystko zaczęło się psuć jak tylko wróciliśmy z R z marketu, z zakupami. Jak zwykle doszło do spięcia między R i Młodym o dostęp do telewizora, bo ten chciał coś oglądnąć a Młody mu nie dawał, bo grał! Oczywiście R, jak to ma w zwyczaju w takiej sytuacji, wydziera się… i skarży do mnie! Zawsze to ja „mam coś z tym zrobić” albo „coś powiedzieć Młodemu”! Tylko dlaczego ja, skoro to on ma problem? Mam już serdecznie dość tych ciągłych interwencji i stawania pomiędzy skaczącymi sobie do gardła ojcem i synem! R drze na mnie gębę, że nie reaguję gdy Młody gra całymi dniami i gdy mu pyskuje a Młody też przychodzi do mnie i wyżala się na ojca, że podnosi na niego rękę i pochował mu pady podczas gdy on umówił się z kolegami, z którymi gra on-line, na wspólne sylwestrowe party, które mieli urządzić dla swoich wirtualnych postaci… Jednocześnie, czując się przy mnie bezpiecznie, rzuca w kierunku ojca najokropniejsze obelgi, co jeszcze bardziej rozjątrza R i za co znów JA zbieram joby, bo (wg. niego) „Młodemu na to pozwalam”… Jestem wściekła i na R i na Młodego. Wcale nie bronię dzieciaka ale uważam, że R mógł to z nim załatwić inaczej. Mógł z nim porozmawiać, wysłuchać a nie brać wszystko na krzyk. Nie pozwolę też by R go lał czy szarpał… W rezultacie gdy staram się go zasłonić przed rozwścieczonym R sama dostaję klapkiem po rękach.

     Dobry nastrój mija, nie mam ochoty już na zabawę ani przygotowywanie kolacji. Miałam jeszcze cichą nadzieje, że może R  gdzieś na noc wybyje, że ktoś go na jakąś imprezę zaprosił ale niestety nic na to nie wskazywało… R rozłożył się na kanapie w swoim pokoju a ja z dzieciakami zaszyłam się u nich próbując ukoić nerwy wpatrując się w ekran telewizora. Nic mnie jednak nie zdołało w nim zainteresować. W dodatku R jak na złość zaczął puszczać na full jakieś Disco Polo a Młody znów się wściekać i rzucać bluzgi w jego kierunku a mnie już szlag trafiał i na durnego starego i tego dzieciaka!

Młoda zaczęła się stroić, bo ciągle liczyła, że może jednak zaczniemy imprezę, była zawiedziona tym, że mi się już nic nie chce i w końcu nie czekając do północy otworzyli sobie z Młodym Pikolaka na co R znów zareagował krzykiem, bo przy okazji trochę im się porozlewało na podłogę…

W końcu siadłam do komputera, żeby przejrzeć pocztę ale jak na złość nie mogłam się zalogować! Moje hasło nie wchodziło (i nie była to wina wciśniętego Caps Look’a), wyglądało tak, jakby ktoś je zmienił?! Musiałam je zrestartować a zgodnie z procedurą aby mnie zweryfikować nowe hasło miało być przesłane na mój telefon. Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy przeczytałam informację, iż hasło zostało wysłane na telefon o fabrycznym symbolu S…  Ki czort? Przecież mój telefon ma symbol U a nie S! S-kę ma R! Wkurzyłam się, bo uznałam, że najwidoczniej R próbował ze swojego telefonu zalogować się na moją pocztę i przy okazji zmienił mi hasło… Wołam więc do niego z pokoju i pytam, dlaczego to zrobił? R się wypiera więc mówię mu jaka informacja wyświetliła mi się na temat telefonu przy próbie zrestartowania hasła. R twierdzi, że to nie jego telefon tylko… MÓJ! Kiedy oponuję, że przecież ja nie mam S-ki tylko U przybiega wściekły i karze mi wyszukać w google zdjęcie z wpisanym modelem telefonu jaki mi się wyświetlił…

- Zobacz pie@%na kretynko, tak się nazywa twój telefon, on jest dostępny pod dwoma fabrycznymi nazwami! – wydziera się na mnie… Może i ma rację? W sumie i tak nie mogę sprawdzić hasła jakie zostało do mnie wysłane, bo mój telefon jest w naprawie ale po chwili udaje mi się zrestartować hasło innym sposobem i dostęp do poczty mam przywrócony, nie interesuje więc już mnie dochodzenie czy chodziło o mój model telefonu czy jego ani nie mam zamiaru ciągnąć tematu ewentualnego włamywania się R na moje konto. R jednak nie odpuszcza, przepycha się by wpisać w google ten nieszczęsny model telefonu – Weź się odczep – oponuję, więc R szuka go w wyszukiwarce swojego telefonu i podstawia mi wyświetlacz przed oczy – Daj mi spokój i wyjdź z tego pokoju! – drę się już na niego ale w niego jakby wstąpił jakiś szał, macha mi rękoma i tym telefonem przed oczami, krzyczy obrzucając potokiem najgorszych inwektyw... Ja go odpycham i czuję, że jeszcze moment a się pobijemy!... Dzieciaki stają w mojej obronie. Młoda wydziera na niego aby się ode mnie odczepił i wyniósł z pokoju. R coś tam burknął w stronę „gówniarzy” ale w końcu odpuszcza i wychodzi. Młody puszcza w jego kierunku jeszcze swoją wiązankę przekleństw…

                 Mam dość już tego domowego „sylwestra” i postanawiam iść na powitanie Nowego Roku do moich rodziców. R już śpi ale Młody nie ma ochoty na przechadzkę, zostaje więc w domu z „tatusiem” a my z Młodą zakładamy peruki  i ok 23.00 wychodzimy z domu.

Na ulicach pusto i mroźno, dla mnie to jednak świetna okazja do porobienia zdjęć po drodze...

                Przed północą docieramy na miejsce. W domu jest tylko mama z tatem. Ze względu na to, że reszta domowników bawi się na imprezach mama w tym roku nie przygotowywała żadnych specjałów. Siedzą więc z ojcem przed telewizorem i oglądają relacje z sylwestrowej zabawy w plenerze przygotowane przez stacje telewizyjne. Siedzimy z Młodą z nimi do północy a następnie idziemy na ulicę pooglądać fajerwerki.

Miałam w planie zaraz potem iść do domu ale córcia chce jeszcze wrócić „do dziadzia” więc wracamy. Długo jednak już nie wytrzymuje na nogach i zasypia. Rodzice radzą więc mi już z nią nocować i pościelić sobie łózko u brata, bo i tak wróci do domu nad ranem…

Gdzieś po 5.00 Endru wraca... Wcześniej z zabawy wrócili też chłopaki siostry i zaszyli się w swoim pokoju. Pojawia się problem, bo brat nie ma gdzie spać – zajęłam przecież z Małą jego łóżko – ale młodszy siostrzeniec ma zamiar resztę nocy spędzić przy komputerze więc Endru postanawia przespać się na jego łóżku (w sumie jest na tyle szerokie, że ostatecznie mogą się na nim przekimać nawet we dwóch). Jednak Młody K oponuje, nie chce widzieć wuja w swoim pokoju… bo jest podpity i mu śmierdzi! Czuję się winna zamieszania i proponuję, że może w takim razie K przyjdzie na moje miejsce a ja położę się z Endru, ewentualnie też jeśli nie chce spać z Młodą to mogę ją przenieść do łóżka mamy i tata… W międzyczasie budzi się mama i staramy się wspólnie znaleźć jakieś rozwiązanie ale K nie przystaje na to, co jeszcze bardziej rozjątrzyło mojego brata, bo „nie będzie gówniarz wszystkich wokół ustawiał” i po kolejnej przepychance słownej zrywa się i ma zamiar go lać… Stają jak dwa koguty naprzeciwko siebie i nie bacząc na późną porę kłócą się rzucając sobie wyzwania na pojedynek a ja z mamą staramy się ich uspokoić i powstrzymać, by nie doszło między nimi do rękoczynów… Zasłaniam siostrzeńca przed razami brata własnym ciałem chociaż przerasta mnie o ponad głowę, powstrzymuję, by nie prowokował słownie wujka…  W końcu w pokoju pojawia się ojciec – jestem pełna obaw, bo wiem, że jak się wkurzy to łby obu im pourywa… Ojciec jednak tylko wziął pod rękę brata i wyprowadził go do siebie do pokoju… Mama położyła się przy mnie i Małej i tak skończyła się wojna o łóżko… A Młody K zamiast spać dalej rypał w jakąś grę do rana, bo jak twierdził „ teraz jest tak zdenerwowany, że i tak nie uśnie”…

Spać po tej całej awanturze nie mogłam również  ja i mama. Leżałyśmy więc  - między nami śpiąca Mała – i gadałyśmy, aż do świtu…  

               To wszystko jakiś obłęd, jeden wielki dom wariatów… Uciekam przed jedną awanturą, by trafić na drugą… Czy faceci nie potrafią rozwiązywać konfliktów bez krzyku i rękoczynów? Nie potrafią nigdy odpuścić?

                Gdy już wstałam, zaczęły się telefony od R – „kiedy wracam?”, bo pies przestraszony fajerwerkami nie chce wyjść na dwór, bo Młody głodny… Gdy wracam do domu zachowuje się tak, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Przymila się do mnie, obejmuje, tuli a mi jakoś to nie w smak… Co on sobie myśli? Najpierw mnie będzie wyzywał a potem kładł głowę na kolanach? Zapomniał już jak mnie potraktował? No wariat! – Po co mi taki facet? Do przytulania mam dzieci a faceta chcę mieć takiego na którym mogę polegać, który będzie dla mnie oparciem a nie jakiegoś gburowatego miśka nie panującego nad emocjami… Niech spada!

               

                Dzisiaj Młody miał urodziny… Zapowiadałam mu już od tygodnia, że za jego złe zachowanie przyjęcia urodzinowego w tym roku mieć nie będzie. Nie dostanie tortu ani prezentów… i Młody przyjął to jakoś do wiadomości bez specjalnych emocji. R jednak dał mu z tej okazji półtorej stówki, przywiózł słodycze a po południu zabrał na tort do Mc Donalda (odbywała się tam impreza rocznicowa z okazji otwarcia lokalu) więc zawiedziony „brakiem urodzin” nie był.

                Wieczorem R przebrał się w garnitur i wybył z domu. Oznajmił, że kolega zlecił mu rozwożenie  gości  na weselu u rodziny. Trochej nie chce mi się w to wierzyć, bo czy do takiej „roboty” trzeba zakładać garnitur? Raczej wyglądało mi to na wyjście na wesele jako osoba towarzysząca… Jak było w istocie i tak nie będę robiła dochodzenia, bo nie ma to dla mnie znaczenia… I jakoś też nie tęsknię gdy nie ma go wieczorem w domu…



Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

niedziela, 18 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  261 026